Przegląd nowości

Dźwiękiem oddać dramat Dydony

Opublikowano: poniedziałek, 06, październik 2025 20:51

Wydawało się, że koncertowe wykonanie opery Henry Purcella Dydona i Eneasz (Dido and Aeneas) okaże się ubogą namiastką pełnego spektaklu scenicznego z dekoracjami i kostiumami, które Warszawska Opera Kameralna ma w swoim repertuarze od 2022 roku. Oczywiście od tamtego czasu wiele się zmieniło, spośród wykonawców czołowych ról pozostał tylko Eneasz w osobie pięknie posługującego się basem Artura Jandy.

 

Dydona i Eneasz 2

 

Ten sam belgijski dyrygent Dirk Vermeulen poprowadził solistów, orkiestrę Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV) oraz niewielki chór przygotowany przez tego samego Krzysztofa Kusiel-Moroza, jednak wspaniała muzyka się nie zestarzała, a sposoby jej prezentacji na świetnej akustycznie estradzie Studia Koncertowego Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie, dokonały pełnego udramatyzowania dzieła. Soliści wprawdzie nie wykonywali żadnych dodatkowych ruchów, czasem jedynie zwracali głowy do siebie, jeśli w danej scenie występowali wspólnie, jednak Dirk Vermeulen zadbał o to, by warstwa dźwiękowa zmieniała napięcie w zależności od przebiegu akcji. Nawet w obrębie jednej frazy potrafił dokonać diminuendo, crescenda i sforzanda. Choć nie była to fabuła ogromnie dynamiczna, bohaterowie np. wypowiadali śpiewem poszczególne zdania po kilka razy, jak to w baroku, ale odbiorca mógł jednocześnie spoglądając na niewielki telebim z tekstem libretta, zorientować się co aktualnie powinno się dziać w warstwie scenicznej. Kiedy więc do akcji włączyła się Czarownica – Joanna Motulewicz, ze swymi pomocnicami Wiedźmami, a ich wstrętne knowania poparł cały chór upiornie śmiejąc się – ha-ha-ha!, nawet osoby niespecjalnie obyte ze sztuką operową zrozumiały, że dzieje się coś złego, groźnego dla tytułowych kochanków Dydony i Eneasza.


Mieliśmy więc w tym koncertowym wykonaniu wyraźnie zarysowaną jasną i ciemną stronę dramatu. Były skoczne tańce o brytyjskim rodowodzie i smutne ponure konsekwencje knowań sił nieczystych. Te zdeformowane, wyraźnie spłaszczone głosy chórzystów wspomagających Czarownicę i jej charakterystyczne, idące jakby z trzewi odezwania się, wymagały dobrej szkoły wokalnej, a przede wszystkim decyzji kapelmistrza. 

 

Dydona i Eneasz 3

 

Z pewnością też ręka kierownikach chóru, który nosi skromną nazwę Zespół Wokalny Warszawskiej Opery Kameralnej, przyczyniła się do tego sukcesu wokalnego, przy czym warto zauważyć, że chór, w odróżnieniu od solistów, wykonywał całą angielskojęzyczną partię z pamięci, odpowiednio modelując brzmienie głosu w zależności od potrzeby. Choć wykonanie koncertowe z natury jest statyczne, ale przecież i bez ruchu było na co popatrzeć. Rewelacyjną postać stworzyła Dorota Szczepańska jako Dydona. Jej służąca Bulinda – Teresa Marut świetnie posługiwała się głosem. Wszystkie śpiewające panie były z pewnością u fryzjera, by uzyskać odpowiednią oprawę estradową. Nawet kierownik chóru Krzysztof Kusiel-Moroz zaprezentował przy okazji oklasków niebanalne afro. Ale najbardziej rzucała się w oczy czarna suknia Czarownicy, pełna świecących cekinów. I jeszcze jedno ważne spostrzeżenie. Wszystkie miejsca w sali Studia Koncertowego były zajęte, a sporą część zapełniła młodzież szkolna. To chyba rezultat znakomitych przedstawień z czasów letniego Mozart Junior Festival. Okazuje się, że ten segment publiczności jest już także przygotowany do odbioru wcale nie komercyjnej muzycznej klasyki. Inna sprawa, że wykonanie opery Purcella zajęło tylko 60 minut. Nie było czasu na nudzenie się.

                                                                 Joanna Tumiłowicz