Przegląd nowości

Opera barokowa Jephté (1732) w Warszawskiej Operze Kameralnej

Opublikowano: poniedziałek, 23, kwiecień 2007 02:00
Stefan Sutkowski, dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej jest niestrudzonym orędownikiem przywracania scenie dzieł, które dawno temu zostały zapomniane, bądź na całym świecie są niezwykle rzadko wystawiane. Ostatnim osiągnięciem z tego zakresu była premiera Jephté, którą skomponował Michel Pignolet de Montéclair. Jak dyrektor w programie wspomniał, dzieło ma pewien związek z Polką, córką Stanisława Leszczyńskiego (króla Polski na wygnaniu), Marią Leszczyńską, późniejszą królową Francji.

Montéclair urodził się we Francji (1667 – 1737) i od 1687 r. przebywał w Paryżu, w służbie muzycznej ks. de Vandémont. Zajmował się pedagogika i komponowaniem różnych utworów, w tym kantat i oper. Jego muzyka umiejętnie podkreśla dramatyczne funkcje kolorystyki orkiestrowej. Zdaje się, że wiele uwagi temu zagadnieniu poświęcił kierownik muzyczny produkcji, prowadzący omawiany spektakl, dyrygent Kai Bumann. Pod jego batutą Zespół Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense, bajecznie grał na barokowych instrumentach. Zaprezentowano urzekające brzmienie, fantastyczne relacje między sceną i kanałem orkiestrowym oraz świetną dynamikę wewnętrzną. Opera francuskiego baroku obowiązkowo zawierała sceny baletowe i muzykę w tanecznych rytmach. Sporo jej, niezagospodarowanej, mamy w tej inscenizacji. Najczęściej grana między poszczególnymi aktami, a poza prologiem aktów jest aż pięć (Masphe nad Jordanem, Pałac Jephtégo, Plac przed pałacem Jephtégo, Sielski pejzaż, Świątynia w Masphie). Szczerze powiedziawszy wielka szkoda, że pani reżyser Romana Agnel, będąca również autorką układu tańców, "wolnej" muzyki nie wykorzystała. Spektakl byłby jeszcze bardziej ekscytujący. Skoro już mowa o częściach baletowych przedstawienia, to choreografia była doprawdy lekka, łatwa (w odbiorze) i przyjemna, lecz zespół Balet Dworski "Cracovia Danza" zbyt wysokiego poziomu tańca nie wykazał. Natomiast reżyseria całości spektaklu posiada sporo walorów, przede wszystkim wizualnych. Jednak przeważająca część solistów zwrócona w stronę widowni, albo grała, głównie gestykulując rękoma, albo śpiewała. Z rzadka obie czynności wykonywali jednocześnie. To duża wada w warsztacie aktorskim. Rzadko któremu z solistów zdarzało się grać w kierunku partnera.

Image

Poza tymi niedoskonałościami był odtwórca partii tytułowej, Jarosław Bręk. Barwa i emisja głosu oraz znajomość akcentów języka francuskiego mogą służyć za wzór. To samo można powiedzieć o jego stronie aktorskiej, eleganckiej w formie, wyważonej i sensownej. Drugą, cieszącą oczy i uszy postacią była Iphisée, którą wokalnie świetnie interpretowała Marta Boberska.

Image

Podobne komplementy należą się Almasie, w tę partię z powodzeniem wcieliła się Dorota Lachowicz. Pozostałymi wykonawcami byli: Sławomir Jurczak (Apollon, Phinée), Julita Mirosławska (Polhymnie, Elise), Justyna Reczeniedi (Terpsicore, Les Vertus, Une habitante, Une bergére), Marta Wyłomańska (Vénus, Deux Israélites), Mirosława Tukalska (La Vérité, Deux Israélites), Zdzisław Kordyjalik (Ammon), Wojciech Parchem (Abdon), Dariusz Górski (Abner), Krzysztof Matuszak (Un habitant), Jakub Grabowski (Un Hébreu). Zaletą przedstawienia jest także symboliczna scenografia (i przypuszczalnie kostiumy), którą projektowała Marlena Skoneczko.
Premiera Jephté miała miejsce 18 kwietnia 2007, w bieżącym sezonie zaplanowano tylko cztery spektakle, (wyżej umówiłem trzeci). Opera jest ładna i dobrze zrealizowana, jeśli w przyszłym sezonie wróci na afisz Warszawskiej Opery Kameralnej, to wartą ją zobaczyć.

Wilfried Górny
Przeczytaj również: Jephte story - opracowanie Jolanty Roztworowskiej