|
Choć są to choreografie doskonałe w rysunku, to jednak dość chłodne, nie wywołujące większych emocji. To, co pokazuje Duato nie jest na tyle charakterystyczne, aby zapadało w pamięć na dłużej, prowokowało do dalszych przemyśleń, rodziło refleksje. To bardziej intelektualnie przeżywana forma i wysublimowany ruch, niż obraz skłaniający do emocji, przeżywany dogłębnie przez dłuższy czas. Toteż choć recenzenci zachwycali się spektaklem, publiczność spotkań była bardziej wstrzemięźliwa w jego ocenie. Publiczności najbardziej podobało się nieśmiertelne i znakomicie zatańczone (tak tylko Rosjanie potrafią) "Jezioro łabędzie" oraz chyba równie nieśmiertelne flamenco. Czy te wybory można poszerzyć? Szkoda, że zaniechano organizowania imprez towarzyszących ŁSB. Był czas, kiedy prezentowano na nich formy duże i małe (np. pamiętny występ w latach 80. praskiego zespołu Pavla Šmoka?), obudowywano wystawami plastycznymi (np. obrazów o tematyce baletowej tancerza TW w Łodzi - Tadeusza Zlamala, czy fotogramami baletowymi Juliusza Multarzyńskiego), filmami baletowymi (czy ktoś je jeszcze kręci?), warsztatami, dyskusjami i spotkaniami z tancerzami i choreografami.
Dziś tego wszystkiego nie ma - więc jak edukować publiczność, której już trzecie pokolenie uczestniczy w festiwalu? Z tego powodu nie ma też tej cudownej atmosfery święta baletu, tańca, teatru, która towarzyszyła ŁSB przez wiele lat . Teraz na spotkaniach trudno zobaczyć nawet znanych polskich choreografów, nie mówiąc już o innych polskich zespołach, których brak był szczególnie dotkliwy (np. Polskiego Teatru Tańca).
|