Przegląd nowości

Patrz Szekspirze na nas z nieba

Opublikowano: poniedziałek, 27, kwiecień 2026 21:34

To zapewne przypadkowe spotkanie dwóch oper opartych o libretto wzięte z potężnej spuścizny wielkiego reformatora teatru. Rozmach tematyczny sprawił, że czerpać z niego mogą do woli różni adaptatorzy, czy to od filmu, czy opery albo baletu. Libretta na temat wzięty z Szekspira sprawiały, że nowopowstałe dzieła mogły liczyć na popularność większą, niż by tej podpórki nie było. A ponieważ fortuna kołem się toczy, to na gotowej już bazie tych adaptacji i przeróbek sięgają po laury kolejni twórcy – współcześni reżyserzy.

 

Szekspir 1

 

I tak wkraczamy na stołeczne sceny, do Teatru Wielkiego – Opery Narodowej oraz do Polskiej Opery Królewskiej. O przedstawieniach Falstaffa Verdiego czy The Fairy Queen Purcella nie można powiedzieć zbyt wiele dobrego z powodów niedostatków reżyserskich. Marek Weiss w pogoni za aktualnością wtłoczył akcję do półświatka klubów eros-sado-maso, z kolei Kamila Siwińska w Królowej Elfów dała się oszołomić tłumaczce i dramaturżce Małgorzacie Sikorskiej-Miszczuk i także rozdęła przedstawienie o dialogi jakby z kuchni sąsiadów w bloku.

 

Szekspir 2

 

Tak źle i tak niedobrze. Na szczęście poza warstwą muzyczną, do której nie można się przyczepić, pojawiły się w obu przedstawieniach atrakcyjne elementy wizualne dające poczucie operowego sukcesu. Zacznijmy od scenografii Wiesława Olko, który jako ważny element miłosnych perypetii bohaterów Falstaffa ustawił czerwony parawan ze scenką tańczących, wypisz i wymaluj skopiowaną z Henriego Matisse'a pracy pt. Taniec (La Danse)z 1910 roku, który trafił do Ermitażu.


To obraz pokazujący tańczące wkoło nagie postacie kobiece, ale to niejedyna asocjacja, bo Matisse'owi też przyczepiono łatkę parafrazy Williama Blake'a. I znów jesteśmy przy Szekspirze. Bo komentatorzy Matisse'a twierdzą, że kompozycja i rozmieszczenie tańczących postaci przypomina akwarelę Williama Blake'a Oberon, Tytania i Puk z tańczącymi wróżkami z 1786 roku. W ten sposób spektakl Falstaffa zaprasza do Polskiej Opery Królewskiej na operową parafrazę Snu Nocy Letniej.

 

Szekspir 3

 

Scena, gdy skrzyknięte przez panią Ford z koleżankami roje elfów dźgają dotkliwie Falstaffa swoimi pikami, łączy się ze sceną, gdy podobnie dręczy się Osła z Fairy Queen, też pijaka i rozpustnika – tutaj specjalne instrumenty w postaci lasek z kopytkami zaprojektowała Dorota Kołodyńska, autorka extra kostiumów.

 

Szekspir 4

 

Czyli jesteśmy zapętleni operowo szekspirowym myśleniem o naszym ciele, miłości i seksie, choć może mniej trochę o obżarstwie i opilstwie. Uznajemy jednak zbawczą rolę świata nierzeczywistego, jakichś duszków, elfów i wróżek, którze mogą nam ten świat nieco polepszyć, pomóc wyobraźni naszej wjechać na właściwe tory. Szkoda tylko, że jeden i drugi spektakl niemal zupełnie pominął żartobliwy charakter obu szekspirowskich historii. Widać niezbicie, że ani Marek Weiss ani Kamila Siwińska nie mają poczucia humoru. Na szczęście mają szacunek dla muzyki, bo oba spektakle stoją pod tym względem na wysokim poziomie. 


Bardzo dobry Falstaff w wykonaniu Mateusza Michałowskiego (prawie tak doskonały jak Adam Kruszewski z nagrania pod dyrekcją Łukasza Borowicza) i bardzo dobry Ford – Stepan Drobit oraz Dr Caius – Zbigniew Malak. Do tego doskonałe panie – Alice Ford – Natalia Rubiś i jeszcze znakomitsza Nannetta – Hanna Okońska. Bezbłędna Pani Quickly – Valentina Pluzhnikova. A ponadto świetnie poprowadzone przez dyrygenta Patricka Fournilliera naprzemienne ansamble – kwartet żeński i kwintet męski.

 

Szekspir 5

 

Ze spektaklu Fairy Queen pod dyrekcją Krzysztofa Garstki wymienić trzeba, poza solistami z orkiestry Capella Regia Polona, Małgorzatę Trojanowską jako Wróżkę i Iwonę Lubowicz jako Nimfę. Nieźle na małej scenie POK brzmiał też bas Pawła Michalczuka. Ważnym elementem współczesnych przedstawień są projekcje wideo. Do Falstaffa Bartek Macias przygotował (trochę wbrew pomysłom scenograficznym) deszczowy, nieco archaiczny Londyn, natomiast w przedstawieniu Królowej Elfów zdecydowanie ciekawie poszalała z projekcjami reżyserka.

 

Szekspir 6

 

Zatrudniła do tych ewolucji przed kamerą plejadę znakomitych aktorów z Teatru Studio, na czele z Ewą Błaszczyk. Niestety – zabrakło wszystkiego, nawet umiaru. Przykre wrażenie sprawiały też końcowe ukłony wykonawców, gdzie aktorzy dramatyczni dokooptowani do składu POK zostali ukryci za bogato i obszernie ubranymi wykonawcami – śpiewakami, a wykonywali równie odpowiedzialne role, tyle, że mówione, a nie śpiewane. Ale w podsumowaniu należy napisać, że Szekspir wielkim poetą był.

                                                                       Joanna Tumiłowicz