Przegląd nowości

Kochać jak Petrarca

Opublikowano: czwartek, 25, grudzień 2025 17:45

Płyta Acte Prealable z cyklem pieśni Piotra Gryski do słów Francesco Petrarki, do jego dziesięciu Sonetów, powinna być wydarzeniem fonograficznym, a może nawet szerzej, muzycznym, paraliterackim czy wręcz kulturalnym. Kompozytor wybrał dziesięć charakterystycznych wierszy spośród 317 Sonetów Petrarki, a w zbiorze Canzoniere jest w sumie 366 utworów poetyckich poświęconych miłości poety do Laury, prawdopodobnie zmarłej w czasie epidemii dżumy w XIV wieku. Sonet, jak wiadomo to forma poezji lirycznej, składająca się z 14 wersów, zwykle podzielonych na dwie strofy czterowersowe (kwartyny) i dwie trzywersowe (tercyny).

 

CD Canzoniere 

 

Mając to na uwadze Piotr Gryska skomponował 10 pieśni o niemal identycznej długości (każda trwa ponad 2 i pół minuty) dla głosu mezzosopranowego, dołączając koncertującą wiolonczelę i spinający wszystko fortepian. Ale największą sensacją omawianego cyklu jest fakt, że ta sama muzyka służy wykonaniu owych Sonetów w języku oryginału, czyli po włosku, jak też w tłumaczeniu na język polski dokonanym już dosyć dawno, bo w 1881 roku przez Felicjana Faleńskiego, poetę kojarzonego z dążącym do klasycznej doskonałości parnasizmem, a przy tym działacza powstania styczniowego. Polskie tłumaczenie Sonetów Petrarki, pełne nieco archaizującej zmysłowości i emocjonalności, można sobie zresztą przeczytać w dołączonej do płyty broszurze.


Rzecz w tym, że polski przekład, tak jak i włoski oryginał, dokładnie dopasowany jest do rozkładu muzycznych akcentów, co świadczy o mistrzostwie zarówno Felicjana Felińskiego, jak i Piotra Gryski. 

Oba cykle Sonetów ze zbioru Canzoniere stanowią równoważną i równie cenną całość muzyczną, choć oczywiście nakładają na wykonawców tych dosyć zróżnicowanych utworów całkiem oddzielne, przyznajmy, bardzo trudne wymagania i nie chodzi tylko o dykcję śpiewaczki (na nagraniu partię wokalną wykonuje Weronika Włodarczyk, towarzyszą jej Antoni Majewski – wiolonczela i Agnieszka Barańska – fortepian), ale o muzyczną i liryczną interpretację poszczególnych pieśni. W części Sonetów śpiewanych po włosku artystka zdaje się traktować poszczególne pieśni bez szczególnego pomysłu interpretacyjnego, a także emisyjnie nie prowadzi głosu swobodnie, w części polskiej jest pod tym względem lepiej, pomagają też dwa instrumenty niekiedy towarzysząc poszczególnym frazom, albo responsoryjnie powtarzając niektóre tematy. O samej konstrukcji muzycznej i zastosowanego do pieśni stylu można by napisać pokaźny esej. Jakkolwiek mamy tu do czynienia z muzyką współczesną, która nie boi się ani dysonansów, ani modernistycznej ornamentyki, a jednocześnie prowadzi głos śpiewaczki ze znajomością zasad wokalistyki, choć wcale nie upraszcza zadań stawianych mezzosopranowi, nie stroni ani od niskich sekwencji, ani wysokich nut. Czasem brzmi to jak pieśń postromantyczna z zabarwieniem renesansowym, czasem stosowane są zabiegi znane z muzyki impresjonistycznej. Są niekiedy, np. w pieśni VI,  (Padre del ciel, dopo i perduti giorni – Och! Ojcze Niebios! z jakąż życia stratą) zastosowane ciekawe rozwiązania rytmiczne poparte pizzicato wiolonczeli, a w większości wszystko krąży wokół jakiegoś centrum tonalnego. „Cykl prezentuje szeroki wachlarz silnie skontrastowanych odmian ekspresji, tworzących rodzaj pewnej sinusoidy emocjonalnej z punktem kulminacyjnym w pieśni ósmej, zamknięty klamrą muzyczną, którą stanowi pieśń pierwsza i ostatnia. O zastosowanej budowie formalnej zdecydowały głównie względy związane z ogólnym wyrazem emocjonalnym i semantyką tekstu słownego” – podkreślił w krótkiej notce sam kompozytor. Warto dodać, że pierwsza i ostatnia pieśń, czyli Voi ch’ascoltate oraz I’vo piangendo mają dokładnie tę samą muzykę. Podobny zabieg zastosował Stanisław Moniuszko pisząc do tej samej muzyki dwie różne pieśni: Wieczny pokój lirnikowi oraz Na skrzydłach pieśni.  I jeszcze jedna rzecz godna najwyższej uwagi, to przedzielające pieśni z tekstem włoskim od polskojęzycznego Intermezzo, dłuższy utwór w formie wokalizy, trwający niemal 10 minut. Intermezzo ma wyraźnie improwizacyjny, bardzo swobodny charakter dający szansę popisu niemal jazzowego śpiewaczce, a także wymagający wirtuozowskich kompetencji od wiolonczelisty. W środkowej sekwencji tego utworu instrumenty milkną i możemy zagłębić się w słuchaniu ewolucji wokalnych mezzosopranu, tutaj traktowanego niejako instrumentalnie. Choć cykl Canzoniere był prawykonany na początku 2025 roku w Bazylice św. Jana w Berlinie, a niedługo potem w Szczecinie, to nagranie studyjne jest oczywiście opatrzone informacją „world premiere recording”, i co ciekawe niektóre fermaty wokalistki otrzymały na płycie pogłos, jakby były śpiewane w przestrzeni dużej świątyni. To zapewne sztucznie stworzony efekt.

                                                       Joanna Tumiłowicz