

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościGranie biografii
Czyja biografia wymagała solidnego odegrania? Mieczysława Wajnberga, bo to jego II Sonatą rozpoczął swój recital przy okazji festiwalu Chopin i jego Europa Piotra Sałajczyka. Utwór pełen kontrastów i sprzeczności, które pianista w sposób brutalny nam odmalował i solidny Bösendorfer ustawiony w Sali Kameralnej Filharmonii Narodowej został poddany ciężkiej próbie. Wydawało się, że po zagraniu jeszcze równie ciężko doświadczonego uderzeniami forte w Wielkiej Fantazji Zarębskiego przyjdzie jakiś stroiciel, czy korektor, ale okazuje się, że instrument wytrzymał bezlitosne traktowanie. Wróćmy jednak do „biograficznej” II Sonaty fortepianowej op. 8. Trzeba wziąć poprawkę na ciężkie losy kompozytora, który po wybuchu wojny uciekł z objęć nazistów chroniąc się w Mińsku Białoruskim, a później uciekał jeszcze raz – do Taszkientu.
Ten temat ucieczki symbolizowany szybkimi gamami i pasażami daje tu o sobie znać, by później w wolniejszych częściach nabrać jakiegoś zabawowego, nawet groteskowego charakteru. Dramatyzm i groteska – te dwie cechy zbliżają Wajnberga do Szostakowicza, z którym się zetknął po wojnie, więc jego późniejsza muzyka miejscami upodabnia się do radzieckiego „giganta”, ale tu, we wczesnej Sonacie, takie koneksje jeszcze nie są słyszalne. Pokazują natomiast pewne rozdarcie osobowości artysty, który w Polsce był Mieczysławem, a w Rosji radzieckiej Mojsiejem. Czy dobrze wybrał przyznając się do żydowskiego pochodzenia? W Sonacie w zasadzie nie ma objawów nostalgii ani za jednym, ani za drugim, natomiast oskarżenia jakich był adresatem, o formalizm w muzyce i jeszcze groźniejsze – o żydowski nacjonalizm, ten utwór być może delikatnie zapowiada. Tyle tu gniewu, wściekłości, którą Piotr Sałajczyk pogubił swoją interpretacją, złości przechodzącej w jakieś nieco bezsensowne rozmarzenie czy rozkojarzenie. Zupełnie inny typ biografii przebijał z wirtuozowskiej Fantazji JZBO 11 Juliusza Zarębskiego. Najpierw zdecydowanie popisowy i burzliwy wstęp w stylu Franciszka Liszta, a potem coś, jak pieśń miłosna przerywana znowu puszeniem się na wirtuoza, wreszcie chyba wzięty z jakiegoś Poloneza Chopina fanfarowy wstęp i triumfalny marsz. Możemy się tylko domyślać, co oznaczają cztery litery kryptogramu JZBO, bo dwie pierwsze to inicjały kompozytora, zaś BO nie pasują do Johanny Wenzel, choć to ona dała się uwieść na tę Fantazję. Po przerwie Sonata B-dur (D 960) Schuberta już oddaliła biografizującą metodę percepcji muzyki. Pianista, a za nim publiczność, skupili się na objawach śpiewnego piękna muzyki, choć Paweł Siechowicz, komentator piszący w książce programowej Festiwalu, dostrzegł w kończącym utwór Allegro jakieś przebłyski groźnego spojrzenia Baby Jagi. Czyżby pod tym kryptonimem kryła się jakaś Piękna Młynarka? Joanna Tumiłowicz |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||