Koncert muzyki francuskiej, ale pod włoską batutą, wypełnił piątkowy wieczór 29 listopada w Filharmonii Krakowskiej. Utwory z tego kraju budzą podziw nie tyle dla sztuki kontrapunktu i techniki polifonii, ile zalecają się słuchaczom powabami fakturalnej natury jak uprzywilejowanie brzmieniowej kolorystyki i na ogół przejrzystej orkiestracji na podobieństwo rządzącej językiem francuskim i wypowiedziami w nim zasady clairté czyli jasności wywodu.

A szerzej jest to poczucie estetycznego decorum czyli stosowności, czego przejawem bywa idealne wyważenie proporcji, elegancja i wdzięk. Swoje omówienie rozpocznę chronologicznie od utworu powstałego najwcześniej, choć zagranego dopiero po przerwie. Wykorzystująca materiał tematyczny z opery o złotniku i rzeźbiarzu Benvenuto Cellinim Uwertura koncertowa Karnawał rzymski op. 9 Hectora Berlioza wbrew tytułowi nie jest aż tak porywająca i wymaga od słuchacza znacznego skupienia.

Kompozytor jako laureat Nagrody Rzymskiej miał okazję poznać to miasto, choć nie darzył je sympatią i skrócił w nim swój pobyt. Stąd w charakterze drugiego tematu motyw lokalnej odmiany saltarella, a więc tańca zawierającego skoczne figury. Ujęcie tej kompozycji wydało mi się wszakże dość akademickie, między innymi ze względu na umiarkowane tempa, mimo że prowadzący ją Marco Angius pochodzi z Lacjum, z odległej o niecałe sto kilometrów od Rzymu Civita Castellana, ale może dlatego starał się powściągnąć temperament?
Z muzyki Georges'a Bizeta do prowansalskiej sztuki Alphonse'a Daudeta Arlezjanka ułożono dwie suity: Pierwszą op. 23 bis zestawił sam kompozytor, drugą po jego śmierci Ernest Guiraud (trzy numery z niej wykorzystał jako wstawkę baletową w czwartym akcie Carmen, a także mówione dialogi zastąpił w niej śpiewanymi recytatywami). Autorskiej wersji wysłuchaliśmy na wstępie koncertu.

Moją uwagę zwróciło operowanie przez dyrygenta różnymi planami dynamicznymi, zwłaszcza w odniesieniu do kwintetu smyczkowego. W wariacyjnym Preludium, po zamaszystym temacie pojawia się spokojniejszy, nastrojowy ustęp z solo saksofonowym, wprowadzającym ten instrument do muzyki symfonicznej.
W triu Menueta przebija się natomiast barkarolowo rozkołysana melodia przypominająca Offenbacha, ale Bizet użył podobnej dużo wcześniej w zakończeniu I aktu Poławiaczy pereł, a więc to jemu należy się palma pierwszeństwa w tym względzie. W Allegro animato otwierającym V Koncert fortepianowy F-dur op. 103 Camille'a Saint-Saënsa zrazu dźwięk w wysokich oktawach wydawał mi się zbyt szklisty, ale następnie przybrał brzmienie dzwoneczków, a jeszcze później odznaczał się wyrównaną barwą, a więc operowanie całą paletą tembrów było zapewne w pełni zamierzone przez 31-letniego pianistę francuskiego Jonathana Fournela. Za sprawą środkowego Andante utwór zyskał przydomek „egipskiego“.
Nieco orientalnie brzmiącą melodię zainspirować miała pieśń fellaha jaką kompozytor podobno usłyszał podczas rejsu po Nilu. Jednocześnie w tym ogniwie solowa partia obejmuje cały ambitus fortepianu, a więc najwyższe c z oktawy pięciokreślnej, a kończy się jego najniższym dźwiękiem, a więc a subkontra.

Prawdziwy fajerwerk pianistyczny, jak to u Saint-Saënsa bywa, czeka w finałowym Molto allegro, z kaskadowymi pochodami fortepianu, wymagającymi znacznej wirtuozerii, czemu solista w pełni sprostał. Na bis artysta zagrał nastrojowe Intermezzo z op. 117 Johannesa Brahmsa. Zwieńczeniem programu było wykorzystujące efekt crescenda Bolero Maurice'a Ravela. Po nim rozwiązanie to zastosowali jeszcze Dmitrij Szostakowicz w pierwszej części VII Symfonii „Leningradzkiej“, ilustrując w ten sposób nadciąganie maszerujących wojsk niemieckich, a w bliższym nam czasie Wojciech Kilar w wokalno-instrumentalnym Exodusie.
Zawsze odczuwam pewną obawę, gdy mam wysłuchać utworu po raz nie wiadomo który i mogłoby się zdawać, że nie kryje on przede mną już większych niespodzianek. A jednak wykonanie zadowoliło mnie swoim rytmicznym zapamiętaniem. Angius umiejętnie dozował bowiem dynamiczną gradację od piano pianissimo werbla i fletu wprowadzającego wiodący motyw poprzez dołączanie się kolejnych grup instrumentów po fortissimo orkiestrowego tutti w zakończeniu. Był to kolejny udany wieczór piątkowy w Filharmonii Krakowskiej.
Lesław Czapliński