Przegląd nowości

Requiem – danie deserowe

Opublikowano: czwartek, 15, maj 2025 22:20

Mamy dwa lub trzy dzieła muzyki klasycznej, które są w stanie, niemal w każdych warunkach i w każdym dużym mieście, wypełnić salę po brzegi. Zalicza się do nich właśnie Requiem Wolfganga Amadeusza Mozarta. Tym razem początek 34. Festiwalu Mozartowskiego w Warszawie dokonał takiego wyczynu w Sali Filharmonii Narodowej. Wykonania podjęły się zespoły Warszawskiej Opery Kameralnej, czyli orkiestra MACV (Musicae Antiquae Collegium Varsoviense) oraz Zespół Wokalny Warszawskiej Opery Kameralnej kierowany przez Krzysztofa Kusiel-Moroza i soliści.

 

Requiem,WOK 1

 

Całość poprowadził Adam Banaszak. Aby wypełnić cały wieczór dołączono do Requiem, a właściwie je poprzedzono innym utworem wokalno-instrumentalnym tego kompozytora, jego nieco mniej znaną Mszą c-moll. Obie kompozycje o charakterze religijnym, wręcz liturgicznym, nie były przyjmowane z choćby szczątkową nabożnością, choć na estradzie pojawiło się kilkadziesiąt białych zniczy. Wykonania nie zostały jednak specjalnie dedykowane czyjejś pamięci, ani w hołdzie dla.... Było to więc obcowanie z muzyką religijną Mozarta całkowicie świeckie, by nie powiedzieć popkulturowe. Geniusz Mistrza z Salzburga nie takie sytuacje był w stanie zaadaptować, twórcy przedstawień i filmów od dawna posługują się natchnionymi frazami muzycznymi, co zresztą podkreśliła w programie koncertu dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej Alicja Węgorzewska-Whiskerd. Realizacja partytur Mozarta była poprawna, choć ruchy dyrygenta, zwłaszcza w Mszy c-moll wydawały się dziwnie mało precyzyjne gdy chodzi o wejścia poszczególnych głosów. Trzeba jednak przyznać, że przynajmniej zakończenia każdej części były zdecydowane i poprawne, bo nie pozostawał żaden „ogon”. Msza c-moll jest kompozycją ogromnie melodyjną, pełną duchowej jasności, powstawała przecież niejako w celu uświetnienia zaręczyn, a potem ślubu kompozytora z jego ukochaną Konstancją Weber. Dla niej i jej znakomitych kompetencji wokalnych, napisał też wszystkie sola sopranowe, zaiste trudne i pełne fioritur.


Tę partię wzięła na siebie Dorota Szczepańska, artystka obdarzona przeciętnym w barwie głosem, może nie mającym struktury kryształu, ale sprawnym i nie wymagającym nadmiernego wysiłku. Mezzospranistka Maya Gour o ciemnym, pięknym w barwie głosie, braki emisyjne pokrywała pewnością siebie i kokieteryjnym odrzucaniem rudych włosów. Niestety w trudniejszych momentach swoich solówek w Mszy c-moll nadmierny nacisk na aparat głosowy sprawiał, że było lekko nieczysto. Co ciekawe, obie solistki wieczoru, jak czytamy w notkach biograficznych, wykazywały się także, prócz wykonań muzyki klasycznej, sporym doświadczeniem w wokalistyce jazzowej.

 

Requiem,WOK 2

 

Czy to jest atrybut podnoszący kompetencje muzyczne? Zapewne dodaje pewności siebie tam, gdzie trzeba improwizować, ale na samą emisję głosu może zapewne wpływać liberalizująco. Tenor Beniamina Huletta i bas Rafała Siwka nie zapisał się tu niczym szczególnym – nie jazzowali. Natomiast w Requiem wszystko już poszło lepiej. Kapelmistrz zwrócił większą uwagę na dramatyzm tkwiący w muzyce i zastosował zmienną dynamikę zarówno w „strasznym" Dies irae, jak też „zamierającej” Lacrimosa. Ładnie też zaśpiewali swoje partie mezzosopranistka i tenor, który pokazał głos, może nie bohaterski, ale odpowiedni do muzyki Mozarta. Rafał Siwek, jako weteran, był jak zwykle bardzo dobry. Niestety nie można najwyższych ocen wystawić chórowi. Głosy męskie często kryły soprany, nie była zachowana równowaga, zwłaszcza w częściach podziału chóru na dwa zespoły w Mszy c-moll. Zespół nie był zbyt pewny swojej partii. W Requiem sytuacja zmieniła się na korzyść zespołu. Wszystko było pewniejsze i nawet soprany nie oddawały pola pozostałym. Koncert Mozartowski w Filharmonii Narodowej był też okazją do premiery płyty WOK z wykonywanym tego wieczora Requiem. Które to jest nagranie tego arcydzieła? Może zgłosi się jakiś wybitny kolekcjoner płyt, aby nas oświecić.

                                                                      Joanna Tumiłowicz