Przegląd nowości

Kiedy czułe słówka nie kłamią?

Opublikowano: poniedziałek, 02, wrzesień 2024 22:18

Na to pytanie stara się odpowiedzieć adaptacja słynnego amerykańskiego hitu obsypanego Oscarami. Paweł Paszta nieźle wykorzystał nietypowy układ sceny w Och Teatrze, zaś autorzy adaptacji – Don Gordon i tłumacz Rubi Birden sprawili, że scenariusz sprzed ponad 40 lat zagrał jak historia z wczoraj. Akcja przebiega na przestrzeni kilku lat, więc upływ czasu wymagał dodatkowych mechanizmów, których dostarczył autor muzyki, współczesny kompozytor Tomasz Jakub Opałka. 

 

Slowka 1

 

Gdy historia się zaczyna mamy delikatne gongi, gdy młodzi się pobierają towarzyszy im głośny i szybki rock. Romansowaniu starszych bohaterów sekunduje elektroniczny szum i jakieś odległe echa. Jest też sekwencja współgrająca z opisem podróży amerykańskiego astronauty, jak też elektroniczna rejestracja z głosem ludzkim gdy akcja przybiera formę transcendentną.

 

Slowka 2

 

Na tę muzykę zwykły widz najczęściej nie zwraca uwagi, bo nie musi. Jest ona integralną częścią spektaklu o dosyć złożonej fabule. Przemierzamy bowiem kilka rozmaitych światów, gdzie daje o sobie znać egoizm, samotność, pycha, interesowność, ale budzi się też przywiązanie, miłość, zarówno ta powierzchowna, erotyczna, jak i głębsza – duchowa. Jest kłamstwo, ale także sporo śmiechu, tak jak w oryginalnej hollywoodzkiej produkcji w reżyserii Jamesa L. Brooksa.


Tego młodsi widzowie zapewne nie znają, więc nawiązanie do tamtego filmowego dzieła, nietypowego wśród twórców z USA, jest swoistym odkryciem. W role dostosowane do warunków teatru repertuarowego wcielili się, tak jak i w oryginale, aktorzy starsi i młodsi.

 

Slowka 3

 

Prym wiodą ci, których twarze znane są z dziesiątków produkcji ekranowych, Aleksandry Popławskiej i Krzysztofa Dracza, ale nie mniej ważne są ścierające się ze starszym pokoleniem osoby młode, tak w życiu, jak w teatrze – Karol Lelek i grająca jego połowicę Eliza Rycembel. Bez ich udziału Czułe słówka nie miałyby sensu.

 

Slowka 4

 

Na potrzeby prasy aktorki  grające matkę i córkę, z początku energicznie nacierające na siebie i wyszukujące własne słabe punkty, a później, już w zasadzie za późno, kosztujące prawdziwej miłości matczyno-dziecięcej, uczestniczyły w specjalnej sesji fotograficznej. Wtedy wyglądały tak, jak sobie wyobrażamy ideał najsilniejszego uczucia związku rodzinnego, choć przecież wiemy, iż w realnym życiu różnie bywa. Reżyser zapowiadał, że będzie to historia opowiedziana wzruszająco, ale nie ckliwie; momentami refleksyjna, momentami komiczna. Jednak gdy się bliżej przyjrzeć, to na twarzy Aleksandry Popławskiej pojawiają się łzy, prawdziwe, choć spowodowane grą aktorską. Jeśli teatr potrafi nawiązać do trudnych spraw z urzekającą szczerością, to jest zawsze zwycięski.

                                                                        Joanna Tumiłowicz