Tymczasem prawda jest zupełnie inna. Na przełomie XIX i XX wieku kilkudziesięciu polskich śpiewaków robiło wielkie międzynarodowe kariery, z zasięgu których dzisiaj zupełnie nie zdajemy sobie sprawy. Jakoś tak się stało, że nie dość, że nie potrafimy mówić o osiągnięciach naszych artystów, to na dodatek szybko o nich zapominamy. Mieliśmy i mamy wspaniałych śpiewaków obdarzonych pięknymi głosami, które pozwalały im na zdobywanie uznania na całym świecie.
Nasze soprany koloraturowe były poszukiwanymi wykonawczyniami wirtuozowskich partii Królowych Nocy w Czarodziejskim flecie Mozarta, Gildy w Rigoletcie, czy tytułowej Łucji w operze Donizettiego. Mezzosoprany zbierały uznanie za pamiętne kreacje tytułowej Carmen, podstępnej Eboli w Don Carlosie, czy niekochanej Amneris w Aidzie. Praktycznie nie było sceny i kontynentu, gdzie nie podziwiano kunsztu naszych śpiewaczek i śpiewaków. Kto dzisiaj pamięta o Ludwice Leśniewskiej, Reginie Pinkert, Marii Mokrzyckiej, Margot Kaftal, czy Rosie Raisie albo Janinie Łukaszewskiej, Teodozji Friderici-Jakowicieja, Aleksandrze Stromfeld-Klamrzyńskiej, Karolina Beethównie, Róży Olickiej, Helenie Zboińskiej-Ruszkowskiej, a przecież każda z nich była w swoim czasie wielką podziwianą primadonną operową, o występy których zabiegali pracowicie dyrektorzy największych scen.
Zjawiskowa koloratura
Swoistym klejnotem wśród wymienionych była Regina Pinkert, uczennica Tadeusza Mikulskiego, solistka Opery Warszawskiej, gdzie rozpoczęła karierę w 1886 roku jako Małgorzata w Hugonotach Meyerbeera. Przeglądając listę dokonań tej śpiewaczki trudno uwierzyć, że w czasach kiedy nie było samolotów, ani ekspresowych pociągów bez większych problemów wędrowała z jednego kontynentu na drugi. Kariera tej znakomitej artystki związana była ze wszystkimi wielkimi teatrami operowymi w Europie i obu Amerykach z nowojorską Metropolitan, mediolańską La Scalą czy Teatro Colon w Buenos Aires na czele. Uwielbiana przez publiczność, ceniona przez krytyków była niecodziennym zjawiskiem operowych scen, pisano o niej, że "Czarowała swoim słowiczym śpiewem". Szczególnie ceniono ją za wirtuozerię z jaką wykonywała wielkie partie liryczno-koloraturowe z epoki belcanta. Jej specjalnością były partie w operach Belliniego: Elwira w Purytanach, Amina w Lunatyczce, kochała partie Gily w Rigoletcie, Rozyny w Cyruliku sewilskim Rossiniego, Adiny w Napoju miłosnym Donizettiego oraz jego tytułową Łucję. Równie mocno kochała i znakomicie śpiewała partie w operach Meyerbeera: Królowa Małgorzata w Hugonotach, Fides w Proroku.
Czasami w jednym sezonie występowała w Petersburgu, z którego przenosiła się do Monachium, skąd z kolei jechała daleko na południe Włoch. Często jej sezon był podzielony między Nowy Jork, Londyn, Paryż i Berlin, a czasami i Buenos Aries czy Rio de Janeiro. 18 lutego 1897 roku debiutuje w La Scali jako Elwira w Purytanach, wcześniej śpiewała tę partię w rzymskim Teatro Costanzi, później we Florencji Veronie, Barcelonie i Buenos Aires. Wraca w 1901 roku, by zachwycić mediolańczyków jako Adina w Napoju miłosnym Donizettiego. Czasami przyjmowała zaproszenia z rodzinnego kraju, dzięki czemu podziwiano ją w Krakowie, Lwowie i Warszawie.

Dyrektorzy najważniejszych teatrów stali cierpliwie w kolejce, a ponieważ śpiewała stosunkowo często więc mogła tych propozycji przyjmować sporo. Prześledźmy kilka lat z jej bogatej kariery by się o tym przekonać. Sezon 1894/95 to występy w: Madrycie, Kadyksie, Monte Carlo, Buenos Aires i Turynie. Sezon 1896/97 spędziła w teatrach Rzymu i Mediolanu. Od 1903 do 1906 roku mogli ją każdego sezonu podziwiać warszawscy melomani. W zasadzie określano ją jako sopran liryczno-koloraturowy, ale nie unikała też partii czysto dramatycznych. Jej rozpoczęta w 1886 roku kariera trwała do 1907 roku, a więc niewiele ponad dwadzieścia lat. W tym czasie zaśpiewała ponad trzydzieści partii, najczęściej Elwiry w Purytanach, Rozyny w Cyruliku i Gildy w Rigoletcie.
Po zakończeniu kariery osiadła w Mediolanie gdzie zajęła się praca pedagogiczną. Zmarła w 1931 roku w Mediolanie w wieku 62 lat.
Nazwisko warszawianki Margot Kaftal od lat pokrywa wstydliwy kurz zapomnienia, a przecież przez lata głośno było o jej wielkich kreacjach, szczególnie bohaterek dzieł Wagnera. Terenem jej artystycznych dokonań były sceny niemieckie i włoskie, ale podziwiano ją również w Paryżu, Wiedniu i Zurichu. Była uczennicą Pauliny Lucca, solistką Opery Warszawskiej, gdzie debiutowała w 1901 roku jako tytułowa Mignon w operze Thomasa, wcześniej występowała w Operze Lwowskiej. Jednak swój prawdziwy debiut sceniczny przeżyła znacznie wcześniej bo w 1894 roku w Bremie, gdzie zaśpiewała partię Anusi w Wolnym strzelcu Webera. W 1904 roku występowała w londyńskiej Covent Garden, rok 1905 spędziła jako solistka Teatro San Carlo w Neapolu, a w 1907 podziwiano ją w teatrach Rzymu, skąd przeniosła się do Barcelony.

Pisano, że ma silny głos i dobre warunki zewnętrzne. 19 grudnia 1909 występuje po raz pierwszy na scenie legendarnej La Scali w Mediolanie, rozpoczyna partią Brunhildy w Walkirii. Wraca cztery lata później by od 9 lutego 1914 roku, pod batutą Serafina, śpiewać partię Kundry w dwudziestu siedmiu przedstawieniach pierwszej włoskiej inscenizacji Parsifala Wagnera, co okazało się światowym wyczynem do dzisiaj nie powtórzonym. Po tych występach wmurowano w La Scali pamiątkową tablicę ku jej czci. Krytycy niemal jednogłośnie pisali o prawdziwym wyrazie dramatycznym jej kreacji wagnerowskich. Uchodziła za zjawiskową Izoldę w Tristanie i Izoldzie Wagnera, Amelię w Balu maskowym Verdiego, Neddę w Pajacach Leoncavallo. Oklaskiwano ją też w Genui, Parmie, Kijowie, Wiedniu i Odessie. Międzynarodowa kariera tej podziwianej śpiewaczki zakończyła się w styczniu 1922 roku na scenie Teatro San Carlo w Neapolu. Jeszcze w lutym i marcu 1928 roku wystąpiła na scenie Opery Warszawskiej i to były ostatnie występy tej znakomitej śpiewaczki.
Piękna dama o słowiczym głosie
Aleksandra Klamrzyńska była uczennicą Tytusa Mikulskiego w Warszawskim Instytucie Muzycznym oraz Lampertiego w Mediolanie i D. Artôt w Paryżu. Szlifowała też wokalną formę u sławnego Jana Reszke w Paryżu. Jej debiut sceniczny miał miejsce 8 lutego 1883 roku na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie, a pierwszą partią była Helenka w Duchu wojewody Ludwika Grossmana. Debiut był na tyle udany, że przyjęto ją do zespołu opery. Po dwóch latach opuściła Warszawę już jako Stromfeld-Klamrzyńska (w 1884 roku wyszła za mąż za aktora Czesława Stromfelda, który uczył ją gry scenicznej) i przyjęła propozycję Opery w Petersburgu, gdzie zaproponowano jej stanowisko primadonny. To stało się początkiem jej międzynarodowej kariery, którą robiła w iście ekspresowym tempie. Już rok później poznała ją Moskwa, następnie publiczność mediolańskiego Teatro dal Verme i Teatro Real w Madrycie londyńskiej Covent Gaden, Teatro San Carlo w Neapolu oraz ponownie Teatro Real, gdzie m.in. zaśpiewała partię kapłanki Leily w Poławiaczach pereł Bizeta. Potrzebowała zaledwie pięciu lat by stanąć na scenach najbardziej prestiżowych scen Europy. Czasami, choć rzadko, występowała gościnnie w Warszawie i Lwowie. W recenzjach podkreślano, że ma "głos świeży, dźwięczny o rozległej skali i ujmującą powierzchowność". Uważano ją za jedną z najwybitniejszych śpiewaczek swoich czasów. Verdi podarował jej tabliczkę z dedykacją "Słowikowi z nad Wisły - Giuseppe Verdi". 19 maja 1893 roku, była partnerką sławnych braci Reszków podczas ich gościnnych występów w Operze Warszawskiej. Była typowym sopranem liryczno-koloraturowym. Miała w repertuarze imponującą liczbę 60 partii, a osiągnięcia stawiają ją w rzędzie najwybitniejszych śpiewaków tamtych lat z Adeliną Patti i Marceliną Sembrich-Kochańską na czele. "Artystka piękny swój materyał, podatny do koloratury, wyrobiła znakomicie; jej gama jest równa i prawidłowa, jej tryle niezwykłe, jej nuty wysokie pewne i bez zarzutu" donosiło warszawskie Echo Teatralne, Muzyczne i Artystyczne wydawane przez Aleksandra Rajchmana. Zmarła 31 marca 1946 roku w Kielcach, gdzie ją pochowano.
Z Kielc do La Scali
Urodzona w Kielcach 18 czerwca 1835 roku Teodozja Fryderycy córka stacjonującego w mieście pułkownika wojsk polskich Feliksa Fryderycego i Gabrieli z Zuchowskich, edukację muzyczną rozpoczęła w Warszawskim Instytucie Muzycznym. Gry na fortepianie uczyła się Dobrzyńskiego, śpiewu najpierw u Kornelii Quatrini, potem u Juliana Dobrskiego, pierwszego Jontka w podczas warszawskiej premiery Halki. Później studiowała jeszcze w Mediolanie i Paryżu. Debiutowała 21 marca 1865 roku na scenie Opery Warszawskiej, pierwszą partią jaką zaśpiewała była Amina w Lunatyczce Belliniego, kilka dni później pojawiała się na scenie w partii Elwiry w Ernanim Verdiego.
I proszę sobie wyobrazić, publiczność oba występy przyjęła owacyjnie, a dyrekcja teatru ... odmówiła młodej artystce angażu tłumacząc się, że ... ma dość sopranów. Co robi w tej sytuacji śpiewaczka, po prostu wyjeżdża do Włoch, gdzie kontynuuje naukę śpiewu u słynnego Francesco Lampertiego i rozpoczyna karierę na scenach Bolonii i Wenecji, gdzie występuje już jako Friderici-Jakowicka. Kreacje jakie tworzy cieszą się coraz większym uznaniem, a dyrektorzy teatrów zabiegają o jej występy. Szybko staje się niedościgłą tytułową Łucją w operze Donizettiego, Violettą w Traviacie, Rachelą w Żydówce, z równym powodzeniem śpiewała partię Aidy i Normy. W sumie miała w repertuarze ponad 40 partii sopranowych.
Trasa jej występów przyprawia o zawrót głowy, podziwiano ją w: Mediolanie, Palermo, Madrycie, Lizbonie, Barcelonie, Walencji, Petersburgu, Moskwie, Odessie, a później Nowym Jorku i Hawanie. Wystąpiła też w Bukareszcie na specjalne zaproszenie królowej Rumunii. Krytycy zgodnym chórem pisali, że "ma głos mocny i wyrobiony z silnym odcieniem dramatycznym." Oczywiście przez te wszystkie lata kiedy robiła międzynarodową karierę nie zapominała o polskich teatrach. Gościnnie występowała w Operze Warszawskiej pierwszy raz zaproszono ją już w 1868 roku, a w 1876 roku podziwiano ją w partii tytułowej Halki w operze Moniuszki. Kilka razy wystąpiła w Operze Lwowskiej i Poznańskiej.

W październiku 1878 roku zaśpiewała w Warszawie partię tytułowej Aidy w operze Verdiego w polskim przekładzie, co "uczyniła bez próby orkiestrowej czym wprawiła w zdumienie nie tylko partnerów na scenie, ale również muzyków w orkiestrze". W tym samym roku dała recital w rodzinnych Kielcach, w Teatrze Lardellego, w Hotelu Europejskim. We wrześniu 1882 roku pojawiła się ponownie tym razem wystąpiła dwukrotnie w kieleckim Teatrze Ludwika. Młody Stefan Żeromski zachwycony koncertem napisał w swoim dzienniku: "Cześć Ci, cześć Polko! Z całego serca składam u stóp z tymi bukietami uznania, co się do nóg twych sypały. Cześć Ci mistrzyni." Ostatni jej występ - Alicja w Robercie Diable Meyerbeera miał miejsce 18 września 1885 roku na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie. Po zakończeniu kariery, która trwała zaledwie 20 lat, rozpoczęła działalność pedagogiczną, najpierw była nauczycielką śpiewu w szkole przy Warszawskich Teatrach Rządowych, później udzielała lekcji prywatnych.
Wielki sopran dramatyczny
Kariera tej znakomitej i cenionej, nie tylko na europejskich scenach, śpiewaczki to kolejny przykład i dowód wielkości polskiej wokalistyki w pierwszej połowie XX wieku. "Są talenty, olśniewające świat od razu żywiołową siłą potęgi swojej lub czarem wdzięku; są inne z wolna, promyk po promyku zdobywające gloryę sławy! Do takich należy primadonna naszej opery p. Zboińska-Ruszkowska, która trzeci już rok zachwyca nas srebrnym swym sopranem" - pisała w marcu 1905 roku "Selika" w wychodzącym w Warszawie Wędrowcu. I dalej czytamy w tym samym artykule: "P. Helena ze Zboińskich Ruszkowska, wdowa po znanym komedyopisarzu i artyście dramatycznym ze Lwowa, ukazała się nam po raz pierwszy jako Ulana w Manru Paderewskiego (czerwiec 1902 przyp. A. Cz.) i Bronka w Janku Żeleńskiego, dwóch najmniej wdzięcznych i bardzo skromne do popisów głosowych przedstawiających rolach, któremi niepodobna było zelektryzować publiczność. (....) Pierwszą partyą, która postawiła Zboińską na wyżynach prawdziwego artyzmu, była Zyglinda w Walkirjach Wagnera. Słodycz, jaką wlał autor w gołębią tę postać nieświadomą przyszłych zadań swoich, nieświadomą pomazania, które kazało jej wydać na świat bohatera Zygfryda. ... To też występ w Walkirjach był pierwszym prawdziwie doniosłym szczeblem w etapie jej sławy i zwrócił na nią oczy nie tylko znawców miejscowych i zagranicznych".
Helena Zboińska urodziła się 23 kwietnia 1877 roku w związanej ze Lwowem rodzinie aktorskiej. Od wczesnego dzieciństwa przejawiała wybitny talent muzyczny, więc jeszcze jako dziecko została zapisana do klasy fortepianu w prywatnej szkole muzycznej Madame Dunin, gdzie z kolei odkryto niejako przy okazji jej wielki talent wokalny. Cytowana na wstępie "Selika" nic a nic nie pomyliła się w swojej ocenie sukcesu jaki wtedy Zboińska-Ruszkowska odniosła, dowodem na to jest błyskawiczny rozwój jej międzynarodowej kariery. Po zaśpiewaniu na scenie Opery Warszawskiej kolejnych partii: Desdemona, Halka, Aida Amelia w Balu maskowym, Santuzza w Rycerskości wieśniaczej" ruszyła na podbój świata, stając się niemal od razu jedną z najbardziej poszukiwanych śpiewaczek. Przez lata będzie krążyć między Warszawą, Mediolanem, Wiedniem, Paryżem, Lizboną, Madrytem, Parmą, Buenos Aires i Montevideo. Zbierając wszędzie tam gdzie wystąpiła entuzjastyczne recenzje za "piękny sopran, szlachetny i subtelny w brzmieniu, pełen ekspresji i siły, muzykalność, technikę wokalną i wybitny talent aktorski."
Była w tym czasie jedną z najbardziej poszukiwanych wykonawczyń partii Izoldy. Szlak jej występów w tej dramatycznej roli wiódł przez sceny Bueonos Aires (maj), Montevideo (sierpień), Rio de Janeiro (wrzesień 1920), Turyn Teatro Regio (luty 1921) Bolonia Teatro Comunale (listopad 1921), Paryż (maj 1922), Bergamo (sierpień 1923). Zbierając oklaski za wspaniałe kreacje Izoldy na całym świecie, była Zboińska-Ruszkowska również pierwszą polską Izoldą - styczeń 1921 rok. "Musimy przede wszystkim złożyć hołd p. Zboińskiej-Ruszkowskiej, której skończony artyzm i kultura śpiewacza święciły prawdziwy triumf w partii Izoldy. Możemy jej szczerze powinszować tak świetnej kreacji, a Operze naszej, że znalazła taką Izoldę. Użyliśmy umyślnie wyrazu kreacja, gdyż nie tylko pod względem czysto wokalnym, ale również pod względem stylu, gry i typu p. Zboińska-Ruszkowska jest Izoldą wprost wyśmienitą, nie ustępującą najznakomitszym przedstawicielkom tej roli na pierwszorzędnych scenach niemieckich, a przewyższającą wiele z nich szlachetnością i wdziękiem postaci" - napisał po tej premierze Kurier Warszawski z 26 stycznia 1921 roku.
Od 1914 roku ponownie podjęła występy na scenie Opery Wiedeńskiej będąc zarazem częstym gościem innych teatrów. W latach 1916-1918 jest solistką Národnego Divadla w Pradze, gdzie debiutuje 25 września 1916 roku jako tytułowa Aida, dwa dni później śpiewa Amelię w Balu maskowym. Trzecią partią, w jakiej ją podziwiano, była Walentyna w Hugonotach (30.09), jej partnerką była inna polska śpiewaczka, Maria Bogucka. Potem kolejno Leonora w Trubadurze Verdiego (6 październik) Rachela w Żydówce Halévy'ego (17 październik 1916, Elżbieta w Tannhäuserze (17 kwiecień 1917), Donna Anna w Don Giovannim (od 4 listopada 1916). W sumie zaśpiewała na tej scenie 10 partii w około czterdziestu przedstawieniach. Praski okres zakończyła Ruszkowska 20 października 1918 roku tytułową Normą w operze Belliniego.

W międzyczasie nie rezygnowała z występów w Operze Warszawskiej, na scenie której odnosiła sukcesy między innymi jako tytułowa Halka i Hrabina w operach Moniuszki, Brunhilda w Walkirii, Elżbieta w Tannhäuserze, Selika w Afrykance Meyerbeera, była też pierwszą polską Marszałkową w Kawalerze srebrnej róży Ryszarda Straussa oraz wagnerowską Izoldą i Brunhildą. Ostatnią jej kreacją była zaśpiewana w 1928 roku partia Królowej Bony w Zygmuncie Auguście Tadeusza Joteyki.
Jesienią 1928 roku osiadła w Krakowie, gdzie w Konserwatorium objęła klasę śpiewu. Jednak pracę pedagogiczną rozpoczęła znacznie wcześniej bo jeszcze w Wiedniu i Warszawie, do jej uczennic należały m.in. Ada Sari, Wanda Wermińska, Ewa Bandrowska-Turska. W Krakowie przeżyła II wojnę światową, tutaj nadano jej tytuł profesora Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej i w tym mieście zmarła 3 listopada 1948 roku.
Adam Czopek
Zdjęcia pochodzą ze zbiorów Muzeum Teatralnego w Warszawie.
Post scriptum - pilnie poszukuję jakichkolwiek wiadomości na temat śpiewaczki (najprawdopobniej polskiej) Smerowsky Karolina, która na przełomie XIX i XX wieku była cenioną solistką wielu europejskich teatrów operowych. Śpiewała wielkie partie sopranowe; Elwira w Purytanach, Elżbieta w Don Carlosie" Violetta w Traviacie, Królowa Małgorzata w Hugonotach m.in. w Wenecji, Messynie, Londynie, Nicei, Livorno.