Przegląd nowości

„Butterfly” utaneczniona

Opublikowano: środa, 26, czerwiec 2013 17:21

Ogromną rolę w budowaniu roli Cio-Cio –San w łódzkiej premierze Madama Butterfly odegrał ruch sceniczny, a właściwie taniec. To najbardziej dobitny dowód, że za reżyserię spektaklu i jego inscenizację wzięła się Janina Niesobska, osoba z ogromnym doświadczeniem baletowym i choreograficznym. Specyficzny układ taneczny dotyczył w zasadzie obu japońskich bohaterek opery, a więc tytułowej Butterfly i jej służącej i przyjaciółki Suzuki.

Madama Butterfly,Lodz 2

Także pozostali reprezentanci Japończyków, zwłaszcza Goro i Bonzo, byli dosyć ruchliwymi postaciami scenicznymi, czym zdecydowanie różnili się od statycznych postaci Amerykanów – Pinkertona, Sharplessa i Kate Pinkerton. W koncepcji dramaturgicznej Janiny Niesobskiej wspartej pomysłami scenograficznymi i reżyserią świateł Waldemara Zawodzińskiego leżało silne skontrastowanie obu światów: barwnego, niemal baśniowego, opartego na długiej tradycji, z dosyć chłodnym, bezrefleksyjnym, bogatym, ale wyzutym z norm etycznych. Wykupienie sobie na miesiąc żony Pinkerton (w tej roli tenorowej wystąpił Sylwester Kostecki) potraktował jako karnawałową maskaradę, podczas, gdy w kulturze tubylców ten akt był nie całkiem obojętny. A już na pewno nie był bez znaczenia dla 15-letniej gejszy Cio-Cio-San.

Madama Butterfly,Lodz 3

Różnice psychologiczne i kulturowe zostały w tym spektaklu ukazane w sposób niezmiernie autentyczny i przejmujący, choć nie korzystano tu z gotowych wzorów japońskiej sztuki wizualnej czy tradycyjnego teatru Kabuki. Całe wrażenie uzyskiwano ruchem, światłem, kostiumem, rekwizytem, kontrastem między monstrualną dekoracją, a intymnym cierpieniem głównej bohaterki i oczywiście świetną muzyką.


Można powiedzieć, że wykonawcy (dobrze przygotowani wokalnie) ważną część swego występu poświęcili realizacji trudnych zadań scenicznych. Agnieszka Makówka jako Suzuki wykonywała ewolucje niemalże jak z tradycyjnych technik walk wschodnich, także Ewa Biegas, jako Butterfly fruwała jak motyl, czasami zastygała w pozach pochylonych, wymyślonych może trochę na wzór tradycyjnych grafik japońskich, choć generalnie strona wizualna daleka była od nawiązań do folkloru czy krajobrazu Kraju Kwitnącej Wiśni. W II akcie tłem akcji była ogromna świątynia buddyjska, liczne bębny obracane przez modlących się mnichów symbolizowały upływ czasu, który dla Butterfly płynął bardzo wolno (jakby prawie się zatrzymał).

Madama Butterfly,Lodz 4

Wokalnie rola Butterfly została wykonana przez Ewę Biegas perfekcyjnie, pięknie, choć artystka nie ma specjalnie miękkiego i ciepłego głosu (w wysokich partiach brzmi dosyć ostro). Partnerujący jej Sylwester Kostecki nie był chyba w najlepszej formie, bo śpiewał siłowo, w średnicy natomiast był słabo słyszalny, choć Tadeusz Kozłowski za pulpitem dyrygenckim strzegł sumiennie każdej wyśpiewywanej frazy, śledził oddech artystów, zwalniał, przyśpieszał zgodnie z ich możliwościami scenicznymi i wokalnymi.

Madama Butterfly,Lodz 5

Doskonale natomiast brzmiał Konsul Sharpless w wykonaniu barytona Zenona Kowalskiego. Dobrze wokalnie spisali się Mirosław Niewiadomski (Goro) i Agnieszka Makówka (Suzuki). Patrykowi Rymanowskiemu (Bonzo), który wtargnął na scenę z potępieniem dla swej krewnej zabrakło trochę masywności w głosie, choć jemu jedynemu, pewnie dla wzmocnienia wrażenia, pomagała aparatura nagłaśniająca. Kandydatowi na męża gejszy Andrzejowi Kostrzewskiemu (Yamadori) już tego urządzenia nie dostarczono. Wszyscy jednak wykonywali swe role dobrze.


Ciekawie, nietypowymi środkami zrealizowano scenę miłosną i duet Pinkertona z Butterfly. Realizatorzy posłużyli się tutaj prostymi symbolami wody w postaci falującej materii, nie zmuszali (na szczęście) pary do wykonywania dwuznacznych ruchów. Butterfly jak motyl krążyła dookoła urzeczonego jej powabem, młodością i miłością kochanka. Szkoda tylko, że nie oszczędzili solistce, która 15-lat skończyła jakiś czas temu, występowania w odsłaniającej ramiona białej koszuli.

W trzecim akcie, najbardziej tragicznym w wymowie, częścią dekoracji był kadłub wyciągniętego z wody ogromnego parowca, obdrapanego, przeżartego rdzą, jak z onirycznych płócien Beksińskiego, symbolizującego wyraźnie upadek moralny amerykańskich przybyszów. Podobne znaczenia twórcy przedstawienia nadali powolnemu rozmazywaniu się gwiazd na amerykańskiej fladze państwowej wyświetlanej w głębi sceny.

Madama Butterfly,Lodz 1

W przejmującym momencie samobójczej śmierci Butterfly wszystkie te dekoracje i ozdoby znikają, bohaterka pozostaje sama ze swoim bólem w bardzo dziwnym oświetleniu, które jeszcze potęguje dramat.

Sądzę, że w serii ostatnich premier Teatru Wielkiego w Łodzi, których realizatorami był duet Niesobska-Zawodziński, właśnie Madama Butterfly jest dziełem wstrząsającym w swej wymowie, a przez to najbardziej udanym.

                                                                                         Joanna Tumiłowicz