Przegląd nowości

Póki co, należy bywać w Janowie

Opublikowano: poniedziałek, 07, sierpień 2023 06:59

Znalazłem się wśród pól i lasów pomorskich, otoczony kwiatami i niezwykle trafnie dobranymi ludźmi, tworzącymi zgrupowanie nazwane Wioska artystyczna – Janowo. Na stałe liczy ona tylko czworo mieszkańców (!). Leży 7 km. od brzegu Bałtyku i można się do niej dostać tylko samochodem, rowerem, na miotle, lub – jeśli ktoś lubi i może – piechotą z Rewala, Niechorza, lub Trzęsacza.

 

Powiedzieć, że to czarowna kraina – to mało! Przed sześciu laty odkrył ją prezes Mirosław Kuliś – właściciel „Angory”, puścił w ruch swą wybujałą wyobraźnię i krok po kroku wykreował letnie zjawisko artystyczne, które powinno się rozmnożyć po całym kraju. Tylko skąd wziąć równych Mirosławowi Kulisiowi kreatorów kultury: przedsiębiorczych, odważnych do granic ryzyka, pomysłowych i znajdujących porozumienie z artystycznie skrajnie różnorodnymi partnerami.

 

To też w Janowie spotykamy Kamila Retkiewicza, zręcznie koordynującego działalność poszczególnych agent wioski oraz Joanne Moszyńską-Kowal, mającą do powiedzenia ostatnie słowo we wspólnej kuchni. Jest ona prowadzona poniekąd na zasadzie komuny. Uczestnicy wrzucają do słoja z napisem „na wyżywienie” 20 zł. dziennie od osoby, a zakupione produkty pozostają do dyspozycji członków „sekty” od rana do wieczora, umieszczone w lodówce lub na kuchennych stołach. Dania obiadowe serwowane są późnym popołudniem, przygotowane kolejno przez mieszkańców według ustalonego grafiku. Późne śniadania i obiady wynikają z przedłużających się nocnych debat po spektaklach, najpierw z udziałem przybyszów z nadmorskich okolic, a potem już tylko w gronie lokatorów wioski.

 

W sąsiadującej z salą widowiskową Galerii wiszą obrazy, stoją zabytkowe meble i oryginalny bufet, w którym własne wypieki (doskonałe!!) sprzedaje 17-letni Eryk Kowal, a towarzyszy mu 18-letnia wolontariuszka Marysia Kowalska, oboje z Łodzi, jeszcze przed maturą. Wszystko to czynne jest od południa, a każdego wieczora dokładnie o godz. 20:15 dźwięk ręcznego dzwonka obwieszcza początek kolejnego spektaklu i należy czym prędzej zajmować miejsca na widowni dobrze wyposażonej w sprzęt oświetleniowy i akustyczny (zarządza tym po mistrzowsku Grzegorz Stępień), która może pomieścić nawet 200 widzów, gdy zajdzie taka potrzeba.

 

Nie było takiej podczas moich pierwszych wieczorów rozpoczynających cykl „Wielcy Polacy’’, którym przed laty zdołałem zainteresować mieszkańców i kuracjuszy mojego Lądka-Zdroju. Mówię mojego, bo jestem jego obywatelem honorowym, ambasadorem i inicjatorem Lądeckiego Lata Baletowego. Mimo to zmieniający się jak pogoda w górach miejscowi działacze zlikwidowali ten mój kilkunastoletni cykl, w którym zaprezentowałem aż 107 największych postaci w naszych dziejach, czyniąc to comiesięcznie w przepięknym zabytkowym Domu Zdrojowym „Wojciech”, każdorazowo ledwo pomieszczającym zasłuchanych widzów.


Chciałbym aby odtąd tak było w Wiosce artystycznej Janowo, gdzie prezes Kuliś wybrał na początek z mojego repertuaru Jana Kiepurę i Jana Pawła II, a w perspektywie będą to kolejno najwybitniejsze nasze narodowe postacie z dziedziny polityki, nauki, kultury i sztuki. Cykl „Wielcy Polacy” stanowi nowum w programie Janowa, dotychczas prezentującego spektakle, monodramy, recitale i programy kabaretowe. Będę więc zabiegał wszelkimi sposobami, aby zainteresować szeroką publiczność zarówno tematyką, jak i prezentacją najwybitniejszych postaci naszej historii w formie swobodnej narracji.

 

Tymczasem uczestniczyłem w fantastycznym spektaklu – IMPRO Shoty! W wykonaniu Sceny Impro Teatru Nowego w Łodzi. Jego ekipa w składzie Michał Kruk, Konrad Michalak, Jolanta Jackowska, Kamila Salwerowicz i Antoni Włosowicz (nie tylko aktor, ale świetny pianista-ilustrator ) zaprezentowała całowieczorową, karkołomną i zachwycającą improwizacje, otrzymując owacje na stojąco.

 

Tak samo widzowie potraktowali wybitnego aktora Adama Ferencego po spektaklu Dziennik przebudzenia na motywach prozy Jerzego Pilcha. Ferency wystąpił w towarzystwie Joanny Kosierkiewicz, a potem ciekawie rozprawiał o swej pracy i odpowiadał na liczne pytania publiczności.

 

Wśród licznych gości Janowa spotkałem Marka Wojciechowskiego, który przed kilku laty zakładając wioskę zamontował szereg urządzeń, obiektów i wnętrz podnoszących standard i urodę tego miejsca. Barwnymi opowiadaniami bawił mnie sędziwy krakowianin Piotr Dziuba mieszkający tu od ponad 30. lat i w swoisty sposób nadzorujący tę czarowną okolicę. Jego sensacyjny życiorys mógłby być scenariuszem niezwykłego filmu, bo jako malarz, marszand, a w młodości bokser i awanturnik przeżył wiele, łącznie z małżeństwem z Ewą Demarczyk.

 

Przyjechali również popularni autorzy tygodnika Angora Tomasz Gawiński (Szukamy ciągu dalszego) i Maciej Woldan (Za kierownicą), a oczekiwana jest po powrocie z Alaski Agnieszka Pacho, która odgrywa tu pierwsze skrzypce, wszystko projektuje, nadzoruje i wymyśla.

 

Na pustkowiu rozpoczynało swój żywot i późniejszą karierę wiele słynnych obiektów i miejsc kulturalnych atrakcji. Oczami duszy widzę wokół Janowa przyszłe pensjonaty, kasyna, sale widowiskowe i kuszące urządzenia. Ale wtedy nie będzie już tego uroku, intymności i rozkoszowania się słowami, dźwiękiem, ruchem i towarzyskimi kontaktami. Dlatego – póki co – należy bywać w wakacyjnej Wiosce artystycznej – Janowo.

                                                                             Sławomir Pietras