Przegląd nowości

„Stiffelio” w Opéra de Monte Carlo

Opublikowano: piątek, 10, maj 2013 10:46

Podczas gdy wszystkie teatry operowe świata świętują dwusetną rocznicę urodzin Giuseppe Verdiego, wystawiając najbardziej znane dzieła włoskiego kompozytora, Opéra de Monte Carlo zaproponowała publiczności niezwykle rzadko wystawianą pozycję z bogatego dorobku mistrza z Busetto: Stiffelio, z librettem Francesco Maria Piave według francuskiej sztuki Emile’a Souvestre i Eugène’a Bourgois. Kierujący placówką w Monte Carlo Jean-Louis Grinda konsekwentnie broni tej opery (umieścił ją już piętnaście lat temu w programie prowadzonej wówczas przezeń Opéra Royal de Wallonie w Liège), która ze względu na śmiałą i odważnie prezentowaną tematykę była przez dłuższy czas skazana na niepowodzenie.

Stiffelio,Monte-Carlo 1

Chodzi tu bowiem o historię pastora sekty protestanckiej, który odkrywając zdradę wiarołomnej żony bohatersko pokonuje swój gniew, a następnie wielkodusznie jej wybacza, zdobywając się nawet na świadomą rezygnację z jej miłości, do czego jednak ostatecznie na szczęście nie dochodzi. Stiffelio jest zatem operą o temacie religijnym, ze szczególnie uwydatnionym wątkiem protestanckiego miłosierdzia i współczesną z czasem powstawania dzieła treścią, co oczywiście nie mogło się spodobać zdecydowanie działającej w katolickim Trieście cenzurze. Pomimo desperackich protestów Verdiego postać tytułowego kaznodziei została przez nią zamieniona na zwykłego członka sekty, a z opery musiały zniknąć takie elementy jak świątynia, krzyż, cytaty z Ewangelii i kluczowe, nadające sens całemu dziełu zdania. Warto jeszcze dodać, że przy wznowieniu rrzeczonego dzieła w Rzymie przeniesiono nawet jego akcję z dziewiętnastego do piętnastego wieku. Zważywszy na te wszystkie niesprzyjające okoliczności Verdi wycofał Stiffelia ze sceny i współpracując z cenzorem opracował nową wersję opery, noszącą tym razem tytuł Oberto, która jednak nie odniosła znaczącego sukcesu. W swej pierwotnej formie Stiffelio odrodził się dopiero w dwudziestym wieku, początkowo w Parmie (1968), a następnie w Wenecji, Londynie, Los Angeles, Nowym Jorku i Mediolanie. Tak naprawdę wciąż jednak czeka na ostateczne wskrzeszenie, na które, niezależnie od pewnych słabości libretta, w pełni zasługuje.


Autorem pokazywanej w Monte Carlo inscenizacji - przygotowanej w koprodukcji z Teatro Regio w Parmie - jest szwajcarski reżyser Guy Montavon, były asystent Rolfa Liebermanna i Giancarlo del Monaco, który studiował reżyserię w Hamburgu pod kierunkiem Götza Friedricha. Jego poruszająca, prosta i pozbawiona zbędnych elementów wizja tej religijnej paraboli ujmuje naturalnością, skutecznością i doskonałą przejrzystością w zakresie przekazu wszelkich treści.

Stiffelio,Monte-Carlo 2

Utrzymana jest ona w szarej i zimno-niebieskiej tonacji (Francesco Calganini - dekoracje i kostiumy), a ten surowy i wręcz ascetyczny klimat warstwy plastycznej, osiągany również za pomocą mistrzowskiego operowania preferującymi półcienie światłami, wzbudza u odbiorcy pewien niepokój oraz bezbłędnie harmonizuje z dwuznacznymi charakterami i emocjami występujących w operze postaci. Zaś pełnej napięć, pozbawionej czułych czy radosnych scen i nagłych dramaturgicznych zwrotów muzyce Verdiego idealnie odpowiadają starannie przez Montavona ustawione działania aktorskie.

Stiffelio,Monte-Carlo 3

Stiffelio rozgrywa się w trzech, mających symboliczny wydźwięk dekoracjach (zamek, cmentarz, świątynia), przy czym przenoszenie się z miejsca prywatnego, jakim są wnętrza zamku, do przestrzeni publicznej zwracają naszą uwagę na wewnętrzną ewolucję protagonistów. Ich indywidualny dramat znajduje rozwiązanie w śmierci, jak w przypadku młodego Rafaela, lub w zbawczym przebaczeniu tytułowego bohatera, które czyni z niego niemalże świętą postać. Niezależnie zatem od formułowanych tu i ówdzie wobec rzeczonego dzieła zarzutów, trzeba przyznać, że Verdiemu udało się w nim odmalować tajemnice duszy ludzkiej, zmagania i rozdarcia człowieka, a przede wszystkim jego niesamowitą zdolność do przekraczania własnych słabości i ograniczeń.


Słynny argentyński tenor José Cura (zarazem kompozytor, aktor, dyrygent) w roli Stiffelio porywa ciemnym zabarwieniem swego wzorcowo prowadzonego - choć w górze skali nieco już zmęczonego - głosu, sugestywnym frazowaniem i rzadko spotykaną osobowością sceniczną, pozwalającą oddać siłę moralną tego pastora protestanckiej sekty assawerianów. Cura potrafi też pokazać przemianę Stiffelia, który wprawdzie na początku pierwszego aktu, w momencie kiedy otrzymuje od przewoźnika zgubione przez Rafaela i kompromitujące jego żonę papiery, jest już gotowy do wybaczenia, ale pod koniec tego samego aktu ulega negatywnym emocjom zranionego mężczyzny. Prawdziwe wybaczenie będzie dopiero możliwe w akcie trzecim, kiedy Lina niejako wtapia się w zgromadzenie żarliwie się modlących wiernych, a Stiffelio odnajduje swą prawdziwą misję kapłana.

Stiffelio,Monte-Carlo 4

Nieco bardziej blado wypada kreująca partię Liny argentyńska sopranistka Virginia Tola, imponująca wprawdzie pięknym brzmieniem świetnie wyszkolonego głosu, lecz nie potrafiąca w stu procentach udźwignąć psychicznego wymiaru powierzonej jej roli. Podobają się portugalski tenor Bruno Ribeiro, ucieleśniający Rafaela, i pochodzący z Wysp Kanaryjskich bas José Antonio Garcia, występujący jako stary pastor Jorg.

 


 

Wszakże największy entuzjazm publiczności wznieca Włoch Nicola Alaimo, który w roli hrabiego Stankara, rozdartego poczuciem hańby ojca Liny, powala na kolana swym pięknie nasyconym, mięsistym i we wszystkich rejestrach bez zarzutu brzmiącym barytonem. Niezwykle ludzki wydźwięk występu Alaimo na długo pozostanie w pamięci oczarowanych słuchaczy. Wreszcie oddzielne słowa uznania należą się przygotowanemu przez Stefano Viscontiego chórowi, któremu Verdi powierzył tutaj dość nietypową i wysoce interesującą funkcję.

Stiffelio,Monte-Carlo 5

Na początku opery odgrywa on jeszcze tradycyjną i wyłącznie ilustracyjną rolę, przedstawiając zaproszonych do zamku gości. Od początku drugiego aktu rozumiemy jednak, że w tej nasyconej moralnym wydźwiękiem narracji chór nabiera coraz większego znaczenia, ucieleśniając zgromadzenie wiernych, które zaprasza na szczerą modlitwę i pod wpływem którego chęć zemsty ustępuje u Stiffelio miejsca kapłańskiej misji. Są w tej realizacji sceny o niebywałym ładunku ekspresji, jak choćby ta przebiegająca przy długim stole intymna rozmowa głównego bohatera z żoną, podczas której informuje on ją o swej zgodzie na rozwód, by pozwolić jej żyć z ukochanym. Niesamowitą ciszę na widowni wywołuje porażająca scena finałowa, podczas której Stiffelio otwiera Biblię i czyta przypowieść o wiarołomnej żonie, a w tym samym momencie z góry pudła scenicznego opuszcza się na wiernych jakby ilustrująca wzmiankowaną parabolę chmura kamieni.

Stiffelio,Monte-Carlo 6

Pod batutą Maurizio Beniniego znajdująca się w doskonałej formie Orchestre Philharmonique de Monte Carlo hipnotyzuje bezbłędnym wyczuciem napięć i stylu, misternym tkaniem materii dźwiękowej, subtelnym i wrażliwym frazowaniem oraz umiejętnością wydobywania wszelkich muzycznych subtelności i szczegółów. Kameralny charakter Sali Garnier Opery w Monte Carlo dodatkowo sprzyja utrzymaniu wewnętrznej spoistości dzieła oraz synchronizacji planów fabuły dramatu i muzyki. Nie pomylił się zatem Jean-Louis Grinda proponując swojej publiczności tę zwiastującą już Rigoletto, Trubadura i Traviatę pozycję, która dzięki tej cennej inicjatywie programowej odnajdzie może w końcu drogę do światowych scen operowych.

                                                                        Leszek Bernat