Przegląd nowości

Festiwal w Salzburgu: Mojżesz i Faraon

Opublikowano: piątek, 28, sierpień 2009 02:00

Wciąż trwają spory między muzykologami i muzykami, która z wersji oper o Mojżeszu wybawiającym Hebrajczyków z okowów Egipcjan Gioachino Rossiniego jest lepsza: włoski Mojżesz w Egipcie z 1819 roku czy francuski Mojżesz i faraon albo przejście przez Morze CzerwoneWilhelma Tella właśnie ta monumentalna opera należy do największych dzieł kompozytora. I to głównie z myślą o włoskim maestro w tegorocznym repertuarze Festiwalu w Salzburgu znalazł się Mojżesz i faraon. Tym razem opera Rossiniego nie miała szczęścia i po kilku zmianach inscenizacji podjął się Jürgen Flimm, niemiecki reżyser i dyrektor artystyczny salzburskiej imprezy. Niestety pomimo licznych walorów, produkcja Flimma i Mutiego odsłania problemy dramaturgiczne tego dzieła. Mojżesz i faraon po prostu aż do ostatniego aktu się dłuży. z 1827 roku. Gorącym orędownikiem tej późniejszej wersji jest od kilku lat Riccardo Muti, według którego obok

 Image

Cała opera rozgrywa się w monumentalnej scenografii, którą zaprojektował pochodzący z Salzburga Ferdinand Wögerbauer. Zwężająca się ku górze pokryta jasnym drewnem cylindryczna ściana jest rewelacyjną przestrzenną metaforą wręcz klaustrofobicznego zniewolenia Hebrajczyków, którzy przez większość opery są stale obecni na scenie. Oczekują na decyzję Faraona (31-letni włoski baryton Nicola Alaimo), który ciągle zmienia zdanie. A ich przywódcą i doradcą jest Mojżesz - w tej partii wystąpił charyzmatyczny bas rosyjski Ildar Abdrazakow. A do scen zbiorowych Flimm ma wyjątkowy talent, ukazując pełne niuansów masy w ruchu  jak i bezruchu. Niestety ingerencja reżysera w najważniejszą scenę Mojżesza z finalną modlitwą przed przejściem Hebrajczyków przez Morze Czerwone - spuszczenie kurtyny w trakcie arii proroka - okazała się inscenizacyjną wpadką. Flimm nie zaufał ani muzyce, śpiewakowi ani dramaturgii. Jednakże przejście Hebrajczyków przez Morze Czerwone i następująca po nim śmierć Egipcjan w nurtach morza należy do genialnych pomysłów teatralnych: Prawa część gigantycznej ściany rozsuwa się, a Hebrajczycy porzucają swoje bagaże, z których wysypuje się czerwony żwir. Całą scenę pokrywają porozrzucane w nieładzie walizy z czerwonymi wnętrzami, za którymi w zwolnionym tempie znikają Egipcjanie. To proste i funkcjonalne rozwiązanie, a przy tym wyjątkowo malownicze.


Na tle scen zbiorowych, sceny pomiędzy głównymi bohaterami w większości wypadów rozgrywające się na proscenium, a dotyczące nieszczęśliwej miłości pomiędzy synem Faraona Amenofisem - w tej roli wystąpił amerykański tenor Eric Cutler - a Anaidą, której partię wykonała łotewska sopranistka Marina Rebeka, w zasadzie wypadły blado. Dopiero ostatni akt pozwolił obojgu śpiewakom w pełni pokazać swoje możliwości wokalne i aktorskie. Obsadę uzupełniali: intrygująca wokalnie, a pochodząca z Gruzji mezzosopranistka Nino Surguladze (Sinaida), pełen nerwowego ferworu argentyński tenor liryczny Juan Francisco Gatell, który występował w partii Eliézera, czyli Arona, oraz włoski mezzosopran Barbara Di Castri, grająca matkę Anaidy i siostrę Mojżesza - Miriam.

Image

Subtelne, a równocześnie wyjątkowo ważne w tej inscenizacji było światło, które zaprojektował Wiedeńczyk Friedrich Rom. Kostiumy pochodzącej z Wiednia Brigit Hutter były dosyć dziwną mieszanką stylizacji i współczesności, z czego jej projekty dla obu chórów składające się z autentycznych ubrań współczesnych ortodoksyjnych Żydów i Arabów były najciekawsze. Reszta jej zupełnie nie wyszła.

Image 

Wiedeńską Filharmonią dyrygował fenomenalny Riccardo Muti, choć raczej tym razem delektował się symfonicznymi pasażami partytury zamiast uwidaczniać dramatyzm opery Rossiniego, który to miały uzupełniać projekcje tekstu z opisem biblijnych wydarzeń nie przedstawionych na scenie.

                                                                    Ewa Kara