Popularne powiedzenie utrzymuje, że każdy Czech rodzi się ze skrzypcami, ale tak naprawdę chyba i z innymi instrumentami, tak że potem bez trudu przychodzi skompletowanie symfonicznej orkiestry. Potwierdza to przypadek ołomunieckich filharmoników, którzy wystąpili w drugim dniu festiwalu „Szymanowski/Polska/Świat“.

Pomijając spory o oryginalność i wtórność, Uwertura E-dur op. 12 Karola Szymanowskiego jest po prostu znakomicie napisana, świadcząc o opanowaniu przez młodego autora warsztatu kompozytorskiego, w tym barwnej instrumentacji. A zatem świetnie nadaje się na efektowne rozpoczęcie koncertu, pod warunkiem, rzecz jasna, że zostanie odpowiednio zagrana, co było udziałem ołomunieckich filharmoników pod węgierską batutą Zsolta Homara.

Nacisk położony został na narracyjną stronę utworu, w którym po wstępnych, hucznych akordach przychodzi czas na ustępy refleksyjnej natury z nastrojowymi solami skrzypiec (Patrik Seflář) i altówki (Pavel Hána). Fortissimo zaś głęboko osadzone w instrumentach ani przez moment nie sprawiało wrażenia zgiełkliwego. Koncert fortepianowy g-moll op. 33 nie należy do szczytowych osiągnięć Antonína Dvořáka. Nie jest to muzyka natchniona, zawodzi też inwencja melodyczna, z której zasłynął ten twórca. Solista Marek Kozák zaproponował pozbawioną romantycznej egzaltacji stonowaną interpretację, której odpowiadał nieco kostyczny pod względem barwy, ale za to perlisty dźwięk.
Operował przy tym kontrastami dynamicznymi, na przykład w wirtuozowskiej kadencji w pierwszej części Allegro agitato „w ucha mgnieniu“ przechodząc od forte do pianissima. Z kolei w tej z finałowego Allegra con fuoco zwracało uwagę zwiewne, muskające klawiaturę touché. W akompaniamencie orkiestry pojawiało się natomiast ściszone, a zarazem skoncentrowane brzmienie. Bohuslav Martinů to neoklasyk o dużej wrażliwości kolorystycznej.

Podobnie jak Johannes Brahms ze swoją I Symfonią wystąpił jako dojrzały, pięćdziesięciodwuletni człowiek. I ona właśnie, w katalogu Harryego Halbreicha figurująca pod pozycją 289, zabrzmiała po przerwie. Kompozytor łączy w niej dyscyplinę formalną z bogactwem efektów barwowych, między innymi za sprawą wykorzystanego instrumentarium, w skład którego wchodzi rożek angielski i rozbudowana perkusja oraz fortepian.

Ponownie wiele satysfakcji dostarczyła kultura brzmieniowa zespołu orkiestrowego, operującego nasyconym dźwiękiem i rozległą paletą planów dynamicznych budujących napięcie, dzięki któremu rozbudowaną formę słuchało się z niesłabnącą uwagą. Na marginesie warto odnotować, że muzykę tego kompozytora propagował Bohdan Wodiczko za czasów swej dyrekcji artystycznej w Filharmonii Krakowskiej w okresie niesprzyjającym sztuce nowoczesnej, na dodatek emigranta.
Lesław Czapliński