

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościBaletowe cacko - "Coppelia" w Poznaniu
Strona 3 z 3 Wycięciu uległy różne poboczne tańce nie związane z akcją, na nowo opracowane sceny pantomimiczne, którym Woźniak nadał swój własny styl - trochę burleskowy, już rozpoznawalny. Szczególnie widoczne by to w potraktowaniu postaci dziwaka-wynalazcy, ale także grupy przyjaciółek Swanildy z ich komiczną udawaną odwagą. Przy tym wszystkim spektakl zachowuje jednocześnie wszystkie walory klasycznego przedstawienia baletowego z tańcami zespołowymi, popisami grup tancerzy, solistek i koryfejek w rolach przyjaciółek, zarówno w I akcie jak i w drugiej scenie II aktu mamy do czynienia z rozwijającą się stopniowo formą divertissement od zespołowych tańców do pas de deux pary głównych bohaterów. Nie naruszył też Woźniak pięknej sceny wróżenia z kłosów. Osobne zachwyty należny wyrazić pod adresem scenografa i jego bajecznego dzieła. Klasyczna, malowana na płótnach scenografia w I akcie wyobraża miasteczko, w którym rozgrywa się akcja. Przestrzenne są tylko wejścia do domków Coppeliusa i Swanildy, wszystko reszta to zatopione w niebieskawo-brunatnej mgiełce domy i domeczki ciągnące się aż po horyzont. Wspominania już wcześniej pracowania Coppeliusa to graciarnia zapchana pod sufit niedokończonymi lalkami, w centrum pomieszczenia króluje wieka, niebieskawa sfera, która okazuje się miejscem przechowywania Coppelii, a w potrzebie i miejscem uwięzienia Franza, z którego Coppelius stara się przenieść na swoje dzieło siły witalne. Finałowa scena przenosi nas do zielonego parku, w którym odbywają sie zaręczyny pogodzonych Franza i Swanildy. Wszystko skąpane jest w seledynowej poświacie, tchnie świeżością i radością. W tej sielskiej atmosferze możemy podziwiać końcowe pas de deux i zbiorowe tańce wieńczące ten lekki i uroczy spektakl. Nie było by jednak gromkich oklasków na zakończenie gdyby nie dobra dyspozycja zespołu baletowego Teatru Wielkiego i dopracowanie jego tanecznych popisów. Nie było by okrzyków i huraganowych braw gdyby nie wspaniali bohaterowie pierwszoplanowi: Aleksandra Liaszenko (Swanilda) i Mateusz Sierant jako Franz. Młodziutcy tancerze bardzo dobrze odnaleźli się w swych partiach, tak pod względem aktorskim, jak i tanecznym, byli przy tym absolutnie stylowi, naturalnie wtopili się w konwencję XIX-wiecznej komedii baletowej. Liaszenko to tancerka o świetnych warunkach i możliwościach, niezwykle elastyczna, a przy tym silna, o doskonałym poczuciu równowagi co widać w piruetach i pozach. Jeśli popracuje trochę nad czystością i elegancją linii oraz wyrazem, możne być doskonała. Ale i dziś w rolach do których predestynuje ją ognisty temperament i poczucie humoru sprawdza się doskonale jak właśnie w Coppelii. Porywający skok z miejsca, precyzyjne piruety i wysokie arabeski czynią z niej wymarzoną Kitri w Don Kichocie. Mateusz Sierant ma jeszcze trochę barków technicznych, a może po prostu brak pewności siebie, która powoduje, że nie wszystkie skoku mu wychodzą, i czasem zapomina o trzymaniu linii postawy, jest za to naturalny w zadaniach aktorskich, co tak młodym artystom rzadko się udaje. Mniejsza jednak o niedociągnięcia, gdy tancerz zadziwia lekkością i elastycznością skoku, dobrym rozciągnięciem i wyczuciem stylu. Z ciekawością obserwować będę rozwój obojga, a zwłaszcza Mateusza Sieranta, bo w ostatnich czasach mało takich talentów objawiło się na naszej baletowej scenie. Katarzyna K. Gardzina
|
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||