„Idzie błękitna, cicha, skrzydlata muzyka mojej duszy”. Te słowa pochodzą z wiersza Kazimierza Przerwy-Tetmajera, poety okresu Młodej Polski. Jednak dla nas to fragment pieśni Mieczysława Karłowicza Idzie na pola, gdzie dźwiękową kulminacją jest słowo MUZYKA. Literaturoznawca określiłby liryczny obraz metaforycznej muzyki duszy podmiotu lirycznego, która wędruje w kosmiczną przestrzeń, pełną galaktycznego pyłu. My jednak słyszymy śpiew głosu barytonowego Janusza Lewandowskiego, cokolwiek nienajlepiej ustawionego, który przy szczątkowym akompaniamencie fortepianu zapowiada różne muzyczne wariacje instrumentalne w jazzowym stylu. Prócz głosu męskiego na krążku pojawia się też sopran Katarzyny Dondalskiej.
Dwie płyty wydane przez oficynę Acte Prealable eksploatują poezję Młodej Polski w muzycznym przekładzie. W pierwszej zatytułowanej Karłowicz-Żeleński. Jazz Impressions dwojgu śpiewakom towarzyszy jeszcze fortepian, saksofon, kontrabas i perkusja. W drugiej o tytule To the Vanishing World (Do znikającego świata) tenorowi Piotra Kaliny wtóruje na fortepianie Olga Tsymbaluk, ale także w utworach Stanisława Rzepieli – nieco większy zestaw z kwintetem smyczkowym, obojem, trąbką oraz perkusją. Poetycko – zamiast Kazimierza Przerwy-Tetmajera (jest też Mickiewicz) muzyka posiłkuje się tutaj wierszami Jana Kasprowicza. Ten zwrot w stronę poezji Młodej Polski być może dobrze współgra z różnymi lękami i wątpliwościami, które nas gnębią dziś. Jedni chcą się zapaść w senne marzenia lub utonąć we wspomnieniach dzieciństwa, drudzy wieszczą zagładę i koniec świata. Stąd też wynika zróżnicowanie obu krążków. Ale również inne jest na nich podejście do materii muzycznej podłączonej do młodopolskich tekstów. Krążek jazzowych impresji traktuje poezję zawartą w muzyce Karłowicza (i Żeleńskiego) trochę jako pretekst do instrumentalnych wariacji całkiem oderwanych od tych pieśni.
Tak jakby jazzujący muzycy wcale nie zwrócili uwagi na motywy, na frazy, na nastrój, na wyraz „pierwowzoru”. Rozwijają swoje impresje „jakby nic się nie stało”, nadymają tylko czas poświęcony na granie. Płyta ze znikającym światem prócz katastroficznej kantaty Stanisława Rzepieli zawiera jeszcze wsparte akompaniamentem fortepianowym trzy fragmenty z poematów do słów Jana Kasprowicza skomponowane przez Karola Szymanowskiego. Wykonawca, tenor Piotr Kalina podjął się szalenie trudnego wyzwania, bo ani teksty Kasprowicza nie są lekkie ani łatwe, ani muzyka Rzepieli nie rozpieszcza śpiewaka. Kalina radzi sobie jednak nad wyraz dobrze.

Przede wszystkim mimo śpiewania pełnym głosem nie traci doskonałej dykcji, a przy tym interpretuje swoją rolę podając dramatyczne teksty Dnia gniewu, Adama i Ewy, Sądu ostatecznego oraz Końca świata w sposób szalenie przejmujący, by nie powiedzieć wieszczący katastrofę. Po niesłychanie agresywnej interpretacji kantaty Rzepieli artysta wykonuje jeszcze trzy fragmenty poematów Kasprowicza, wczesny cykl Karola Szymanowskiego. Tutaj również napięcie nastroju jest ekstremalne, niemal wkraczające w obszary histeryczne. Śpiewak większość tej muzyki wykonuje w dynamice forte, jakby zdecydował się podkreślić, że narracja zarysowana grubą kreską w kantacie Rzepieli nie upoważnia do obniżenia napięcia w dziełach Szymanowskiego. A ostatecznie utwór Rzepieli wcale nie przypomina „ubogiego krewnego” w konfrontacji z Szymanowskim. Jak wynika z komentarza zawartego w broszurce dołączonej do płyty pojawienie się kantaty Stanisława Rzepieli zawdzięczamy właśnie tenorowi, Piotrowi Kalinie, bo to on zainspirował, czy nawet złożył takie zamówienie u kompozytora niewiele przekraczającego 30-tkę. Powstanie Znikającego świata jest więc swoistym ewenementem w naszym życiu muzycznym.
Joanna Tumiłowicz