Przegląd nowości

Mroki środkowej Europy i światło Północy

Opublikowano: środa, 14, październik 2026 22:56

W taki opisowy sposób podsumować można zestawienie dwóch tradycji neoromantycznych: austriackiej Gustava Mahlera i skandynawskiej Jeana Sibeliusa. Poddanych monarchii austro-węgierskiej oraz imperium Romanowów, obydwaj wszak studiowali w stolicy pierwszej, w Wiedniu. Swoistym aneksem do II Festiwalu Mahlerowskiego sprzed roku było wykonanie Blumine z jego I Symfonii D-dur w pierwotnej, budapeszteńskiej wersji. Wycofane przez kompozytora z ostatecznej redakcji.

 

Filharmonia Krakowska 673

 

I słusznie. Albowiem gubiło się w monumentalnej konstrukcji tego dzieła, obciążając i tak spore jego rozmiary, a pochodziło z wcześniejszej muzyki scenicznej. Jako autonomiczny utwór odsłania całą swoją brzmieniową urodę i ciekawy zamysł architektoniczny. Sascha Goetzel wyegzekwował wyłaniające się z niebytu pizzicato kontrabasów, umieszczonych całkiem z tyłu, i szmerowy dźwięk skrzypiec, choć cały efekt do pewnego stopnia zniweczyło wejście trębacza, występującego skądinąd w tytule utworu, z którego zaczerpnięto tę kompozycję.

 

 Filharmonia Krakowska 674

 

W ogóle zawodziła blacha wobec znakomitej dyspozycji kwintetu smyczkowego. Dyrygent czytelnie przeprowadzil łukową dramaturgię tej orkiestrowej miniatury, stopniując kulminację, a następnie jej rozładowanie prowadzące do punktu wyjścia. Pięć pieśni do słów Friedricha Rückerta oscyluje pomiędzy kantylenowością a większą ruchliwością, wymagając od solisty umiejętności podążania za treściami i nastrojami sugerowanymi przez tekst, choć ich układ nie został przez kompozytora rygorystycznie ustalony.


Ester Pavlů dysponuje mezzosopranem o znacznej urodzie i możliwościach wyrazowych, ale raczej nie wniosła większego osobistego wkładu do recepcji tego utworu. Wyczuwało się pewną ostrożność przed nadmiernym uleganiem emocjom. Mieliśmy do czynienia z dość zdystansowaną interpretacją. Z dorobku symfonicznego Sibeliusa Goetzel wybrał jego właściwie dwa poematy, albowiem ostatnia VII Symfonia op. 105 poniekąd posiada taki charakter, a jej przebieg momentami przybiera kapryśny odcień natury rapsodycznej.

 

Filharmonia Krakowska 675

 

Pierwotnie zresztą określona była gatunkowo jako fantazja symfoniczna. Utrzymana w tonacji C-dur odznacza się jasnym kolorytem, a także, jak na neoromantyzm, stosunkowo przejrzystą instrumentacją, co dyrygent w pełni wydobył, nadając szeroki oddech przebiegowi muzycznemu i rozlewnym frazom, nie ulegając zarazem przesadnej skłonności do zaznaczania większych kontrastów.

 

 Filharmonia Krakowska 676

 

Nie można tego powiedzieć o wieńczącej piątkowy koncert popularnej Finlandii op. 26, złożonej z dwóch przeciwstawnych ogniw. Drugi, taneczny temat został dość dosłownie, by nie powiedzieć dosadnie potraktowany, przejaskrawiony pod względem swej rytmicznej wyrazistości. Na potrzeby koncertu dyrygent zaproponował oryginalne rozmieszczenie orkiestry Filharmonii Krakowskiej: pierwsze i drugie skrzypce mając po swoich bokach, wiolonczele w środku, dalej blacha, za nią drzewo, a na końcu w głębi kontrabasy. Trudno jednoznacznie orzec, na ile wpłynęło to na poprawę akustyki?

                                                                         Lesław Czapliński