Przegląd nowości

Aura fortepianowej aury

Opublikowano: poniedziałek, 01, wrzesień 2025 21:46

Można na recital Brahmsowsko-Bartokowski patrzeć przez pryzmat trochę taniego chwytu, jakim była przyciemniona estrada i pianisty, który siedział na skromnym biurowym krzesełku z oparciem. Można też porzucić to opakowanie i spróbować się wgłębić w przekaz muzyczny, jaki przygotował dosyć precyzyjnie Piotr Anderszewski, artysta o światowej renomie ściągający wytrawnych melomanów. Przemieszany wybór kompozycji fortepianowych z czterech cyklów (op. 116, 117, 118 i 119) Intermezzi Brahmsa granych bez przerwy i łączących się mimo wszystko w jedną dłuższą całość, pozwolił skosztować muzycznej osobowości twórcy, który przecież banalny nie jest.

 

Anderszewski 1

 

Poszczególne utwory, zarówno te w formie fortepianowych miniatur, jak też dwu i trzyczęściowych form sonatinowych, wprowadziły nas w świat różnobarwny i różnokształtny, niekiedy z lekka pretensjonalny, jakby nadający się do kawiarnianego blichtru, innym razem smakującego delikatne barwy i subtelne, nawet śpiewne frazy, przedzielane zrywami patosu czy rozpaczy, jakim wyróżniała się grana już prawie pod koniec części pierwszej występu Rapsodia Es-dur z opusu 119. Znakomity pianista pozwalał tu sobie nawet na przesadnie brutalne uderzenia w basy, jednak były to tylko niepokojące epizody. Recital jednak zaczął się delikatnym wprowadzeniem przypominającym jakby Preludium Bacha, gdzie poszczególne głosy następują po sobie bez specjalnej kontrowersji (pierwsze Intermezzo h-moll z opusu 119) i zaraz po nim ukazało się całkiem tanecznie-optymistyczne Intermezzo C-dur też z opusu 119, pachnące paryskim karnawałem. Wmieszany w ten muzyczny przekładaniec opus 117 zawierający jakoby kołysanki (ale nie tę popularną piosenkę Małe książątko już śpi) przynosił też zgrabnie zakomponowane tematycznie Intermezza, a w jednym z nich przewinęła się całkiem nieoczywista węgierska melodia Szózat.


Węgiersko-polskie pochodzenie Piotra Anderszewskiego dało o sobie znać w pełni w zagranym po przerwie cyklu 14 Bagateli z op. 6 Beli Bartoka, podawanych już po kolei, jak sobie kompozytor zaplanował. Utwory te o ciężarze gatunkowym nieco większym niż Brahmsowskie Intermezzi, stanowiły sprawdzian rozumienia i przetworzenia niełatwej w odbiorze muzyki, stojącej już po drugiej stroni systemu dur-moll. 

 

Anderszewski 2

 

Niektóre Bagatele, zgodnie ze swym tytułem, naśladowały głosy ptasie niczym liczne epizody z muzyki Oliviera Messiaena, a nawet zabawy z dziećmi z użyciem wyciągniętego języka (glo-glo-glo), inne przypominały pokłosie etnograficznych poszukiwań kompozytora, który w swych badaniach dokopał się rdzennej nuty starowęgierskiej, dosyć dalekiej od czardasza, a znanych z cykli fortepianowych Mikrokosmos. Pianista po długotrwałych oklaskach zdecydował się na trzy bisy. Dwa były Mazurkami Chopina nie w pełni odpowiadającymi stylistycznej tradycji, a ostatni przyniósł fragment z Partity Bacha, gdzie wszelkie chwyty i romantyczne i zgrzebne, historycznie poinformowane, są dozwolone.

                                                                   Joanna Tumiłowicz