

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościCenne relacje z moimi czytelnikami
Strona 1 z 2
Czym dłużej piszę ten cotygodniowy felieton, tym bardziej cenię sobie korespondowanie z moimi czytelnikami, takimi jak choćby pani Bożena Krzysztoforska, od której fragmenty listu postanowiłem zacytować:
„Kupuję „Angorę” wyłącznie ze względu na pańskie felietony. Wielokrotnie chciałam do Pana napisać, ale czas jakoś szybko umyka… Wspomina Pan, że trudno szukać Halki w repertuarze narodowej opery. Myślę, że wiele osób jest podobnego odczucia, ale nie mają żadnego wpływu na sytuację. Przypadek sprawił, że przez ostatnie lata życia śp. Marii Fołtyn, byłam z nią bardzo blisko. Jej także brakowało Halki! Dlatego cieszę się, że Pan tę sprawę stale podnosi. Dodam jeszcze, że w czasie niekończących się rozmów z Marią, zawsze mówiła o Panu z wielką sympatią i uznaniem. „Zdolna bestia” – to było jej określenie. Miała na myśli jak sądzę ten „pazur” w Pańskich wypowiedziach i działaniu. Nie ukrywam, że brakuje mi rozmów z Nią, i żal mi tej szalonej, krótkiej i nie zawsze łatwej przyjaźni…”
Pani Bożeno, dziękuję za miłe słowa. Mnie rozmów z Marią Fołtyn nie brakuje, bo zbyt często przekształcały się one w kłótnie. To samo dotyczy naszej nie zawsze łatwej, ale za to wieloletniej przyjaźni. Właśnie coraz częściej sięgam do niej, przygotowując artykuł o śląskich Halkach do jubileuszowego programu 80-lecia Opery Bytomskiej. Jej piękną tradycją jest, że co 10 lat od pierwszej katowickiej Halki 14 czerwca 1945 roku rozpoczynającej dzieje tego teatru, prezentowana jest nowa inscenizacja naszej narodowej opery, reżyserowana kolejno przez Antoniego Majaka, Sławomira Żerdzickiego, Marię Fołtyn (dwukrotnie) i Marka Grzesińskiego.
Pochylam się właśnie nad kreacjami wręcz kilkudziesięciu sopranów w partii tytułowej, od Wiktorii Calmy po Ewę Karaśkiewicz i jeszcze młodsze potęgi wokalne śląskiej wokalistyki. Muszę zdążyć przed 14 czerwca, kiedy to Emil Wesołowski zaprezentuje następną inscenizację, tym razem nie tylko jako choreograf, ale również reżyser całości.
Pewna łódzka korespondentka gani mnie za brak relacji ze spektaklu Salome Ryszarda Straussa, którą z ekipą Grand Touru obejrzeliśmy we Florencji w dzień po pogrzebie Papieża. Otóż dyrygował Aleksander Soddy (wybornie), reżyserowała Emma Dante, podobno daleka potomkini Alighieriego (jeszcze lepiej), postać tytułową grała i śpiewała Lidia Friedman (młoda, pięknogłosa, scenicznie utalentowana, słowem rewelacyjna), Herodem był równie doskonały Nikolai Schukoff, a Johanaanem Brian Muligan, którego głowę po ścięciu chętnie bym zabrał do Polski i transplantował naszym barytonom. |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||