

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościJęzyk Puszkina wrócił do Narodowej
Strona 3 z 3
Oczywiście główny ciężar wykonania spoczął na chórze Filharmonii Narodowej przygotowanym przez Bartosza Michałowskiego i orkiestrze. Oba zespoły spisały się bardzo dobrze, choć poszczególne słowa wyśpiewywanego tekstu Poego nie były specjalnie zrozumiałe. U solistów rzecz przedstawiała się lepiej i tylko wolumen tenora wydawał się zbyt słaby, aby przeciwstawił się potędze brzmienia chóru i orkiestry, być może zbyt hojnie dawkowanych przez prowadzącego. Głos sopranistki zdradzał estetykę szkoły rosyjskiej, bo był dźwięczny, piękny w piano, ale lekko spłaszczony i wysilony w forte. Najlepiej wypadło solo barytonowe. Jeśli ktoś miałby jeszcze zastrzeżenia co do prezentacji tego konkretnie dzieła Sergiusza Rachmaninowa, które wykonano w drugiej części koncertu, to dodatkowym „alibi” była II Symfonia Londyńska Ralpha Vaughan Williamsa. Brytyjski kompozytor, jak podano w programie filharmonicznym, był niemal rówieśnikiem rosyjskiego twórcy, posługiwał się też podobnym neoromantycznym językiem muzycznym.
A jeszcze warto dodać, że Symfonia Ralpha Vaughan Williamsa wyniknęła m.in. z inspiracji kompozytora ... dzwonami. I nie były to byle jakie dzwony, ale odzywające się co kwadrans na londyńskim pałacu Westminster, gdzie mieści się brytyjski parlament. Te dzwony grają nieskomplikowaną melodyjkę, którą najpierw podaje harfa, a później w rozmaitych przetworzeniach cały skład symfoniczny. Układa się to często w pentatonikę, więc nie uprzedzony słuchacz może to odbierać jako „chińszczyznę”, a poza tym w kolejnych częściach Symfonii zawarte są ponoć także dźwięki z wnętrza brytyjskiej stolicy, zaś finał, jak podają znawcy, wynika z inspiracji powieścią Tono-Bungay Herberta George Wellsa. Na tle tej brytyjskiej kompozycji wyraźnie urasta sylwetka artystyczna dyrygenta Petrenki. Orkiestra zagrała bardzo dynamicznie i precyzyjnie. Umiała wykonać delikatne, miękkie piano, ale i burzliwe forte. Prowadzący wykorzystał wszystkie atuty mocno eklektycznej Symfonii, która posługiwała się pełną gamą środków wyrazu muzycznego, czy to wziętych od Sibeliusa, czy Debussyego, Straussa, może Mahlera tworząc mimo wszystko utwór miły w odbiorze, efektowny, różnorodny i miejscami bardzo dynamiczny, by znów powrócić do spokoju i zadumy. Podczas koncertu wyjątkowo pięknie intonowała swoje solówki waltornia i towarzysząca jej grupa. Cała blacha i drewno też im nie ustępowały. Do tego dokładały się smyczki, harfa i perkusja. Wszyscy skupieni, przejęci i tylko fortepian dwukrotnie popełnił minimalny falstart. Muzyka Williamsa nie była szczególnie głęboka, ale w dobrym wykonaniu, a z takim mieliśmy do czynienia, dająca poczucie artystycznej satysfakcji słuchaczom. Joanna Tumiłowicz |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||