

































GaleriaT. Shebanova gra - Pory roku Czajkowskiego
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Przegląd nowościPiotr Buszewski na powitanie wiosny
Strona 2 z 2
Od razu na początku widzimy nie istniejącego w tej operze trupa córki hrabiego Monterone, nie wiedzieć czemu zamordowanego zresztą w dalszej części przedstawienia. Stara, bogobojna Giovanna, opiekunka Gildy, w tej inscenizacji jest młodą, przekupną i rozpustną służącą Rigoletta. On sam paradujący przez wszystkie trzy akty bez garbu jako błazen książęcy, a przecież Rigoletto bez garbu, to nie Rigoletto. Magdalena, siostra bandyty Sparafucilla w tej inscenizacji to nie ponętna i sprzedajna ladacznica, a leciwy i kulfoniasty babon, za którego nie chwyciłby się żaden fatygant, nawet za dopłatą. Takich bezsensów było wiele, ale wszystkie przesłaniała światowej klasy obsada solistów z Danielem de Vicente (Rigoletto), Anastasją Zöhler (Gilda) i Piotrem Buszewskim (książę Mantui).
Nasz tenor śpiewał rewelacyjnie. Jego trwający tylko 6 minut pobyt na scenie w Rosenkavalierze (śpiewak włoski) został pokwitowany owacją publiczności podczas ukłonów solistów po każdym akcie, o co bezskutecznie upominam się w Polsce. Natomiast księciem Mantui zachwycił nas wszystkich; urodą głosu, bezproblemową techniką wokalną, zręcznością sceniczną i naturalnym aktorstwem, nie mówiąc już o urodzie sylwetki i młodzieńczym męskim wdzięku. Po spektaklu zaprosiliśmy go na lampkę wina do reprezentacyjnej sali hotelu Capri by Fraser, w którym mieszkaliśmy obok Opernhausu, aby jak najwięcej dowiedzieć się o jego aktualnych dokonaniach i planach na przyszłość. Okazał się atrakcyjnym, inteligentnym, interesującym rozmówcą, a nasze panie pod urokiem jego osobowości zafundowały sobie wspólne fotografie, co najmniej po kilka każda. W drodze powrotnej te same damy naciskały na dyr. Marzenę Jezierzańską, aby utworzyć fanklub Piotra Buszewskiego i organizować podróże operowe tam, gdzie w przyszłości będzie można go słuchać i oglądać. Pani dyrektor wcale się nie opierała…
Natomiast ja odnotowuję z satysfakcją – obok odkrycia gwiazdy Piotra Buszewskiego na powitanie tegorocznej wiosny – poranny koncert kameralny, na który wybraliśmy się do Domu Mendelssohna. Śpiewała młoda czeska sopranistka Olga Jelinkova (ta sama, która dwa dni wcześniej wystąpiła w Rosenkavalierze jako Zofia), na klarnecie grał Andreas Lehnert, a przy fortepianie zasiadł Christian Hornef. W programie były utwory dziewiętnastowiecznego kompozytora i klarnecisty włoskiego Ernesta Cavelliniego śpiewane i grane przez całą trójkę doprawdy wspaniale, co wzbogaciło nasze powitanie wiosny w gościnnym i przyjaznym Lipsku. Sławomir Pietras |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||