Przedstawienie zaczyna się śpiewem muezina, który budzi wiernych na modlitwę. Śpiewa po arabsku „Nie ma boga prócz Allaha, a Mahomet jest jego Prorokiem”. Jest jeszcze ciemno, ale za chwilę zobaczymy pierwsze kontury świata, o którym mało wiemy i się go boimy. Koniec przedstawienia jest odwrotnością początku. Niewielki chórek śpiewa po polsku – Już się zmierzcha, nadchodzi noc, poprośmy Boga o pomoc. To Wacława z Szamotuł, pełniącego ważne funkcje u króla Zygmunta Augusta, Modlitwa gdy dziatki spać idą. Początek i koniec zostały dodane do spektaklu pod tytułem Książę Niezłomny Narodowego Teatru Starego z Krakowa.
Większość wypowiadanego tekstu rzeczywiście pochodzi od Juliusza Słowackiego, ale różnych dodatków jest tyle, że powstaje rodzaj sałatki warzywnej, z której tworzy się kalejdoskop smaków. Na czoło wybijają się więc owe ingrediencje zmieniających trochę przesłanie wieszcza.
Twórcy uznali, że uzupełniając Słowackiego o aktualne treści można zadać odbiorcom pytanie, „jaki świat chcemy budować dalej: czy ten oparty na konflikcie i wojnie, na wiecznej walce interesów (religijnych czy państwowych), czy świat oparty na miłości i wzajemnym szacunku”. Oczywiście odpowiedzi nie ma, ale za to poza dosyć rozbudowaną konstrukcją spektaklu, wzbogaconą o różnorodną warstwę muzyczną i wizualną, mamy zestaw pikantnych albo obrazoburczych treści uwspółcześniających przekaz poetycki. Warto zatem skupić się na wspaniałych dodatkach, których dobór świadczy o poziomie całości.
Za muzykę odpowiadało kilku twórców. Na afiszu jest Karol Nepelski, świetnie wykształcony kompozytor, doktorant Krzysztofa Pendereckiego specjalizujący się w muzyce elektroakustycznej. Jego taśmy wnoszą w aurę przedstawienia paraindustrialne zgrzyty i szumy, ale są też zapewne, co ujawniła reżyserka Małgorzata Warsicka współpracująca często z Nepelskim, przetworzone elektronicznie dźwięki zebrane z Kosmosu, słyszalne zapisy widm planet i gwiazd.
Prócz tego za stronę muzyczną odpowiadała Oktawia Pączkowska, asystentka kompozytora, a dodatkowo stałym i żywym uczestnikiem przedstawień jest niewielki amatorski Chór w Kontakcie prowadzony przez wykształconego w tej samej uczelni Syryjczyka Wassima Ibrahima. Poza dyrygowaniem śpiewakami wirtuoz gry na arabskiej lutni wspomagany jest też przez egzotycznego perkusistę.
Powstaje z tego wykonywany na żywo podkład dźwiękowy towarzyszący strofom Słowackiego, jak i uzupełnieniom głównego dramaturga (scenarzysty Jarosława Murawskiego). Raz jest to mikrotonowa muzyka Orientu, raz są para-responsoryjne chrześcijańskie melodeklamacje wywodzące się z chorału gregoriańskiego. Wassim Ibrahim chwali to wschodnio-zachodnie połączenie upatrując w nim zapowiedzi globalnej zgody i pojednania. Trutu-tutu, ale miło jest trochę pomarzyć. Beethoven też w swej Dziewiątej kazał nam śpiewać „Alle Menschen werden Brüder”.
W sukurs muzykom przychodzi też autorka scenografii i ustawiania świateł Katarzyna Borkowska. Zasypuje scenę pomarańczowym piaskiem, buduje groty-zapadliny oraz opuszczany z sufitu ogromny świetlisto-lustrzany okrąg, mogący symbolizować świat, sferę niebieską albo inne Uniwersum. Piasek zaś to synonim gleby, martwej lub ożywionej ludzkimi ruchami, sypanej wrogom w oczy, lub sobie na podściółkę.

Tak czy inaczej mamy pretensję do Boga, że obojętnie spogląda na wszystkie okrucieństwa, choć w zakończeniu zwracamy się w pokornej modlitwie o pomoc. Książę niezłomny, czy jak krowa nie zmieniający poglądów, czy też dojrzalszy, bo dostrzegający liczne ludzkie i boskie błędy, na koniec umiera, a my zostajemy z tym wciąż nierozwiązanym egzystencjalnym dylematem – być czy nie być.

Festiwal w Rzeszowie zafundował publiczności prawdziwą gratkę. Po przedstawieniu nie można wyjść obojętnie, zmusza ono widzów do przemyśleń, postawienia sobie wielu pytań o nasze współczesne życie. Rozbudowaną warstwę dźwiękową przedstawienia jeszcze ubogaca kontrast słuchowy w podawaniu tekstu Słowackiego przez dwójkę wybitnych aktorów starszego pokolenia: Annę Polony i Edwarda Lubaszenkę, i sposób interpretacji dzieła przez młodsze pokolenie aktorów – inny, uplastyczniający warstwę poetycką.
Joanna Tumiłowicz z Festiwalu Arcydzieł w Rzeszowie