Przegląd nowości

Haydnowska wersja szalonego Orlanda

Opublikowano: wtorek, 19, maj 2009 02:00

Jubileusz 200-lecia śmierci Józefa Haydna zawitał również do berlińskiej Staatsoper, gdzie ostatnio wystawiono jedną z jego zapomnianych oper komicznych Orlando Paladino, której premiera odbyła się w dzień św. Mikołaja 1782 roku. Produkcją zajęli się współpracujący już ze sobą kilkakrotnie wcześniej artyści: specjalizujący się w muzyce barokowej rewelacyjny belgijski dyrygent René Jacobs, brytyjski reżyser i scenograf Nigel Lowery oraz pochodzący z Iranu choreograf i reżyser Amir Hosseinpour. Specjalnie z tej okazji wystąpiła Orkiestra Barokowa z Freiburga. A w rezultacie tej współpracy publiczność po raz kolejny otrzymała produkt wysokiej jakości pod względem i muzycznym i inscenizacyjnym. Szkoda tylko, że Staatsoper nie wznawia tych barokowych produkcji, które szybko schodzą z afisza, co także nie daje im większej okazji na dłuższe zadomowienie się w operowym kanonie.

Image 

Przed dwustu laty Orlano Paladino zrobił niesamowitą karierę, lecz dzisiaj podobnie jak i cała operowa spuścizna Haydna stworzona przed wszystkim dla dworu węgierskiej rodziny arystokratycznej Esterházy w Eisenstadt, gdzie kompozytor pracował przez 20 lat jako nadworny kapelmistrz, ustąpiła pierwszeństwa oczywiście operom Wolfganga Amadeusz Mozarta, którego geniusz dostrzegł sam "Papa Haydn". Ale to nie znaczy, że Orlando ustępuje wczesnym kompozycjom autora Wesela Figara, jak na przykład Rzekomej ogrodniczce. Podobnie jak Mozart później, Haydn również w przypadku Orlando miesza gatunki operowe, przeszczepiając elementy opery seria do buffa, tworząc tym samym utwór, który nie jest tylko i wyłącznie komedią, ale dziełem o pewnej dozie ambiwalencji, którą tak bardzo ubóstwia współczesna sztuka.

Heroiczno-komiczną strukturę zawdzięcza opera Nunziato Porcie, który przerobił oparte na słynnym eposie rycerskim Ludovico Ariosto libretto autorstwa satyryka Carlo Francesco Badiniego. Porcie też zawdzięczamy stworzenie Pasquale - postaci służącego Orlanda, który bardzo przypomina - późniejszego przecież - Leporella Mozarta z Don Giovanniego. Pasquale, którego gra argentyński baryton Victor Torres, ma też w sobie coś z Sancho Pansy, bo Lowery przypisał mu osła, z tym że nie prawdziwego, ale pluszowego i to dość dużych rozmiarów, którego dźwiga na szczycie swego ogromnego plecaka, a który też nawet "chodzi" po scenie. Jego ukochana Eurilla, w którą wcieliła się pochodząca z Południowej Korei Sunhae Im, jest równie zabawną i psotliwą strażniczką leśną. Oboje stanowią świetnie dobraną parę, nawet wokalnie, bo wirtuozowskie popisy z arii Pasquale "Ecco spiano. Ecco il mio trillo" w Akcie 2 wykonują wspólnie, a w zasadzie Sunhae Im imituje górne rejestry możliwości kastrata. Tę komediową parę uzupełnia król Barbarii - Rodomonte, grany przez włoskiego bas-barytona Pietro Spagnoli, którego reżyser przebrał za pirata, co dosyć dwuznacznie (lub i nawet nie) można rozumieć, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia na arenie międzynarodowej (Barbaria przecież jest położona we wschodniej Afryce).

Image 

Całą historię nieodwzajemnionej miłości Orlanda, palatyna Karola Wielkiego, do Angeliki, pięknej królewny z Orientu, Lowery przeniósł w umownie potraktowany pejzaż górski. Najpierw sygnalizuje go kolorowy prospekt z małym zamkiem w tle i kilka choinek na proscenium, a potem cała akcja toczy się na obrotowej scenie albo w purpurowo-drewnianym zamku, w którym schronili się Angelika i Medoro (norweski tenor Magnus Staveland), albo w otaczającym go świerkowym lasku. Tylko Akt 3 rozgrywa się na pustej scenie, na środku której leży szafa z zamku Angeliki. Jedynym ograniczeniem jest lekko wygięta biała ściana, która zamienia tę przestrzeń w ogromny teatr cieni. Angelikę Lowery zamienił w piękną blondynkę - Miss Azji Pacyfiku - i równocześnie sztampową lalkę barbie. Lecz w tej roli świetnie się sprawdziła rewelacyjnie wyglądająca i cudownie śpiewająca niemiecka sopran koloraturowy Marlis Petersen. Natomiast czarodziejka Alcina to w zasadzie opętana przez - w tym wypadku dobrą - wróżkę wyglądającą na Hiszpankę lub Cygankę służąca Angeliki, która ubiera wieczorową biała sukienkę Angeliki i jej koronę i jak somnambuliczka snuje się po scenie.


Alcina czasami plata figle, ale głównie Orlandowi, bo albo wkłada mu kaftan bezpieczeństwa (według libretta ma to być żelazna klatka - ówczesny symbol szaleństwa) lub zamienia w kamień. W spektaklu gra ją bułgarska koloraturowa sopranistka Alexandrina Pendatchanska, która na próbie nie miała żadnych problemów z projekcją, ale na drugim przedstawieniu jej głos zupełnie stracił moc i nie docierał dalej niż kilka pierwszych rzędów.

Image 

Szalony Orlando - tę partię wykonuje brytyjski tenor Tom Randle - to natomiast szalony Robinso Crusoe. Z długimi siwymi włosami i takąż brodą biega po scenie w poszarpanych spodniach na szelkach, a potem w poszarpanym fartuchu bezpieczeństwa i z siekierką w ręku, z której często robi użytek. Jego szaleństwo jest więc nie tylko zabawne, ale też i groźne. Ale szaleństwo ma w tej inscenizacji i inne odcienie, bo rozpaczająca z powodu ciężkiej rany Medora Angelika, jest też bardzo bliska obłędu. Całość inscenizacji uzupełnia grupa baletowa szaleńców-dzikusów, którzy wyglądają jak powielony Orlando, z tym że każdy z nich jest typem - ze współczesnego świata oczywiście - samym w sobie. Są wśród nich stewardessa, panna młoda, papież, torreador, baletnica i kucharz. Jak jeden mąż, wszyscy kończą w kaftanach bezpieczeństwa.

Image

Można będzie jeszcze obejrzeć Orlanda Paladino w sierpniu, kiedy zostanie on wystawiony na Festiwalu Muzyki Dawnej w Innsbrucku.

                                                                                         Ewa Kara