Przegląd nowości

Migawki muzyczne Jacka Chodorowskiego

Opublikowano: poniedziałek, 25, kwiecień 2011 02:00

Wesoła wdówka Lehára w Gliwickim Teatrze Muzycznym. Jest to bodaj najsłynniejsza i chyba najbardziej popularna operetka klasyczna. Na scenach teatrów muzycznych (także tych prestiżowych) i w nagraniach płytowych funkcjonuje od swej światowej prapremiery w 1905 roku! Mimo raczej błahego libretta, ale dzięki pięknej, łatwo wpadającej w ucho muzyce, święci triumfy sceniczne i gromadzi na widowni zwykle komplet publiczności.

Image

Tak było również i w Gliwickim Teatrze Muzycznym 4 marca 2011 roku, podczas premiery, czwartej już swej inscenizacji, na gliwickiej scenie. Tym razem trud realizacji (a jest to operetka wymagająca, właśnie przez swą popularność) podjęli Maria Sartova (reżyseria), Wojciech Rodek (kierownictwo muzyczne), Barbara Kędzierska (dekoracje) i Tatiana Kwiatkowska (kostiumy). Pomijając drobne niedociągnięcia udało się temu zespołowi, przy wydatnej pomocy śpiewaków i muzyków, stworzyć ciekawe, barwne i żywe przedstawienie. Zatrzymajmy się więc na stronie wykonawczej. Tytułową partię wykonała Grażyna Brodzińska, Zalety tej artystki są powszechnie znane. Jej gliwicka "wdówka" była osoba dostojną, powściągliwą, odporną na zaloty (wiedziała doskonale, że chodzi o pieniądze!), ale przecież powabną, pełną wdzięku i kokieterii. Błyszczała też i wokalnie, wszak "przeboje" tej operetki ma znakomicie opanowane. Partnerujący jej jako hrabia Daniło Michał Musioł demonstrował ładny głos, swobodne aktorstwo i poczucie humoru. Interesująco wypadli również Ireneusz Miczka (baron Zeta), Violetta Białk (Walentyna) oraz rozporządzający bardzo ładnym głosem tenorowym (o całkowitej swobodzie w górze skali) Łukasz Gaj (Kamil). A i pozostali wykonawcy (soliści, balet, chór, orkiestra) dostosowali sie do koncepcji realizatorów i głównych postaci - całość wypadła więc zgrabnie i wdzięcznie.

Już dla tego przedstawienia warto odwiedzić Gliwicki Teatr Muzyczny.


Cyrulik sewilski w Bytomiu. 9 kwietnia 2011 roku Opera Śląska wystąpiła z premierą (a właściwie ze wznowieniem inscenizacji z 1985 roku) arcydzieła opery komicznej, jaką jest bezwzględnie Cyrulik sewilski Gioacchina Rossiniego. Pozostawiając reżysera i inscenizatora (Henryk Konwiński), scenografa (Jan Bernaś), kierownictwo muzyczne oddano w ręce doświadczonej Agnieszki Kreiner. Dotychczasowi i nowi realizatorzy potrafili zgodnie "ożywić" dzieło, wzbogacić go nowymi pomysłami, zachowując precyzję tekstu i dźwięku, mimo, iż fragmentarycznie, śpiewacy wykonywali swe partie po polsku i włosku (tak zresztą było i w 1985 roku). Spektakl tętni życiem, humorem, jest barwny i płynny. Ale to też i zasługa wykonawców. Właściwie trudno kogokolwiek z nich specjalnie wyróżnić.

Image

Wszyscy swe partie mieli opanowane dokładnie i dogłębnie, dobrze znali motywy i zamiary swych postaci. A więc: Figaro Ireneusza Miczki (zręczny, sympatyczny i skuteczny intrygant), Rozyna Swietłany Kaliniczenko (z łatwością i swobodą koloratury odtwarzająca postać tej "ofiary zasad moralnych i obyczajów", usiłując zresztą wyłamać się z nich), Almaviva Adama Sobierajskiego (elegancki wokalnie, o szlachetnym głosie, scenicznie pełny naturalnej, szczerej galanterii), Don Bartolo Piotra Kowalczyka (niefortunny, stary zalotnik doskonale odtworzony przez młodego, o ciekawym głosie, artystę), Don Basilio Bogdana Kurowskiego (przekupny, doświadczony intrygant, a przy tym śpiewak doskonale rozumiejący sztukę bel canto), sympatyczna Berta Magdaleny Spytek (ładnie zaśpiewała swą popisową charakterystyczną arię).

Produkcjom wokalnym służyła wielofunkcyjna dekoracja, bezkolizyjnie zmieniana. Warto też zwrócić uwagę na pantomimiczną ilustrację uwertury i sceny burzy.

W sumie - przedstawienie, które bawi i rozśmiesza.


Koncert pieśni romantycznej w Krakowie. Pod tym tytułem kryje się znakomity recital popularnego polskiego tenora, Leszka Świdzińskiego, w Szkole Muzycznej im. Wł. Żeleńskiego (12.04.2011r.). Recital wypełniły pieśni Roberta Schumanna Liederkreis op. 39 i Dichterliebe op. 48 (oba cykle Schumann skomponował w roku 1840, a więc w tzw. "roku pieśni" kompozytora). Krąg pieśni z op. 39 obejmuje 12 utworów do słów poety Josepha Eichendorffa, a cykl Miłość poety z op. 48 to 16 pieśni do poezji Heinricha Heinego. Schumann bardzo starannie dobierał teksty do swych pieśni, a komponował je z wyjątkowym zapałem. Jego pieśni, to "zespolenie w jedno linii melodycznej śpiewu z linią partii fortepianu, to tak jakby głos szeptał coś poprzez dźwięki fortepianu" - pisał Henryk Swolkień, wybitny publicysta muzyczny. Obydwa, wykonane podczas recitalu cykle, to najlepsze bodaj przykłady liryki kompozytora.

Image

Leszek Świdziński, znany w Krakowie przede wszystkim ze sceny operowej (m. in. Alfred w Traviacie), tym razem ujawnił swój piękny głos i talent interpretacyjny w niełatwej przecież sztuce recitalu pieśniarskiego. W Liederkreis, będących zbiorem wierszy ulotnych, zachwycał szczególnie zmiennością, różnicowaniem interpretacji. Swym pięknie prowadzonym i szlachetnie brzmiącym głosem potrafił wyrazić wszystkie emocje tekstu. W Dichterliebe ciepło swego lirycznego głosu łączył umiejętnie z pewną nutą ironii. Oba cykle śpiewał ujmująco, spontanicznie i pełnym zaangażowaniem. A to "przenikanie się świata poezji i świata muzyki", tak bardzo odczuwalnie właśnie w pieśniach Schumanna, ułatwiał śpiewakowi towarzyszący mu pianista, Paweł Skrzypek, artysta koncertujący i pedagog. Jego gra znakomicie uzupełniała wykonanie wokalne, tym bardziej, że niekiedy słowa stawały się drugoplanowe (zgodnie zresztą z intencją kompozytora), a główną wypowiedź miała właśnie partia fortepianu.

Cały koncert, to godzina pięknego, przejmującego śpiewu i muzyki!

                                                                     Jacek Chodorowski