Rozmowa Joanny Tumiłowicz z Tomaszem Pawłowskim,
pianistą, kameralistą zaangażowanym w Antonina Campi Opera Masterclass
Jak scharakteryzowałby Pan różnicę między współpracą ze śpiewakiem i instrumentalistą.
– Różnica jest, choć dosyć subtelna. Na przykład oddech śpiewaka i muzyka grającego na instrumencie dętym jest dość podobny, ale różnica polega na tym, że śpiewak wypowiada słowa i dźwięk jego głosu pojawia się dopiero na samogłosce, po wyartykułowaniu spółgłoski, a np. u klarnecisty i smyczkowca dźwięk instrumentu pojawia się nieco prędzej. I w końcu najważniejsze jest wspólne frazowanie.

Mówiąc o śpiewakach, którzy podają także tekst libretta w ariach i pieśniach – czy uważa się Pan za współtwórcę, a więc kreatora artystycznej całości, czy tylko współwykonawcę i akompaniatora.
– Z jednej strony staram się grać tak samo precyzyjnie i zgodnie z partyturą niezależnie od tego czy wykonujemy arie operowe, czy pieśni. Jednak ponieważ wykonywałem partię fortepianu do wielu pieśni uważam, że właśnie tam moja rola była bardziej kreatywna. W przypadku arii operowych realizuję zapis dźwiękowy w postaci wyciągu fortepianowego, który nie zawsze daje pojęcie jak się to układa gdy gra prawdziwa orkiestra, ile i jakie są tam instrumenty. Wcześniej słucham nagrań danego utworu z orkiestrą i gdy siadam do fortepianu niekiedy by pomóc śpiewakowi rozbudowuję to co jest zawarte w nutach wyciągu, aby zbliżyć się bardziej do partii orkiestrowej.
Zdarza się więc, że wyciągi fortepianowe są tylko niedoskonałą namiastką dzieła muzycznego.
– Ale zdarzają się i sytuacje inne, gdy sam kompozytor, np. Ryszard Strauss czy Gustaw Mahler przygotowali dwie wersje swego utworu na głos, wersję z orkiestrą i wersję z fortepianem. Często wersja fortepianowa jest wtedy bardzo trudna, wirtuozowska, ale w pełni kompetentna, lepiej oddaje muzykę, jej znaczenie i wyraz.
Przyjrzyjmy się sytuacji, gdy ma Pan do czynienia z początkującym śpiewakiem, albo takim, który jeszcze nie do końca opanował wykonywany utwór. Czy podporządkowuje się Pan do jego możliwości w danej chwili, czy stara się pomóc w uzyskaniu pełniejszego efektu artystycznego?
– To się od razu daje zauważyć, czy z danym artystą można swobodnie pomuzykować, czy najpierw należy skupić się na samym wykonaniu utworu i swoboda w korzystaniu ze środków wyrazu artystycznego jest jeszcze ograniczona.

Bowiem śpiewak nie umie np. zaśpiewać całej frazy na jednym oddechu, siłuje się z wysokimi tonami itp.?
– To są dosyć typowe trudności, które młody, początkujący artysta musi pokonać. Gdy brak mu praktyki scenicznej w związku z tym ja też nie mogę sobie pozwolić na wszystko, czego wymagałby kompozytor. Dla przykładu utwory Giacomo Pucciniego stawiające poważne wymagania i nie wszystko jest do realizacji przy pierwszej próbie. Robię wówczas uwagi wykonawcze, także odnoszące się do techniki wokalnej. Zachęcam też artystę by nagrał swój śpiew w takiej wstępnej wersji, bo to pomaga zrozumieć czego jeszcze w wykonaniu brakuje. Ja sam też nagrywam dla własnych celów partię fortepianu w trudniejszych utworach. To pozwala na spokojnie zrozumieć tę muzykę. poznać jej formę, emocjonalność. Wspomniałem o pieśniach ale i utworach kameralnych, które bardzo lubię, np. Johannesa Brahmsa, Mahlera, Straussa, Hugo Wolfa i innych.
Co daje Panu więcej satysfakcji, czy występowanie na scenie, czy praca pedagogiczna na uczelni?
– Jedno i drugie. Jeszcze parę lat temu uważałem, że prawdziwą satysfakcję daje występ na koncercie, a teraz zakosztowałem też w pracy z młodzieżą muzyczną.
Zapytam jeszcze o Pańską pracę przy realizacji spektakli teatralnych. Na czym ona polegała?
– Współpracowałem przy tworzeniu przedstawienia Wieczór Trzech Króli w Teatrze Narodowym. Muzykę napisał znany kompozytor Jan Duszyński, który przy realizacji spektaklu nie zawsze był obecny. Trzeba więc było całą oprawę muzyczną przygotować. Grałem na fortepianie, ale była jeszcze wiolonczela, flet, kontrabas, no i aktorzy, nierzadko nie mający przygotowania muzycznego, a też mieli sporo do zaśpiewania. Uczyłem więc także aktorów ich partii. Spektakl wciąż jest w repertuarze teatru i trwa 3 godziny, a półtorej zajmują partie śpiewane. Uzgadniałem telefonicznie z kompozytorem i wykonawcami pewne drobne zmiany, by muzyka była przystępniejsza do wykonania przez aktorów.
Widać, że współpraca z artystami, którzy nie są zawodowymi muzykami też dała Panu sporo satysfakcji.
– Tak. I wiele się przy okazji nauczyłem, Nawiązałem ciekawe kontakty z aktorami, którzy też służyli mi swoją pomocą. Np. dobrze wspominam rozmowy z Jerzym Radziwiłowiczem na temat sztuki, muzyki, języka w poezji i muzyce.
Dziękuję za rozmowę