Snujący się dym jest znakiem oddalenia w czasie. Ale może też spowijać wojenny front. Na przykład oparami bojowych gazów. A zatem sygnalizuje śmierć, przypieczętowywaną wraz z praktykowanym niekiedy zdejmowaniem po niej maski. I Krzysztof Cybulski, będący częściowo personifikacją samego Bertolda Brechta, zdejmuje ją z twarzy na początku przedstawienia, a na koniec trzyma w ręce niczym Hamlet czaszkę Yoricka, bo jesteśmy przecież w teatrze.
A w trakcie przywdziewa charakterystyczny dla tego autora skórzany płaszcz, ale bez niemniej typowego kaszkietu, a również nieodłącznego cygara. Przywołuje też przypisywane twórcy teatru epickiego aforyzm odnośnie Powstania Berlińskiego 1953 roku (pierwszego wystąpienia robotniczego za żelazną kurtyną), że naród zawiódł rząd, a więc trzeba go będzie rozwiązać i wybrać nowy.
W swych utworach Brecht często nawiązywał do wojny (Matka Courage i jej dzieci), by przy tej okazji formułować wyraźnie pacyfistyczne przesłanie. Szczególne miejsce w jego sztukach zajmują lupanary i kobiety, zazwyczaj przedajne, zdradzieckie i wulgarne, ale także okazujące szlachetność i wielkoduszność, o wiele bardziej niż prominentne postacie ze świata kapitalistycznej gospodarki i polityki. Wszystko to daje znać o sobie w przedstawieniu Józefa Opalskiego pod prowokacyjnie brzmiącym tytułem Uczycie nas, jak suknie się podnosi op. 3, nr 6, a wchodzącą na widownię publiczność wita utworzona z dymów wspomniana poświata, pośród której siedzi mężczyzna w masce Brechta na twarzy. Tenże jest dziś twórcą do pewnego stopnia zapomnianym.
Rzadko się do niego powraca, zarówno w lekturze, jak i na scenie. Jednakże Józef Opalski jest reżyserem, który od 32 lat wytrwale go propaguje i po raz szósty powraca do jego songów z muzyką Kurta Weilla. Spektakl w teatrze KTO jest seansem, w którym demiurg Brecht przyzywa widma kobiet, na co wskazują ich blade, pokryte szminką twarze, oraz peruki ukształtowane na podobieństwo antycznych onkoi (dek. i kost. Aleksandra Reda).
Jest to w zasadzie przedstawienie zespołowe, ale w przypadku solowych songów nie sposób nie wspomnieć specjalnego udziału Bożeny Zawiślak-Dolny, od współpracy z którą w Sexualnym złu na scenie Teatru Stu zaczęła się przygoda Józefa Opalskiego z Brechtem i Weillem (razem jeszcze przygotowali Zagraj mi melodię z dawnych lat w Operze Śląskiej w Bytomiu, a bez niej powstały spektakle w teatrach dramatycznych w Katowicach i w Rzeszowie). Zgromadzone doświadczenie wokalne i sceniczne pozwala artystce skupić się na pogłębionej interpretacji, nadającej przekazowi niepowtarzalną siłę wyrazu. W jej ujęciu każde słowo, dźwięk czy pauza wydają się nieodzowne i pojawiać wtedy, kiedy nadchodzi właściwy dla nich czas i miejsce.

Towarzyszy jej ansambl trzech śpiewających aktorek: Anna Branny, Iwona Konieczkowska i Sylwia Chludzińska oraz zespół muzyczny pod kierunkiem Jacka Bylicy. Dramaturgią przedstawienia rządzi zasada kalejdoskopowości, skoro każdy song stanowi poniekąd zamkniętą historię, posiadającą własny rytm i zawierającą odrębne przesłanie. Finałowej Youkali towarzyszy natomiast feeria świetlnych efektów (ich reżyseria Katarzyny Smożewskiej) jak przystało na zwieńczenie muzycznego widowiska. Trzeba przejść przez ten dym, aby pokonać śmierć, której jednym z przejawów jest zapomnienie.
Lesław Czapliński