Przegląd nowości

„Przedwiośnie”, czyli obsesja wojny

Opublikowano: wtorek, 24, czerwiec 2025 12:47

Słowo Polska pojawia się w przedstawieniu co najmniej kilkanaście razy, aktorzy wymawiają też słówko patriotyzm i wokół niego toczą zażarte spory, bo w sumie postawa Baryki wobec swego kraju jest ideową osią dramatu. Jednak gdy wymawia on w swym ojczyźnianym amoku „nic się nie stało", jesteśmy już w domu. To o nas dzisiaj. Ale o wiele mocniej od wszystkich padających ze sceny słów – jedne są z powieści Żeromskiego, inne z wyobraźni twórców – najsilniej działa na widza obraz, ten potworny wojenny okop z trupami poszarpanymi odłamkami pocisków albo okrutną dłonią wroga, z jakimiś zasiekami, dołem do którego wrzuca się ciała zabitych i murem nie do przebicia z symboliczną, wręcz opartowską wielką poziomą krechą naszych niemożności, raz pustą, to znów świecącą na biało, albo czerwono, albo pełną płomieni.

 

Przedwiosnie 1

 

Czy owo „żeromskopodobne” Przedwiośnie coś nam wieszczy, czy jest upiornym proroctwem? Na to pytanie każdy może znaleźć odpowiedź we własnym zakresie. Próbowali również odpowiedzieć uczestnicy dyskusji prowadzonej przez dr. Michała Mizerę, wyłonieni z grona jurorów festiwalowego konkursu Klasyka Żywa odbywającego się w opolskim Teatrze im. Jana Kochanowskiego. Jak szukać współczesności w dawnych tekstach klasycznych?  Głowili się na tym Anna Augustynowicz, Norbert Rakowski i Eryk Herbut.

 

Przedwiosnie 2

 

Oczywiście można to robić na różne sposoby. Albo trywialnie i prostacko, np. bohaterowi z przeszłości założyć dżinsy, albo dopisać mu jakieś popularne, kolokwialne wyrażenie nawiązujące do aktualiów. Pewną rolę może spełnić śmiech wywołany na zasadzie reakcji na sytuację dziś całkowicie absurdalną. Tekst Żeromskiego, zresztą wcale nie taki stary w porównaniu z Ajschylosem czy Szekspirem, jakoś nadzwyczajnie kusi twórców teatru (i filmu) może właśnie przez wciąż aktualne ujęcie nieco magicznego stosunku Polaków do Polski, czasem romantycznego, czasem pozytywistycznego, czasem pełnego wstydu.


Pewnie dlatego, bo każdy maturzysta to czytał. Główny bohater Cezary Baryka grany z ogromnym poświęceniem przez Jakuba Klimaszewskiego, to postać tragiczna i w zasadzie seryjna, bo jakoś pokrewna ze Stanisławem Ignacym Witkiewiczem – Witkacym, który nawet datę swej śmierci mógłby umieścić na sztandarach, czy Henrykiem bohaterem Ślubu Gombrowicza, który prawie jak Baryka nie poznaje i nie rozumie ani ojca ani matki. W opolskim spektaklu niewiele znaczą takie sprawy brane z książki, jak marzenie ojca Czarusia o „szklanych domach”, bo one przecież się ziściły niezauważone. 

 

Przedwiosnie 3

 

Wystarczy spojrzeć na fasadę Teatru im. Kochanowskiego, który obchodzi półwiecze. O wiele ważniejszy jest trudny do wytłumaczenia problem głębokiego podziału naszej narodowej wspólnoty. Może być jak u Żeromskiego na bolszewików i elity burżuazyjno-arystokratyczne, ale równie dobrze pasuje na postępowców i konserwatystów, na lemingów i prostaków, antychrystów i dewotów itd. 

 

Przedwiosnie 4

 

Aby się z tym potworem uporać nawet kilku Żeromskich nie wystarczy. Pozostaje więc w centrum uwagi oniryczno-koszmarne wrażenie, jakie robi na nas scenografia Marcina Chlandy, podbudowana surrealistycznymi fryzurami i kreacjami  pań z towarzystwa, zaproponowanymi przez kostiumologów z grupy MIxer i symboliczny, ale także grający Chopina fortepian stojący ponad tym strasznym rumowiskiem. Reżyser Piotr Ratajczak, a także podlewająca oryginalny tekst sosem bieżącej polszczyzny adaptatorka Joanna Kowalska poprowadzili naszą wyobraźnię ku współczesnym zmorom, a wspomogły ich znakomicie zdynamizowane światła będące także istotnym bohaterem, jak również muzyka, rozmaita ,wybrana przez Macieja Zakrzewskiego, klasyczna, rockowa, techno, patriotyczna, miejscami stanowczo za głośna, ale nie ma rady. Prawdziwa wojna nie lubi ciszy.

                                                                    Joanna Tumiłowicz