Czy można przejść nad tym faktem do porządku dziennego? Okres trzech lat pomijania utworów rosyjskich twórców, a jeszcze bardziej z rosyjskojęzycznym librettem, przechodzi już powoli do historii. Jeszcze gołąbek pokoju nie wzleciał nad ukraińską ziemią, choć jakieś rozmowy w tej sprawie się toczą, jednak wydaje się, że czas goi nie tylko rany. Także pewne urazy o charakterze kulturalnym i światopoglądowym.
Wiemy, że dzieła muzyczne mogą łagodzić uprzedzenia i pewnie tak również podziała wykonanie symfonii Dzwony Sergiusza Rachmaninowa na estradzie Filharmonii Narodowej, choć nie dla wszystkich ten fakt jest pozbawiony kontrowersji. Ale stało się. Najpierw pojawiły się utwory czysto instrumentalne, a za nimi ten dosyć oryginalnie potraktowany czteroczęściowy cykl wokalno-symfoniczny. Na usprawiedliwienie wyboru tej akurat kompozycji można przytoczyć, że nie odnosi się ona do, ani tym bardziej nie wysławia Rosji, ani żadnej z jej wybitnych postaci. Jest muzyczną wizją cyklu poetyckiego XIX-wiecznego poety amerykańskiego Edgara Allana Poe, tyle tylko, że wykorzystującego tłumaczenie tekstu na język rosyjski. W warstwie muzycznej nie ma też wyraźnych odniesień do rosyjskiej melodyki czy harmonii chóralnej ani cerkiewnej.
Dzwony zdają się towarzyszyć w różnych okolicznościach życiowych, indywidualnych i społecznych, bez wyraźnego umiejscowienia. Tak jak Niemieckie Requiem Johannesa Brahmsa jest utworem żałobnym odnoszącym się do ludzkości bez względu na narodowość i wyznanie, a tytuł utworu wynika z faktu, iż kompozytor użył niemieckiego tłumaczenia wersetów Biblii, podobnie jest z Dzwonami.

Nawiązują one do dźwięku dzwonów lub dzwonków podczas weselnych uroczystości, podczas nabożeństwa, alarmu wojennego i ceremonii pogrzebowej (oczywiście z użyciem dzwonów, ale także czytelnych metafor śmierci: „Ktoś w czerni tam stoi, śmieje się i grzmi”) jednakże bez konkretnego adresu. Prócz orkiestry i chóru zaangażowano też bardzo kompetentnych solistów oraz kapelmistrza. Vasily Petrenko na stronach Wikipedii przedstawiany jest jako Russian-British conductor, choć swe podstawowe wykształcenie zdobywał w Konserwatorium Petersburskim. Do wykonania Dzwonów (Kołokola) Rachmaninowa zaangażował solistów śpiewaków: estońską sopranistkę Mirjam Mesak, oraz ukraińskich tenora i barytona - Dmytro Popova i Andriia Kymacha.
Oczywiście główny ciężar wykonania spoczął na chórze Filharmonii Narodowej przygotowanym przez Bartosza Michałowskiego i orkiestrze. Oba zespoły spisały się bardzo dobrze, choć poszczególne słowa wyśpiewywanego tekstu Poego nie były specjalnie zrozumiałe. U solistów rzecz przedstawiała się lepiej i tylko wolumen tenora wydawał się zbyt słaby, aby przeciwstawił się potędze brzmienia chóru i orkiestry, być może zbyt hojnie dawkowanych przez prowadzącego. Głos sopranistki zdradzał estetykę szkoły rosyjskiej, bo był dźwięczny, piękny w piano, ale lekko spłaszczony i wysilony w forte. Najlepiej wypadło solo barytonowe. Jeśli ktoś miałby jeszcze zastrzeżenia co do prezentacji tego konkretnie dzieła Sergiusza Rachmaninowa, które wykonano w drugiej części koncertu, to dodatkowym „alibi” była II Symfonia Londyńska Ralpha Vaughan Williamsa. Brytyjski kompozytor, jak podano w programie filharmonicznym, był niemal rówieśnikiem rosyjskiego twórcy, posługiwał się też podobnym neoromantycznym językiem muzycznym.

A jeszcze warto dodać, że Symfonia Ralpha Vaughan Williamsa wyniknęła m.in. z inspiracji kompozytora ... dzwonami. I nie były to byle jakie dzwony, ale odzywające się co kwadrans na londyńskim pałacu Westminster, gdzie mieści się brytyjski parlament. Te dzwony grają nieskomplikowaną melodyjkę, którą najpierw podaje harfa, a później w rozmaitych przetworzeniach cały skład symfoniczny. Układa się to często w pentatonikę, więc nie uprzedzony słuchacz może to odbierać jako „chińszczyznę”, a poza tym w kolejnych częściach Symfonii zawarte są ponoć także dźwięki z wnętrza brytyjskiej stolicy, zaś finał, jak podają znawcy, wynika z inspiracji powieścią Tono-Bungay Herberta George Wellsa. Na tle tej brytyjskiej kompozycji wyraźnie urasta sylwetka artystyczna dyrygenta Petrenki. Orkiestra zagrała bardzo dynamicznie i precyzyjnie. Umiała wykonać delikatne, miękkie piano, ale i burzliwe forte. Prowadzący wykorzystał wszystkie atuty mocno eklektycznej Symfonii, która posługiwała się pełną gamą środków wyrazu muzycznego, czy to wziętych od Sibeliusa, czy Debussyego, Straussa, może Mahlera tworząc mimo wszystko utwór miły w odbiorze, efektowny, różnorodny i miejscami bardzo dynamiczny, by znów powrócić do spokoju i zadumy. Podczas koncertu wyjątkowo pięknie intonowała swoje solówki waltornia i towarzysząca jej grupa. Cała blacha i drewno też im nie ustępowały. Do tego dokładały się smyczki, harfa i perkusja. Wszyscy skupieni, przejęci i tylko fortepian dwukrotnie popełnił minimalny falstart. Muzyka Williamsa nie była szczególnie głęboka, ale w dobrym wykonaniu, a z takim mieliśmy do czynienia, dająca poczucie artystycznej satysfakcji słuchaczom.
Joanna Tumiłowicz