Przegląd nowości

Purytańska Joanna d'Arc? albo Historia jednego kwiatka - Bellini z MET

Opublikowano: poniedziałek, 12, styczeń 2026 17:52

Elwira w ujęciu Lisette Oropesy w nowojorskiej Metropolitan Opera (transmisja obejrzana 10 stycznia w krakowskim kinie Kijów należącym do sieci Apollo Film) nieodparcie kojarzyła mi się z Dziewicą Orleańską, potrafiącą sprzeciwić się swojemu otoczeniu i normom tamtych czasów, choćby pod łagodzącą to maską obłędu.

 

Purytanie,MET 1

 

Purytanie Vincenza Belliniego i pół roku późniejsza Łucja z Lammermooru Gaetana Donizettiego są bowiem operami, w których istotną rolę odgrywa szaleństwo bohaterek, co staje się pretekstem dla efektownych wokalnie sposobów jego ukazania, przy czym w pierwszym przypadku Elwira odzyskuje zmysły, Łucja natomiast całkowicie się w nim pogrąża, popełnia zbrodnię i ostatecznie umiera.

 

Purytanie,MET 2

 

Jak to obecnie w inscenizacjach operowych bywa, uzupełnia się treść akcji bezpośrednio przedstawionej o to, co ją poprzedza czyli tzw. vorgeschite, oraz co po niej następuje, a więc nachgeschichte. Przy wstępie orkiestrowym oglądamy zatem sceny z wczesnej młodości Elwiry i Artura, kiedy mieli się już ku sobie i być może byli sobie przeznaczeni. Odznaczali się bowiem podobną wrażliwością: ona wciąż coś rysująca w swoim szkicowniku, on rozczytany w romantycznych zapewne lekturach. Od siebie reżyser dodał także kwiatek, który dziewczyna ofiaruje chłopcu, a ten go zasuszy i, jak się okaże, zachowa przy sobie nawet wtedy, gdy będzie już dorosłym mężczyzną. 


Wielka polityka poróżniła jednak ich ojców. Jeden przystał do rojalistów wiernych Stuartom, drugi wsparł purytańską rewolucję Oliviera Cromwella. Tym sposobem historia wdarła się do życia młodych i pokrzyżowała ich plany. A kiedy na przekór wszystkiemu rzecz się szczęśliwie kończy, przypieczętowaniem takiego obrotu wypadków staje się wizja pojednania duchów ich rodziców.

 

Purytanie,MET 3

 

Zanim do tego dojdzie, w finale pierwszego aktu zdesperowana Elwira niewoli i upokarza Riccarda, znienawidzonego konkurenta do jej ręki. Tegoroczna inscenizacja tego dzieła jest trzecią na scenie Metropolitan Opera, a jej autorami są angielscy twórcy: Charles Edwards odpowiadający za reżyserię i dekoracje, Tim Clayton kierujący ruchem scenicznym, Tim Mitchell ustawiajacy oświetlenie oraz Gabrielle Dalton projektująca kostiumy.

 

 Purytanie,MET 4

 

Całą akcję rozegrano we wnętrzu zboru z górującą amboną, w której protagoniści zajmują miejsce w zwrotnych momentach (na przykład wspomniana finałowa apoteoza). Ta nieco klaustrofobiczna sceneria pełne uzasadnienie znajduje jedynie w drugim akcie, gdy siedziba tytułowych purytanów oblegana jest przez Szkotów, a jej obrońcy przed rozstrzygającą batalią, przy dźwiękach duetu Suoni la tromba, malują swoje ciała w angielskich barwach narodowych (czerwień krzyża św. Jerzego na białym tle), niczym współcześni kibice, choć jako wojenną praktykę stosowali to raczej Celtowie. 


Purytanie powstali po przeprowadzce Belliniego do Paryża i pod wpływem sugestii Rossiniego względem instrumentacji, którą należało udoskonalić stosownie do wymagań panujących w muzyce francuskiej, przywiązującej do tego znaczną wagę. Mieli oni otwierać nowy etap w twórczości tego kompozytora, który dramaturgię zaczął opierać nie tyle na schematycznych numerach, ile całościowo pomyślanych większych scenach zespołowych, choć tendencja ta zaznacza się już w finale Normy.

 

 Sembrich,Purytanie

 

Jednakże nie dane mu było rozwinąć tych pomysłów wskutek nieoczekiwanej śmierci w niewyjaśnionych okolicznościach pół roku po prapremierze w Teatrze Włoskim 24 styczniu 1835, a więc 190 lat temu bez dwóch tygodni. Purytanów wystawiono jednorazowo w Metropolitan Opera podczas jej inauguracyjnego sezonu 1884/85 z myślą o polskiej śpiewaczce Marcelli Sembrich-Kochańskiej. 


W tym stuleciu w roli Riccarda występowali natomiast Mariusz Kwiecień i Artur Ruciński. Ten ostatni miał pojawić się w omawianym spektaklu, ale nagła choroba mu to uniemożliwiła i w rezultacie Riccarda zaśpiewał... Ricardo José Rivera z Portoryko. Mogliśmy już go oglądać i słuchać jako Hrabiego Dominika w listopadowej transmisji Arabelli Richarda Straussa. Chyba ta zamiana okazała się na lepsze. Artysta dysponuje szlachetnym, raczej dramatycznym barytonem o szerokim wolumenie, dobrze ustawionym, posiada też wyczucie stylu włoskiego belcanta.

 

Purytanie,MET 5

 

Wszystko to ujawniło się już na samym początku, gdyż do niego należy pierwsza tradycyjna aria, złożona z kawatyny Ah! Per semprei io ti perdei oraz cabaletty Bel sogno beato. Nadto jego atutem są znakomite warunki zewnętrzne, a wyraziste południowe rysy przydały wiarygodności tej nieco demonicznej postaci.

 

 Purytanie,MET 6

 

Latynoskie korzenie posiada również Lisette Oropesa (zwróciła mi na to uwagę prof. Grażyna Stachówna, dziękuję), odtwórczyni Elwiry, a to za sprawą rodziców, kubańskich imigrantów. To artystka o dużej wrażliwości i lirycznym głosie. Najlepiej odnajduje się w kantylenowych ustępach o charakterze kawatyn. Jest też w stanie dotrzymać kroku tenorowi w zakresie intonacji pojedynczych wysokich tonów. Potrafi nadto wzruszyć jako postać sceniczna, ale nic jej nie predestynuje do wykonawstwa belcantowych partii wymagających niezawodnej techniki koloraturowej, co stanowi ogólniejszą słabość współczesnej szkoły wokalnej.


Jedyną śpiewaczką, która była zdolna bez wysiłku i z pełną dozą efektowności podołać tym wyzwaniom pozostawała Annick Massis, niestety niedoceniona i słabo wykorzystana, podzielająca los Ewy Podleś w innej kategorii głosowej. W scenie szaleństwa Qui la voce sua soave koloraturowe pasaże, za każdym razem inicjowane coraz wyżej, wydawały się wymuszone na głosie, a więc nie wywierały pożądanego wrażenia. Dopiero przy powtórzeniu i obniżonej dynamice zabrzmiały korzystniej, bez oznak wzmożonego wysiłku.

 

Purytanie,MET 7

 

W Artura wcielił się tenor Lawrence Brownlee. Ironią losu bywa, iż wartościowy głos kryje się często w „nikczemnym“ ciele. Były to przypadki Enrica Carusa, czerniowieckiego hazzana czyli synagogalnego kantora Josefa Schmidta, stąd poza nielicznymi wyjątkami rezygnujacego z kariery scenicznej, oraz Paulosa Raptisa.

 

Purytanie,MET 8

 

Kostiumolożka wyposażyła go w maskujący płaszczyk, ale w istotnych scenach reżyser ogranicza jego kostium do przykrótkiego żakietu i jeszcze każe mu czołgać się na czworakach tyłem do publiczności, eksponując wszelkie niedostatki sylwetki. Śpiewak wszystko to wynagradza publiczności ekspresyjnym śpiewem, choć w wysokich tonach pewniejszy wydaje się dziś Dmitrij Korczak. Nadto Brownlee potrafi wiele wyrazić za sprawą wymownej twarzy. Z najlepszej strony, zarówno postaciowej, jak i wokalnej, zaprezentował się w partii Jerzego Whaltona, sprzyjającego Elwirze stryja, Christian Van Horn. 


To właśnie jego kawatyna Piangon le ciglia, si spezza il cor z drugiego aktu najpełniej  reprezentuje typowe dla Belliniego płynne kantyleny, a wymagające kształtowania frazy za pomocą śpiewu legato, dziś rzadkiej umiejętności, wskutek czego repertuar belcantowy nie może ukazać wszystkich swoich walorów. W pełni wywiązała się ze swych zadań Eve Gigliotti w drugoplanowej roli królowej Henrietty, wdowy po ściętym królu Karolu I Stuarcie. Odgrywa ona istotną rolę w całej intrydze, gdyż okazana jej przez Artura pomoc spowoduje splot nieporozumień, a w ich wyniku pomieszanie zmysłów Elwiry.

 

Joanna Wos,Purytanie 231-56

 

Jej mezzosopran odznacza się znaczną urodą oraz giętkością wychodzącą naprzeciw potrzebom belcanta. Wagner, zazwyczaj wrogi Włochom i ich muzyce, nie tylko doceniał szlachetną urodę kantylen Belliniego, ale charakterystyczny pasaż smyczków z duetu Artura i Elwiry Vieni fra queste braccia zacytował, gdy Holender staje przed Sentą jako wyraz jej urzeczenia nim. Szkoda zatem że Purytanie tak rzadko pojawiają  się nawet na największych scenach. W Polsce ostatnim razem wystawiono ich w 2002 roku w Teatrze Wielkim w Łodzi z myślą o Joannie Woś.

                                                                   Lesław Czapliński