Przegląd nowości

Wiolonczela w życiu Chopina

Opublikowano: sobota, 29, sierpień 2026 19:59

Jak na kompozytora wybitnie tworzącego muzykę na fortepian wiolonczela jest drugim obok głosu ludzkiego instrumentem, którym się nasz kompozytor praktycznie interesował. Pierwszy raz wiązało się to z kontaktem towarzysko-pedagogicznym z księciem Antonim Radziwiłłem i jego córką, której młody Fryderyk dawał lekcje gry. Tatuś Wandy Radziwiłłówny grał na wiolonczeli, więc okazja specjalnego podarunku sama się nasuwała. Zamaszysty Polonez na wiolonczelę z fortepianem był później przerabiany i poszerzany o epicką introdukcję, i do tych prac redakcyjnych posłużył Chopinowi jego nowy francuski przyjaciel Auguste Franchomme, wybitny wiolonczelista epoki romantyzmu.

 

Auguste Franchomme 1

 

Prawie wszystko, choć nie ma tego dużo, co Chopin poświęcił wiolonczeli, wiąże się z pomocą i doradztwem Augusta. Są to więc kompozycie interesujące muzycznie i wirtuozowskie, gdy chodzi o zastosowane środki techniczne. Ale duch Chopina przebija się na prowadzenie, zwłaszcza w rozbudowanej partii fortepianu. Takie refleksje nasuwały się podczas wieczoru z recitalem Roela Dieltiensa – wiolonczela i Franka Braleya – fortepian historyczny, zorganizowanego w ramach festiwalu Chopin i jego Europa.

 

Auguste Franchomme 2

 

Artyści wybrali zestaw wynikający z logicznej analizy – Chopin korzystał z pomocy Franchomme'a, a Franchomme jakby na plecach Chopina wspiął się po niewdzięcznej drabinie do muzycznej sławy. W tym związku przyjacielskim nie było żadnej równowagi, bo rozmiar talentu jednego przytłaczał bezwarunkowo drugiego, więc zagrane przez duet Nokturny Franchomme'a były tylko przykładem, jak wówczas tworzono muzykę użytkową do szkolnego wykorzystania, zaś Polonez C-dur oraz Sonata op. 65 (ostatnia w katalogu kompozycja geniusza) były przykładem młodzieńczego mistrzostwa oraz dojrzałej nie mniej mistrzowskiej refleksji muzycznej. 


Jak to było zagrane? Najlepiej jak się dało w danym momencie i przy udziale posiadanych instrumentów. Sonata będąca dramatyczną i miejscami nawet eksperymentującą wizją muzyczną podsumowywała wieczór i stanowiła najważniejszą pozycję koncertu. Wiolonczelista wydobywał z instrumentu narzucane przez kompozytora (i doradcę Franchomme'a) figuracje, niekiedy trudne technicznie, bo np. są tutaj wymagające sekwencje grane na dwóch strunach. Taki pomysł (dobrze wychodzący w utworach skrzypcowych Paganiniego) pojawił się też w jednym z wcześniej wykonanych Nokturnów.

 

Auguste Franchomme 3

 

Precyzja wiolonczelisty była w tych miejscach zadowalająca, choć nie kryształowa. Mocno, „efekciarsko” gestykulujący pianista spełniał swą rolę dobrze, choć wydaje się, że „przeszkadzał” mu instrument historyczny, który w górnych rejestrach przypominał grę na szklankach, a w dole nie miał odpowiedniej mocy i ginął przy forte wiolonczeli. Rozumiem, że udział fortepianu historycznego był z założenia „creme de la creme" tego spotkania, jednak gdyby wiolonczeli towarzyszył współczesny instrument wrażenie ogólne byłoby lepsze.

 

Auguste Franchomme 4

 

Odwołując się do klasyka – gdyby Chopin żył, to by pił, a gdyby miał do wyboru fortepian historyczny i współczesny, to wybrałby współczesny. Obaj artyści wykonali na bis coś w stylu Nokturnów Augusta, sympatyczną miniaturkę Mendelssohna, która ponoć spodobałaby się samemu Chopinowi. Ale on miał dosyć cięty język, gdy chodzi o twórczość jemu współczesnych. W uzupełnieniu tej relacji z koncertu dołączam jedno zdanie przygotowane przez sztuczną inteligencję AI na zamówienie Marcina Zglińskiego, najbardziej upartego z muzycznych recenzentów: „Dieltiens i Braley nie próbowali zawłaszczyć muzyki Chopina”. Oczywiście – bzdura. Próbowali, ale im się udało tylko częściowo.

                                                                         Joanna Tumiłowicz