Przegląd nowości

Beethoven w Korei i Wagner we Włoszech

Opublikowano: środa, 30, wrzesień 2026 21:22

Beethoven w najśmielszych oczekiwaniach zapewne nie przewidywał, że po jego muzykę sięgać będą ludzie z Dalekiego Wschodu. A tak się stało podczas inauguracji nowego sezonu Sinfonietty Cracovii, gdy partię solową w jego Koncercie skrzypcowym D-dur op. 61 zagrała Bomsori Kim. Koreańska laureatka wielu konkursów muzycznych, w tym drugiej nagrody na XV Konkursie Wieniawskiego. Przyznam się wszak, że tego wieczora przywiódł mnie do Filharmonii przede wszystkim Jarosław Szemet, ukraiński dyrygent o częściowo polskich korzeniach, którego udziałem, mimo wciąż młodego wieku, jest błyskotliwa kariera artystyczna.

 

Filharmonia Krakowska 661

 

I nie zawiodłem się. Dramaturgię Beethovenowskiego koncertu rozplanował w bardzo przemyślany sposób, trzymając słuchaczy w niesłabnącym napięciu. Poza tym, ani przez moment, nie odczuwało się, iż do smyczkowego trzonu zespołu doangażowani zostali muzycy z sekcji dętej i kotlista. Miękka artykulacja przydawała szlachetności brzmieniu kwintetu, narrację budowało dobieranie skontrastowanych planów dynamicznych, podziw budziło ściszanie dźwięku. Na tym tle na początku gra solistki  nie wyróżniała się szczególnymi walorami interpretacyjnym.

 

 Filharmonia Krakowska 662

 

Po udowodnieniu umiejętności technicznych w mniej znanej kadencji Kreislera, za to o większym zacięciu wirtuozowskim od tej najczęściej wykonywanej, artyści mogli się bez reszty skupić na wyrazie. Nigdzie się nie śpiesząc, stosując spowolnienia muzycznego toku, nadali Larghettu zjawiskowy charakter pieśni bez słów. Przyśpieszenie powróciło w Rondzie, a zwłaszcza od kadencji niemal bez tchu zmierzając do kody. Podobnymi prawami rozwojowymi odznaczał się bis czyli Kaprys polski Grażyny Bacewicz, rozpięty między nieśpiesznym liryzmem szeroko płynących fraz a zawrotnym tempem i karkołomnymi figurami. Zgodnie z dawną tradycją, w części w pełni do niego należącej, kapelmistrz poprowadził partyturę IV Symfonii A-dur op. 90 „Włoskiej“ Felixa Mendelssohna z pamięci. Szemet, zwłaszcza w otwierającym temacie, operował, jak na mój gust, zbyt masywnym dźwiękiem. 


Wywoływało to we mnie skojarzenie, jakby za pulpitem stanął, gdyby nie uprzedzenia etniczne, Richard Wagner. Być może dlatego, że moje wyobrażenie o tym utworze powstało pod wpływem kształtu, jaki nadał mu Neville Marriner z Academy of St Martin in the Fields, a odwołujący się do stylistyki Elfenmusik, utrwalone następnie przez Krzysztofa Pendereckiego z Sinfonią Varsovią. Co prawda do finałowego Saltarella to jednak nie walkirie zsiadły z rumaków, ale nadal nie dostawało mi pożądanej artykulacyjnej zwiewności.

 

Filharmonia Krakowska 663

 

Najwiecej wdzięku posiadał Menuet w tempie Con moto moderato, z bez zarzutu strojącymi waltorniami w triu. Po głębszym zastanowieniu doszedłem jednak do wniosku, iż może nie należy się przywiazywać do pierwszych słyszanych wykonań jako absolutnych wzorców interpretacyjnych? I pozostać otwartym na nowe ujęcia. Być może Jarosław Szemet chciał uzyskać spójność z Beethovenem i stąd charakterystyczne dla tamtego zdecydowane, wyraziste rysy nadane Mendelssohnowi? I pozostał pod tym względem konsekwentny.

 

Filharmonia Krakowska 664

 

Poza tym bardziej koncentrował się na stronie formalnej, niż ewentualnych asocjacjach programowych, eksponując na przykład w Allegro vivace ustępy przetworzenia utrzymane w technice polifonicznej. Niewątpliwie Jarosław Szemet stanowi silną indywidualność artystyczną. Dodatkowym jego atutem jest smukła, wysoka sylwetka w nienagannie skrojonym i doskonale leżącym tym razem surducie, a wszystko to wsparte powściągliwą techniką manualną. A pozostawił po sobie dobre wrażenie za sprawą orkiestrowego bisu, autorskiego opracowania na smyczki dwóch fortepianowych Impromptu op. 5 Jeana Sibeliusa, wynagrodzając w ten sposób wszystkie zastrzeżenia związane z Mendelssohnem. Szlachetny dźwięk, solidnie oparty w instrumentach, ostatecznie przechylił szalę na rzecz romantycznej ekspresji i na długo zapamiętany zostanie przez publiczność.

                                                                              Lesław Czapliński