Przegląd nowości

Czy liturgia może być spektaklem?

Opublikowano: środa, 12, marzec 2025 21:19

Za takowe uchodzą nabożeństwa prawosławne, ze śpiewem specjalnie wyszkolonego chóru, unoszącym się zapachem kadzideł i kapłanem ukazującym się jedynie w kulminacyjnych momentach spoza bogato zdobionego ikonostasu. A także katolickie uroczystości pontyfikalne w rycie trydenckim, po łacinie, z duchowieństwem przebranym w ornaty i w mitrach, przy dźwiękach potężnych organów, zwłaszcza jeśli rozgrywają się w barokowej oprawie kościelnej, by nie powiedzieć scenografii.

 

Filharmonia Krakowska 481

 

Poniekąd operę żałobną napisał Giuseppe Verdi. To opinia Hansa von Bülowa po wielokroć przytaczana. W swoim Requiem sięga bowiem po spektakularne efekty instrumentacyjne, częściowo inspirowane przez wcześniejsze dzieło Berlioza tego samego gatunku, a więc kotły, wielki bęben i trąbki wzywające na Sąd Ostateczny. Motyw ten powraca trzykrotnie na przestrzeni całego utworu, a sekwencja Dies iræ to wręcz ciąg arii i ansambli.

 

Filharmonia Krakowska 482

 

Nie dziwi zatem, iż Missa da Requiem bywa również inscenizowana w teatrach operowych. Po wspaniałym początku z piano pianissimo wiolonczel, do których dołączają w tej dynamice pozostałe smyczki, wreszcie chór, naprzód męski, po którym wchodzą głosy kobiece, z subtelną artykulacją w Requiem æternam, a następnie z ekspresyjnymi crescendami i decrescendami, chciałem zatytułować tę recenzję jako Requiem od angielskiego zegarmistrza. 


Paul McCreesh cyzelował bowiem poszczególne detale (eteryczna artykulacja kwintetu smyczkowego w Hostias i Lux æterna, czytelne przeprowadzenie fugi w Sanctus z accelerando w pozornie chaotycznym stretto), zarazem nie gubiąc z „punktu słyszenia“ konstrukcji całości, a przy tym operował umiarkowanymi tempami dzięki czemu dane było wyjść poza codzienny czas i spojrzeć poza bezkresny horyzont zwany Absolutem (Václav Havel). 

 

Filharmonia Krakowska 483

 

Co prawda ta orkiestra i ten chór mogłyby zagrać to dzieło i bez dyrygenta, mając je opanowane już do perfekcji. Jak sięgam pamięcią świetne wykonania pod batutami JERZEGO KATLEWICZA, ROLANDA BADERA, Krzysztofa Pendereckiego (tu mała złośliwość, ponieważ poprzedniego dyrygenta nazwał „chórmistrzem z Berlina“), Alaksandara Chumały.

 

Filharmonia Krakowska 484

 

Zapowiadało się, że będziemy mieć do czynienia z kreacją artystyczną na dużą skalę, ponieważ gwarantował to polski wkład w wykonanie (zespoły Filharmonii Krakowskiej) i angielski dyrygent. Niestety, czar częściowo prysł wraz z pierwszym wejściem kwartetu solistów w Kyrie elejson, poza trzydziestoletnim basem Williama Thomasa o znacznej urodzie wokalnej. Tenor Attilio niezbyt pewnie zaintonował początkową frazę, a rozwibrowany sopran po prostu brzmiał momentami kuriozalnie. Na dodatek nie tworzyli zgranego ansamblu pod względem barwy głosów, co szczególnie odczuwalne było, gdy występowali jako wszyscy razem. A przecież w tym Requiem znaczna część epizodów należy właśnie do solistów. Trudno potem przekonać się do bardziej udanych stron występu po pierwszym uczuciu zawodu. 


Znacznej satysfakcji dostarczał wspomniany bas w Tuba mirum i Mors stupebit, w których mógł najpełniej zaprezentować swoje walory wokalne. To młody śpiewak, a więc jego kariera zapowiada się obiecująco i warto będzie śledzić jej dalszy przebieg. W rozbudowanej, końcowej Libera me, od której rozpoczęła się przygoda Verdiego z tym gatunkiem, głos Claire Rutter w dynamice pianissimo pozostawał pod kontrolą, ale wraz z jej natężeniem pojawiało się jednak nieznośne tremolowanie.

 

Filharmonia Krakowska 485

 

Attilio Glaser od lepszej strony pokazał się w ustępach pozostających w obrębie średnicy, a więc w Lux æterna. Mezzosopran Polly Leech wywierał korzystne wrażenie w średnicy i w rejestrze piersiowym, jednakże wysokim dźwiękom brakowało naturalnej swobody, na przykład gdy przychodziło wspiąć się do nich w Liber scriptus.

 

Filharmonia Krakowska 486

 

Na długo pozostanie w pamięci Agnus Dei w formie duetu unisono solistek na tle chóru a cappella, niezawodnie przygotowanego przez Piotra Piwko, dzięki któremu gościnnie występujący dyrygenci mogą w tym zespole rzeźbić za pomocą dźwięku. Dobór śpiewaków był zapewne wyborem Paula McCreesha. Żal, że z lepszym skutkiem nie pojawili się na estradzie polscy odtwórcy tego dzieła. Chociażby dwie panie Iwony: Socha i Sobotka, z powodzeniem występujące w sopranowej partii tego dzieła czy Ewa Vesin śpiewająca ją przed jedenastoma laty pod tym kapelmistrzem we Wrocławiu.

                                                           Lesław Czapliński