Przegląd nowości

Orient z Tymoszówki i klasycyzm spod znaku Jowisza

Opublikowano: poniedziałek, 06, październik 2025 20:50

Inauguracja 81 sezonu koncertowego Filharmonii Krakowskiej zbiegła się z inwestyturą Michała Klauzy jako nowego dyrektora artystycznego jej zespołów. Zafascynowanie Karola Szymanowskiego Orientem w ogólności i sufizmem w szczególności być może wynikało nie tylko z afrykańskiej podróży, ale wiązało się z orientacją kompozytora dzieloną z Dżelaleddinem Rumim, autorem słów do jego III Symfonii op. 27 „Pieśń o nocy“. Stąd może powierzenie właśnie tenorowi partii solowej do wierszy tego trzynastowiecznego poety perskiego, osiadłego wszakże i dokonującego reszty żywota w państwie seldżuckich Turków. Wskutek toczącej się wojny, uniemożliwiającej zagraniczne wyjazdy, utwór powstawał w ukraińskiej Tymoszówce, będąc wyrazem tęsknoty za bliskim naturze Szymanowskiego Orientem.

 

Filharmonia Krakowska 584

 

Zastanawiam się, na ile znał ustanowione przez Rumiego ceremonie wirujących derwiszów (mógł się z nimi zetknąć podczas pobytu w Tunezji), wprowadzających się w stan ekstazy za pomocą tańca przy wtórze fletu ney, skoro w ustępach przywołujących tego rodzaju doświadczenie pojawia się solo fletu w połączeniu z obojem przypominające brzmienie wspomnianego instrumentu. Dają też znać o sobie ustępy oparte na uporczywie powtarzającej się frazie Odpędź z oczu sen, w czym odnaleźć można paralele z wprowadzaniem się w trans. Osobiście bliższe jest mi obsadzanie w partii solowej sopranu, którego tembr łatwiej przebija się przez gęstą warstwę chóralno-orkiestrową. Zdaję sobie jednak sprawę, iż może to być uwarunkowane faktem, że dzieło to początkowo poznawałem w takiej wersji ze Stefanią Woytowicz śpiewającą z Witoldem Rowickim lub Jerzym Katlewiczem. Obecnie powrócono do tej pierwotnie przewidzianej przez kompozytora, choć we lwowskim prawykonaniu tego dzieła w pełnym kształcie wystąpiła Maria Korwin-Szymanowska, siostra twórcy, a więc zapewne odbyło się to za jego przyzwoleniem. I solista Bartosz Nowak jakby czytał w moich myślach. W ustępie przywołującym poczucie jedności z Absolutem Ja i Bóg jesteśmy sami nocy tej wspiął się wzwyż za pomocą przyprawiającego o dreszcz falsetu. Michał Klauza ze swej strony zarysował przebieg tego dzieła na podobieństwo rozległego fresku, w którym ekspresjonistyczna egzaltacja przenika się z impresjonistycznym zachwytem, a kulminacje nie tracą na swym wyrazie, mimo że nie są ogłuszające.


Zarazem dyrygentowi nie umknęły z pola słyszenia wyszukane detale jak pizzicato kontrabasów nakładające się na miękkie uderzenia wielkiego bębna czy na tle ciszy ledwo zaznaczające się dźwięki kotłów, podkreślające moment najwyższego duchowego uniesienia, kiedy znika rozpraszająca je zmysłowość. Wcześniej jednak w sekwencji stanowiącej ekwiwalent Scherza dają znać o sobie subtelności mieniącej się różnorodnymi  barwami orkiestracji z solami skrzypiec, przywołujące aurę rozgwieżdżonej dusznej nocy Południa, która jest porą mistycznych godów także w innych religiach (Jan od Krzyża).

 

Filharmonia Krakowska 585

 

Dla kontrastu po przerwie zabrzmiała ostatnia, XLI Symfonia C-dur KV 551 „Jowiszowa“ Wolfganga Amadeusa Mozarta, przywracająca klasyczną równowagę składników muzycznej wypowiedzi. Posiada ona absolutny charakter, choć przydany tytuł odzwierciedla ówczesną skłonność do poszukiwania programowych treści, również w celach promocyjnych, jeśli przyjmie się, że pochodzi on od londyńskiego impresaria Johanna Petera Salomona. Wzorem obecnego wykonawstwa historycznego nie zwielokrotniono obsady, pozostając przy tej obowiązującej w czasach kompozytora i przewidzianej przez partyturę. Muzyka tej epoki wymaga znacznej dyscypliny gry, a zwłaszcza wyrazistego pulsu rytmicznego. Jednocześnie prowadzący orkiestrę wydobył pierwiastki retoryczne zapowiadające już romantyczną wrażliwość, szczególnie dochodzącą do głosu w Andante cantabile, nie tylko w zakresie kształtowania sarabandowej melodii, ale też frazy na zasadzie silnych kontrastów pomiędzy stłumionym brzmieniem skrzypiec i fanfarowych rogów, a zdecydowanymi, puentujacymi wejściami altówek. W finale powraca dyscyplina w prowadzeniu głosów w ustępach utrzymanych w fugowanej formie. Znów przyciągała uwagę partia kotłów, bynajmniej nie wychodzących na pierwszy plan, ale właśnie dzięki tej powściągliwości jeszcze dobitniej zaznaczających swoją obecność. Gdy wybrzmiały ostatnie akordy muzyki, Michał Klauza zwrócił się do publiczności bez nagłośnienia, ujawniając dodatkową umiejętność w postaci nienagannej dykcji, której może mu pozazdrościć niejeden aktor, na dodatek coraz częściej wspomagający się w tym zakresie mikroportami. W sumie koncert ten stanowił dobry prognostyk przyszłej współpracy nowego dyrektora artystycznego z powierzonymi jego pieczy zespołami Filharmonii Krakowskiej, które  pod jego batutą nadal doskonalić będą swój i tak wysoki już poziom.

                                                             Lesław Czapliński