

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowości"Salome" w Opéra National de Paris
Strona 1 z 3 Pokazywana aktualnie w Operze Paryskiej Salome Richarda Straussa jest wprawdzie wznowieniem produkcji z 2003 roku, wystawianej już od tamtej pory trzykrotnie na scenie przy placu Bastylii, jednakże zupełnie nowa obsada solistów powoduje, że ogląda się ją ze wzmożonym zainteresowaniem. ¬ródłem satysfakcji jest również wciąż nie starzejąca się inscenizacja rosyjskiego reżysera Lva Dodina, który szczęśliwie dla odbiorców nie uległ pokusie posłużenia się dziełem lirycznym w celu podzielenia się z nami swoimi osobistymi problemami - jak to się niestety często w teatrach operowych zdarza - lecz postanowił sumiennie oddać sprawiedliwość wypełnionemu sensami i wielowarstwowymi znaczeniami, zredagowanemu na podstawie sztuki Oscara Wilde'a, libretcie. Co ważne, pochylił się on także nad partyturą Straussa i doszedł do wniosku, iż ta pełna przemocy i perwersji biblijna historia judejskiej księżniczki jest już po mistrzowsku opowiedziana językiem dźwięków, toteż licytacja pomysłów scenicznych byłaby zabiegiem nie tylko zbędnym, ale i wysoce szkodliwym dla naszego odbioru tej "czarnej" opery.
Dzięki takiemu podejściu cała akcja rozgrywana jest w jednej i wciąż tej samej oprawie scenograficznej (David Borovsky) przedstawiającej rozległy taras pałacu Heroda z umieszczonymi w dalszej perspektywie drzewami oliwnymi i groźnie wyglądającym niebem, po którym przez cały czas trwania przedstawienia przesuwa się blady jak Salomé - jest to wszakże wyraźnie sformułowane w libretcie - księżyc: symbol niekontrolowanej, wzbudzającej niepokój sfery ludzkich impulsów i namiętności oraz znak nieuchronności nadchodzących zdarzeń. Wprawdzie miejscem więzienia Proroka Jokanaana okazuje się być ogromna, wysuwana z boku sceny klatka (a nie cysterna), zaś Salome nie ginie przygnieciona tarczami żołnierzy, tylko pogrąża się w otchłani śmierci podczas orgiastycznego transu, ale owe dwa odstępstwa od oryginału nie świadczą przecież o nowatorstwie tej niemalże całkowicie ilustracyjnej inscenizacji. Jej dużo zawdzięczająca subtelnie prowadzonej reżyserii świetlnej (Jean Kalman) siła tkwi przede wszystkim - powtórzmy to raz jeszcze - w rezygnacji z próby przełożenia na język wizualny tkwiących w muzyce paroksyzmów i histerycznych, nieraz trudnych do wytrzymania porywów oraz w zachowaniu przez reżysera dokładnie wykalkulowanego dystansu, który jeszcze dodatkowo pogłębia, na zasadzie kontrastu, budzącą w widzu odrazę atmosferę. Zaś do potęgowania i tak już "wyśrubowanych" napięć przyczyniają się sprawnie przez Dodina prowadzone działania aktorskie, może zbyt nieśmiało uwydatniające freudowskie podteksty całej historii, natomiast pozwalające nam dokładnie śledzić ewolucję poszczególnych postaci.
|
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||