Przegląd nowości

Uciechy cielesne i skrucha

Opublikowano: niedziela, 06, kwiecień 2025 18:26

Już na początku kłania się włoski reżyser filmowy Michelangelo Antonioni z Powiększenia, a twórca oprawy scenicznej Waldemar Raźniak twierdzi, że na końcu także. Nie wszystkim się podoba tak wyraźne odniesienia do włoskiego kina psychologicznego, bo ono odwoływało się tylko do zewnętrznej, powierzchownej warstwy naszego jestestwa, zaś XVIII-wieczny autor libretta opery, a w zasadzie oratorium Georga Friedricha Haendla Il trionfo del Tempo e del Disinganno, miał na uwadze, jako zawodowy duchowny, do tego kardynał, zapewne coś znacznie głębszego, duchowego, choć zdajemy sobie sprawę, że sprawy ciała dla przedstawicieli  kleru także nie były, ani nie są dziś, obojętne.

 

Il trionfo del Tempo 1

 

Sam kompozytor pracował na zamówienie, ale że miał niewiele ponad 20 lat, to mógł przyjmować poetyckie strofy wypisane przez kardynała wprost do siebie. My też chwytamy w lot wszystkie aluzje tego przedstawienia, bo w proponowanej nam obyczajowości widać wyraźnie, że jak nie jesteś młody, piękny i zdrowy to nie masz czego szukać. Choć społeczeństwo nasze w przyśpieszonym tempie się starzeje, a świat seniorów zaludnia się coraz gęściej, to świat zmarszczek wydaje się nam wciąż dość odległy.

 

Il trionfo del Tempo 2

 

Prócz sceny ze skromnymi dekoracjami i nieco bogatszymi kostiumami Barbary Guzik są jeszcze animacje graficzne Wojtka Kapeli ukazujące najpierw „wylizane” twarze renesansowych portretów, które jakaś łaskawa ręka komputerowo poddaje retuszom, ale potem z rzutników lecą już bez żadnego retuszu naturalistyczne poryte bruzdami skóry matuzalemów. Wreszcie w finale Kapela inscenizuje w ramach skruchy sypiący się tynk i papierowe ścinki. Że jednak nie jesteśmy w kinie, a w Operze, do tego Królewskiej, zwołała nas tu przede wszystkim cudowna, żywa muzyka barokowego mistrza, którego partyturę posiadł Krzysztof Garstka z orkiestrą Capella Regia Polona. 


Zespół ten niekiedy musi się zmagać z szaleńczymi tempami narzucanymi przez dyrygenta. Kapelmistrz jednak dostosowuje owe rulady do możliwości wokalnych czworga solistów, którzy wyrażają cztery filozoficzne abstrakty. Piękno, a właściwie Piękność przedstawia Iwona Lubowicz swym miękko prowadzonym głosem, który nie „rąbie” dziarsko koloratur, ale stara się także w warstwie wokalnej przestrzegać zasad muzycznej estetyki. Jej adwersarzem jest czysta Przyjemność, tutaj potraktowana cokolwiek zgryźliwie, jako obleśny grubas, w osobie Anety Łukaszewicz, z głosem ostrzejszym i z większą siłą, jednak kiedy Bellezza śpiewa w duecie z Piacere, to jest to zarówno piękne, jak i przyjemne.

 

Il trionfo del Tempo 3

 

Drugą stronę medalu prezentują Prawda oraz Czas. Prawda (tutaj Anna Radziejewska) podobno w oczy kole, więc naszą Piękną wciąż strofuje, a nawet udziela reprymendy. Jej śpiew jest niski, miejscami wchodzący w charakterystyczną mowę. Czas – Sylwester Smulczyński – musi być łysy i do tego nie może czarować kantyleną, choć nie wiadomo dlaczego. Piękno liryki wokalnej zostało jednak w dobrych rękach, bo słynną arię Lascia la spina, cogli la rosa; tu vai cercando il tuo dolor śpiewa Piacere. Robi to chyba lepiej niż renomowana Cecilia Bartoli. W przedstawieniu bierze także udział, już tylko ze stękaniami i stukaniem czwórka aktorów, którzy robią ruch, skaczą, przewracają się i spełniają różne role pomocnicze.

 

Il trionfo del Tempo 4

 

Ktoś powie pewnie, że tańczą. Niech im będzie, bo doświadczenie uczy, że wielu widzów nie trawi czystej opery, a co dopiero oratorium przerobionego na operę. Znawcy twierdzą, że w czasach baroku też tak postępowano, choć rejestracje się nie zachowały. Może kiedyś astronomowie, którzy obserwują wydarzenia w kosmosie sprzed milionów lat świetlnych, pomogą nam odzyskać takie spektakle na taśmie filmowej.

                                                              Joanna Tumiłowicz