Takie pytanie zdaje się stawiać koncert w krakowskim Teatrze Variété, zorganizowany 10 października staraniem agencji Operafixe. Stanowił on montaż uwertur i wstępów oraz arii i duetów z oper włoskich, do których zalicza się także te Mozarta, oraz francuskiej i czeskiej. W jednym z opowiadań Ernst Theodor Amadeus Hoffmann przywołuje przedstawienie Don Giovanniego w pewnym mieście niemieckim, ku jego zdziwieniu wykonywane po włosku.

Do drugiej połowy XX wieku powszechną praktyką było bowiem wystawianie obcych oper w miejscowych językach. Z czasem jednak upowszechniło się granie ich w oryginalnych wersjach w jakich zostały skomponowane, choć londyńska English National Opera do dzisiaj prezentuje je wyłącznie w przekładach. Słuchając archiwalnych nagrań po niemiecku, rosyjsku, węgiersku lub chorwacku, a oper Moniuszki po turecku czy japońsku, dobrze znane dzieła nieoczekiwanie zyskują nieco odmienne oblicze, tak że wykonywanie od czasu do czasu oper po polsku mogłoby stanowić odświeżające doświadczenie, pozwalając uciec od coraz częstszej w tym względzie standaryzacji.
Z drugiej strony śpiewacy, na ogół niezwiązani obecnie etatem z którymś z teatrów, niechętnie angażują się w jednorazowe przedsięwzięcia, których nie mogliby potem spożytkować na innych scenach. Odpowiedzi na postawione w tytule pytanie ze zmiennym powodzeniem udzielali występujący artyści. Nie sięgnięto przy tym do już istniejących przekładów, lecz dokonał ich jeden z trójki śpiewaków, a mianowicie baryton Michał Janicki.

I to właśnie w jego przypadku dawały znać o sobie pewne problemy z dykcją, zacierające znaczenie wykonywanego tekstu, z którym można zapoznać się w formie napisów, wyświetlanych w przypadku wersji obcojęzycznych. Artysta ukazał dwa oblicza Figara: tego z Wesela Figara Mozarta oraz z Cyrulika sewilskiego Gioacchino Rossiniego. Z najlepszej strony zaprezentował się w kupletach toreadora z Carmen Georges'a Bizeta oraz z Justyną Bujak w duecie Silvia i Neddy z Pajaców Ruggero Leoncavalla. Przyznam się, że po raz pierwszy ten ustęp przyciągnął moją uwagę z taką siłą, zarazem odznaczając się znaczną dozą ekspresji i muzykalnością ujęcia, wybrzmiewając w przejmującym pianissimo.
Nie można było odmówić pewnej dozy wdzięku ich występowi w duecie tytułowego Don Giovanniego i Zerliny z opery Mozarta, który stał się później punktem wyjścia dla Szopenowskich Wariacji. Uczennica prof. Ewy Biegas dysponuje głosem o dużej urodzie i bezbłędną dykcją. Te walory w pełni doszły do głosu w nastrojowej dumce tytułowej Rusałki z opery Antonina Dvořáka. Kiedy indziej dopracowania wymagałaby artykulacja wysokich tonów.

Podobne zastrzeżenie dotyczy Michała Dziedzica, kolejnego tenora, po Kazimierzu Pustelaku i Wiesławie Ochmanie, z dyplomem inżyniera. Poza tym w arii Cania ze wspomnianych Pajaców było za dużo efektów onomatopeicznych w postaci śmiechu i łkania. Koncert zakończyło wspólne odśpiewanie brindisi (toastu) z Traviaty. Szkoda, że na bis nie dokonano odwrócenia sytuacji i nie sięgnięto po jakiś urywek z Moniuszkowskich: Halki lub Parii w istniejących włoskich tłumaczeniach lub Manru Ignacego Jana Paderewskiego czy Erosa i Psyche Ludomira Różyckiego, powstałych do niemieckich librett. A zatem pytanie: w oryginale czy w przekładzie pozostaje wciąż otwarte...
Lesław Czapliński