Nie opera Piotra Czajkowskiego, ale inscenizowany poemat Aleksandra Puszkina w tłumaczeniu Juliana Tuwima trafił na deski warszawskiego Teatru Studio. Reżyserii i adaptacji podjęła się znakomita aktorka Irena Jun, która także wystąpiła w spektaklu. Podeszła do arcydzieła literatury rosyjskiej ze smakiem i umiarem, trochę tak jak niegdyś Adam Hanuszkiewicz przenosił dla telewizji Pana Tadeusza. Bohaterowie poematu wypowiadają się w swoim imieniu, ale także recytują te kwestie, które odnoszą się bezpośrednio do nich.

Jest też narrator, Krzysztof Sztelmaszyk, któremu przychodzi zagrać także rolę księcia Gremina. Spektakl jest oszczędny w środkach wyrazu, opiera się głównie na słowie, choć młodzi aktorzy, byli studenci Ireny Jun – Mateusz Damięcki i Modest Ruciński, jako Oniegin i Leński – potrafią zaaranżować dramat zazdrości o dziewczyny – Olgę – Justynę Bielecką i Tatianę – Martę Juras, której udaje się bardzo naturalnie przekazać treść słynnego listu do Oniegina i w sposób namiętny oddać późniejszą odpowiedź „spóźnionemu kochankowi”, która zamyka przedstawienie. To dowód, że „Puszkin wielkim poetą był”, i to samo można powiedzieć o Tuwimie, bowiem jego przekład oddaje wszystkie cechy oryginału, atmosferę, rym, melodię i rytm.
Nie byłoby jednak „Oniegina" bez muzycznych skojarzeń, bowiem to opera, a nie poemat poetycki wywindowała „sceny liryczne” do kultury światowej. Modest Ruciński wokalnie zupełnie poprawnie śpiewa więc całkiem a’capella słynną arię Leńskiego, trochę „dla zgrywy” (najwyraźniej czuje się trochę skrępowany tą sytuacją, chyba niepotrzebnie), konwencja przedstawienia dopuszcza bowiem, by płomienne wyznanie miłości zostało wyśpiewane z lekkim przymrużeniem oka.

Śpiewa niżej niż w oryginale, bo nie jest tenorem tylko barytonem, ale to nie koniec muzycznej oprawy. Przez cały czas trwania przedstawienia nastrój zadumy i nostalgii tworzy wiolonczelista Adam Misiak, który jeszcze na długo przed rozpoczęciem poematu oswaja publiczność z pięknym brzmieniem swego instrumentu. Zaczyna od Suit Bacha, ale szybko przechodzi do muzyki Czajkowskiego. Słyszymy grany solo temat z Wariacji w stylu roccoco, potem fragment Pecco capricioso, potem znów część z Wariacji, a wreszcie w scenie balu u Łarinych gra do tańca melodię Walca z Eugeniusza Oniegina. Przy okazji udowadnia, jak znakomitym akustycznie wnętrzem jest wyłożona białym marmurem klatka schodowa Teatru Studio. Czy nie należałoby tu od czasu do czasu organizować koncertów?
Joanna Tumiłowicz