Przegląd nowości

Evviva l'arte!: Prolog i Akt zasadniczy

Opublikowano: poniedziałek, 27, marzec 2023 18:56

W piątek 24 marca w Filharmonii Krakowskiej prologiem były dwa utwory wokalno-instrumentalne Johannesa Brahmsa. Zostały wykonane w kolejności opusowej, choć osobiście wolałbym jej odwrócenie, by Rapsodia na alt pojawiła się w miejscu zwyczajowo zarezerwowanym dla utworu solowego.

 

Filharmonia Krakowska 231

 

Pieśń przeznaczenia op. 54 do słów Friedricha Hölderlina stanowiłaby odpowiednie wprowadzenie, zwłaszcza że Antoni Wit umiejętnie wyważył relacje pomiędzy ustępami natury kontemplacyjnej a bardziej dramatycznymi kulminacjami, zachowując jednak umiar jak przystało na zdecydowanie akademicki rys muzyki tego kompozytora. Moją uwagę zwróciło zwłaszcza wyrównane brzmienie smyczków w umiarkowanej dynamice, odznaczające się znaczną śpiewnością. W Rapsodii „Zimowa podróż w góry Harzu” op. 53 do tekstu Johanna Wolfganga Goethego znaczna rola przypada solowemu altowi. Ewa Marciniec, posiadająca mocny i nośny głos, w pierwszej zwrotce najwyraźniej nadużywała dynamiki, w związku z czym w górze skali pojawiały się pewne przebarwienia.


Dopiero w drugiej, przy słowach Ach, wer heilet die Schmerzen sięgnęła po subtelniejsze środki wyrazu, w tym artykulacyjne, polegające na delikatnej intonacji stopniowo rozszerzanej i wzmacnianej. Aktem zasadniczym tego wieczora, do którego pierwsza część stanowiła zaledwie przygotowanie, była I Symfonia E-dur op. 26 Aleksandra Skriabina, w której finale chór głosi „chwałę sztuki, chwałę na wieki”. Jej wykonanie pod Antonim Witem w pełni zasługuje na miano kreacji.

 

Filharmonia Krakowska 232

 

Kapelmistrz wydobył cały potencjał artystyczny drzemiący w krakowskich filharmonikach, który w pełni ujawnia się, gdy muzyków konfrontuje się z ambitnym przedsięwzięciem stawiającym nowe wyzwania. Skriabin, wzorem Beethovena, Mendelssohna i Mahlera, przekracza tradycyjnie ukształtowany czteroczęściowy i czysto instrumentalny cykl symfoniczny, rozbudowując go do sześciu ogniw, z hymnicznym zakończeniem, do którego tekst o dekadenckiej wymowie sam ułożył.

 

Filharmonia Krakowska 233

 

Lento jest rozbudowanym do odrębnej części powolnym wstępem z wypracowanego przez Haydna wzorca formy symfonicznej, tyle że wypełnionym inną substancją dźwiękową, przeciwstawiającą sobie porządki diatoniczny i chromatyczny. Allegro drammatico zgodnie z określeniem posiada burzliwy przebieg i zachowuje zgodność z zasadami sonatowej budowy. Uspokojenie przynosi kolejne Lento pieśniowej natury, po którym następuje Scherzo w tempie Vivace z interesującymi efektami artykulacyjnymi i wyrafinowanym kolorystycznie triem z pikuliną i orkiestrowymi dzwonkami po środku. Finałowe Allegro domyka formę sonatową, którą zwieńcza kantatowe Andante z chórem i solistami (altem i tenorem).


Przyznam się szczerze, że w tym względzie przyznaję rację Nikołajowi Rimskiemu Korsakowowi, Aleksandrowi Głazunowowi i Anatolijowi Liadowowi, którzy nie zakwalifikowali tego zakończenia do wydania i prawykonania, i słyszałbym je raczej jako odrębny opus posiadające własny żywot koncertowy. Skriabin w tym dziele w znacznej mierze korzysta z Wagnerowskiej harmoniki i orkiestracji wzbogaconej o dokonania rosyjskiej szkoły instrumentacji.

 

Filharmonia Krakowska 234

 

Wszystkie te cechy zaznaczył w swojej interpretacji Antoni Wit, a orkiestra w pełni podążała za jego odczytaniem, imponując potęgą wyrównanego brzmienia, zachowującego idealne proporcje pomiędzy poszczególnymi sekcjami. Mocną podstawę stanowił kwintet smyczkowy operujący dźwiękiem głęboko osadzonym w instrumentach, przy czym dało się wyłowić szlachetny, ciemny ton wiolonczel oraz solowych partii skrzypiec.

 

Filharmonia Krakowska 235

 

Dodatkowego oparcia dostarczała doskonale dysponowana blacha, z precyzyjnymi odzywkami rogów, a kiedy indziej idealnie zestrojonymi puzonami i tubą. Na tak zaznaczonym tle pojawiały się z kolei krótkie sola fletów czy oboju. Może jedynie w obydwu ogniwach oznaczonych jako allegra zdjąłbym nieco dynamiki z zeli. Z dwojga solistów bardziej przypadł mi do gustu Rafał Bartmiński śpiewający z dużą pewnością emisyjną i tembrem dostosowanym do stylu tej muzyki. Co prawda to jeszcze nie Skriabin ekstatyczny, ale na pewno daleki od akademizmu. Antoni Wit, odznaczający się fenomenalną i niezawodną pamięcią muzyczną, poprowadził cały koncert obywając się bez partytury, a symfonia spotkała się z długo nie milknącym aplauzem publiczności.

                                                                            Lesław Czapliński