Były dwa utwory o tej samej nazwie i dwaj współcześni twórcy, Leonard Bernstein oraz Krzysztof Penderecki. Grała ta sama orkiestra Filharmonii Narodowej, dołączył chór tej instytucji, dyrygował Christoph König, pierwszy gościnny dyrygent Filharmonii Narodowej, a solo sopranowe w obu dziełach wykonała Natalia Rubiś. Nic dziwnego, że stworzyło to okazję do porównań. Kaddish Bernsteina różnił się od Kaddyszu Pendereckiego nie tylko pisownią, ale zwrócono uwagę na polskojęzycznych narratorów.
W pierwszym przypadku okazał się on Sławomirą Łozińską, a w drugim Sławomirem Hollandem. Żeńska płeć występującej w zastępstwie innej osoby została poddana krytyce, bo jak zgodnie z tradycją żydowską może ona tak bezceremonialnie polemizować z samym Jahwe? Tymczasem niezależnie od różnicy tekstu włożonego w usta narratora i narratorki, były to swoiste kreacje. Zresztą podana przez głośniki wiadomość o zmianie narratorki w pierwszej kompozycji wywołała pozytywną reakcję publiczności, bo znane jest zaangażowanie aktorki w popularyzację tematyki zawartej m.in. w tej „modlitwie za zmarłych”.

To, że Wielkanocny Festiwal kończący się w Wielki Piątek, a zarazem w kolejną rocznicę Powstania w Getcie Warszawskim, zawarł w swym programie dwie wersje „Żydowskiego Requiem”, uznać należy przede wszystkim za wybór trafny i w pełni uzasadniony. Co prawda inaczej o tym utworze myśleli jego twórcy, inne kierowały nimi motywy i w ogóle innej konstrukcji artystycznej i kulturowej byli spadkobiercami, nic nie umniejsza wagi decyzji podjętej przez autorów programu.
Do publiczności należy ocena ciężaru artystycznego obu kompozycji, szczegółów instrumentacji, rozłożenia akcentów muzycznych i emocjonalnych wywoływanych przez zróżnicowane teksty wygłaszane przez narratorów. Znacząca jednak jest kolejność wykonywania (bez zwyczajowej przerwy dla publiczności) obu kompozycji i uzupełnienie w utworze Krzysztofa Pendereckiego głosu sopranowego o wywodzący się z innego kręgu kulturowego głos przypominający autentycznego żydowskiego kantora, stosującego nieco odmienną estetykę wokalną niż tradycyjne bel canto.

W tej roli mogliśmy podziwiać Gerarda Edery uznawanego za czołowego muzycznego folklorystę i autorytet w dziedzinie muzyki sefardyjskiej. Krótko mówiąc oba przedstawione na koncercie finałowym utwory oparte były na nieco innym materiale muzycznym i literackim, używały innych środków wyrazowych, z tym, że Kaddysz polski zawierał autentyczne teksty poetyckie pochodzącego z Łodzi, zamordowanego w Oświęcimiu poety Abrama Cytryna.

I żeby była jasność, poeta, który odszedł on nas w wieku 17 lat pisał swe wiersze po polsku. Oto przykład:
Ból getta się we mnie korzeniem wciela.
Boleję nad szczątkami Izraela.
Boleję!
Szatę żałobną wdzieję.
Gdy prorok rozsypie popioły
Na ciało me i wokoło
Joanna Tumiłowicz