Przegląd nowości

Kraków - "Wesele Figara" na inaugurację Festiwalu muzycznego Barbakan

Opublikowano: poniedziałek, 14, lipiec 2008 02:00

Kraków jest miastem, w którym podczas tak zwanego sezonu ogórkowego życie muzyczne nie zamiera. Jedną z nowych form jest Festiwal Muzyczny Barbakan, którego projekt wybitni krakowscy animatorzy muzyki, zrealizowali przy udziale finansowym Gminy Miejskiej Kraków oraz 7 innych sponsorów. Na miejsce prezentacji spektakli i koncertów wybrano wnętrze historycznego, późnogotyckiego Barbakanu (1499). W ramach festiwalu trwającego od 27 czerwca do 2 sierpnia 2008 roku, przewidziano czterokrotne wystawienie opery Wesele Figara Mozarta, po dwa koncerty: Od Bacha do The Beatles (Cracow Brass Quintet), Chopin & Piazzolla (Kevin Kenner & Pazoforte), Gala Operowa (słynne uwertury i arie) oraz koncert finałowy.

Image

27 czerwca, późnym wieczorem, o godz. 21:00, uczestniczyłem w wielce atrakcyjnym spektaklu premierowym opery Wesele Figara. Za pulpitem dyrygenckim stanął wybitny krakowski dyrygent Piotr Sułkowski, który z ogromnym powodzeniem poprowadził uwerturę, świetnie oraz z pasją zagraną przez Orkiestrę Akademii Beethovenowskiej. Jej koncertmistrzem jest Maciej Klejdysz. Całość przedstawienia w zależności od treści partytury odznaczała się wyważonymi tempami, perfekcyjnie dobraną dynamiką, a także tam, gdzie trzeba stosownym liryzmem, bądź energią dramatyczną. Ładnie, śpiewnie i płynnie prezentowane fragmenty opery stanowiły podstawę interpretacji dzieła Wolfganga Amadeusza Mozarta. Ulotne piękno muzyki genialnego Salzburczyka wynikało z wyrazisto - czytelnej interpretacji partytury. Dominowała płynność, cieszyły przedstawione niuanse, imponowała dogłębność spojrzenia w subtelność zapisów kompozytora. Wyczuwałem jakiś specjalny związek duchowo - muzyczny dyrygenta z kompozytorem. Z niewielkimi skrótami, przy pominięciu scen chóru oraz mniej istotnych arii Marcelliny i Don Basilio podziwialiśmy wartko toczącą się akcję. Taki zabieg nadał operze większej zwartości, tym bardziej, że nie zachodziła tu konieczność zbytniej koordynacji orkiestry z głosami solistów. Jedni i drudzy byli perfekcyjnie przygotowani do powierzonych im zadań. Soliści po prostu grali swoje role bez konieczności wpatrywania się w dyrygenta. W swoje partie wcielali się tak, jakby faktycznie byli postaciami z komedii Pierre Beaumarchais'ego.


Bezsporną gwiazdą spektaklu okazała się Jolanta Kowalska z powodzeniem kreująca partię Zuzanny. Bardzo dobra interpretacja roli: pełna romantycznej emocji, wyrazista dramatycznie i w pełni przekonująca. Piękny, kryształowo czysty sopran, głos dźwięczny i cudownie płynnie prowadzący miękkie frazy legato. Niebywała łatwość w wysokim rejestrze, bez cienia napięć czy śladów jakiegokolwiek wysiłku! Dawno nie słyszałem na żywo tak świetnej Zuzanny, w osobie pięknej wizualne śpiewaczki. Jej scenicznym partnerem był Marcin Kalus, baryton liryczny występujący w tytułowej partii Figara. Fantastyczną prezentację oraz interpretacyjne ujęcie roli zapoczątkował arią Non più andrai a później było jeszcze lepiej. Niezbyt wystarczająco bogaty w ciemne barwy głosu baryton Jan Capliński, swoje umiejętności przedstawił w partii Hrabiego Almaviva. Śpiewał ładnym, pełnym głosem, chociaż jego ekspresja nie zawsze korzystnie pasowała do artystycznej prezentacji postaci. Zawodził zbyt chropowatą barwą najwyższych dźwięków. Jego sceniczna żona, Anastazja Lipert, jako Hrabina Almaviva nie wzbudzała u mnie dreszczyku emocji. Chociaż posiada ładnej barwy sopran, to wokalnie wydała mi się niedopracowana. Nawet słynna aria Porgi amor nie do końca mnie usatysfakcjonowała. Zabrakło w tej interpretacji wyrazistości rytmicznej, za mało było modulacji głosu i jego sprężystości.. O wiele korzystniej swój talent ujawniła Katarzyna Kosiek jako sympatyczny Cherubino. Podobnie, z dużą przyjemnością podziwiałem jak Olga Rusin, wprawdzie niewielkim i lirycznym jeszcze głosem odgrywała partię klucznicy Marcelliny. Także pozostali wykonawcy mniejszych partii zasłużyli na "piątkę z plusem". Byli nimi: Leszek Stolarski - Bartolo, Marcin Kotarba - Basilio, Jakub Sazanów- Don Cruzio, Dominika Harasimowicz - Barbarina i Piotr Janiszewski - Antonio.

Image

Była to zabawna, prawdziwa komedia, podczas której można bawić się wydarzeniami na scenie. Bawili się artyści, bawiła się publiczność. Na tego typu komplement zasłużyła Monika Babecka - będąca reżyserem atrakcyjnego w formie widowiska. Spektaklu, w którym wszelkie sytuacje zostały idealnie dopasowane do treści libretta.


 

Dodatkowo podkreślające element komiczny zachodzący między bohaterami opery. Małe gesty mówiły więcej niż tak często spotykana nadpobudliwość, albo sztuczność scenicznego ruchu. Nie małą zasługę w tej dziedzinie miała Alicja Towarnicka, autorka choreografii i ruchu scenicznego. Bajecznie grały stylowe kostiumy, które z godnością nosili wykonawcy, ale to już dziedzina mądrze przemyślanych projektów Olgi Błaszczyńskiej. Ładnie grały dekoracje sceniczne i światła opracowane przez Adę Bystrzycką i z powodzeniem przenoszące widzów do XVIII wiecznej Hiszpanii, lub jak kto woli do sali wiedeńskich teatrów rodem z 1786 r.

Image

W sobotę, 12 lipca z sukcesem zakończyło się ostatnie z czterech zaplanowanych przedstawień. W międzyczasie omawianą produkcję pokazano w Kołobrzegu i tam ponad tysięczna widownia spontanicznie wiwatowała zachwycając się pięknym przedstawieniem, firmowanym przez krakowski Festiwal Muzyczny Barbakan. Jeśli nadal Piotr Sułkowski swoim talentem i potencjałem kultury muzycznej, w taki sam sposób będzie promował swoje rodzinne miasto, to Kraków pełnym blaskiem może błyszczeć na muzycznej mapie Polski.

                                                                          Wilfried Górny.