

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościKameralnie o romansach
Strona 3 z 3
Te drobne usterki nie zmieniły jednak faktu, iż spektakl „Sonata Kreutzerowska” trzeba uznać za artystyczne wydarzenie dużego formatu, a zarazem przykład niemal doskonałej syntezy słowa i muzyki. Wiadomo bowiem, że wszelkie prelekcje wygłaszane w trakcie koncertu bardzo sprzyjają zrozumieniu muzyki, jednak użycie specjalnie dobranego tekstu literackiego może podziałać jeszcze lepiej, pozwala wniknąć w istotę muzyki i uczynić komunikację z odbiorcą bardziej bezpośrednią. Z podobnym zjawiskiem mieliśmy do czynienia także podczas projekcji filmu „Chanel i Strawiński” w reżyserii Jana Kounena. Od strony dramaturgicznej był to w zasadzie typowy melodramat, opowieść o domniemanym romansie kompozytora z atrakcyjną i bogatą projektantką mody. Tutaj także dramat odbywał się w trójkącie, bo miłosny skok w bok przebiegał niejako na oczach żony Strawińskiego, świetnie granej przez rosyjską aktorkę Elenę Morozovą. Jednak ważniejsza była strona muzyczna filmu, na którą zwróciła uwagę przed projekcją muzykolog Anna Sieczka. Poszczególne epizody romansu zostały zilustrowane muzyką samego Strawińskiego, a ściślej urywkami „Święta wiosny”, zarówno w oryginale orkiestrowym jak i fortepianowej transkrypcji. Fragmenty były jednak tak dobierane, aby sekwencje kolorystyczne towarzyszyły obrazom pełnym nostalgii, zaś żywiołowe i brutalne scenom erotycznego szaleństwa. Nastrój całego filmu został zbudowany dzięki początkowej retrospekcji pokazującej pamiętną prapremierę baletu przed 100 laty w Theatre de Champs Elysees, która wywołała wściekłość konserwatywnej widowni, ale zarazem oczarowała Coco Chanel. I to pierwsze zetknięcie się z prymitywnie „naturalistyczną” muzyką oraz prowokacyjną choreografią – nota bene były to najlepsze sceny filmu – rzutowało na wszystkie następujące później epizody. Nie było w tym wiele historycznej prawdy, bo pokazywano Strawińskiego, który wciąż komponuje to samo „Święto wiosny”. Dobiegająca zza ekranu muzyka raczej sugerowała, iż pełen erotyzmu i witalnej siły balet rozgrywa się już nie na scenie, ale w intymnym życiu bohaterów tej romansowej historii. Dla widzów muzycznie wrażliwych i osłuchanych z dziełem Strawińskiego była to bardzo ciekawa i pogłębiona estetycznie uczta. Warto dodać, że festiwalowa publiczność aż trzykrotnie miała styczność z muzyką słynnego baletu, w postaci transkrypcji fortepianowej, jak „ścieżką dźwiękową” do filmu fabularnego oraz z zarejestrowanym na taśmie filmowej spektaklem baletowym w wykonaniu artystów Teatru Marinskiego pod dyrekcją Velery Gergieva. Poza romansowymi kontekstami V. Festiwal „Muzyka na szczytach” dostarczył sporo twórczości kameralnej dobranej ze smakiem i zagranej z dużym talentem. Mogę pochwalić poranek w stylowym pensjonacie „Jasny Pałac”, podczas którego wykonano powstały na specjalne zamówienie Festiwalu „Kwintet fortepianowy” Pawła Łukaszewskiego. Prowadzący koncert Maciej Negrey powiedział, że przypomina mu muzykę do gier komputerowych, może z powodu wbudowanej w materię dźwiękową niezbyt nachalnej repetytywności. Kolejną pozycją była postromantyczna „Dumka” na skrzypce, altówkę i fortepian mało znanej u nas brytyjskiej kompozytorki Rebecca’i Clarke, zaś na zakończenie członkowie Kwartetu Nostadema oraz Wojciech Świętoński przy fortepianie zagrali jedno z arcydzieł XX-wiecznej kameralistyki „Trio fortepianowe nr 2” Dymitra Szostakowicza. Na skrzypcach grał Jakub Nowak, na wiolonczeli Joanna Citkowicz-Włodarczyk. Zapał artystów z pewnością udzielił się licznie zgromadzonej publiczności. Joanna Tumiłowicz |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||