Przegląd nowości

„Maria Stuarda” Donizettiego w Grand Théâtre de Genève

Opublikowano: piątek, 30, grudzień 2022 17:48

Grand Théâtre de Genève realizuje cenną i jak na dzisiejsze kryzysowe czasy dość śmiałą inicjatywę zaprezentowania na przestrzeni trzech lat operowej trylogii Gaetano Donizettiego, zbudowanej wokół historii angielskiej dynastii Tudorów. I tak w minionym roku wystawiono już Annę Bolenę, w przyszłym sezonie zaplanowano przygotowanie Roberto Devereux, zaś obecnie publiczność ma okazję obejrzeć na tej scenie drugą część wspomnianego cyklu, którą jest Maria Stuarda.

 

Maria Stuarda,Genewa 1

 

Niezależnie od kontekstu historycznego, w jakich osadzone są owe trzy dzieła, nie należy doszukiwać się w nich wierności realiom. Jeśli bowiem Donizetti i jego librecista Giuseppe Bardari niezwykle swobodnie traktowali autentyczność opisywanych w Marii Stuardzie wydarzeń, to dlatego, iż ich najważniejszym celem bylo stworzenie pięknej muzyki do libretta skoncentrowanego na miłosnym dramacie prowadzącej do śmierci zazdrości. Warto przypomnieć, że tytułowa bohaterka rzeczywiście spiskowała przeciwko królowej Elżbiecie I z zamiarem przejęcia od niej korony, za co została uwięziona i ostatecznie stracona. 

 

Maria Stuarda,Genewa 2

 

Librecista wzbogacił jednak tę prawdziwą historię o fikcyjny wątek miłosny, wprowadzając postać hrabiego Leicestera, kochanka knującej zdrajczyni i zarazem obiekt namiętnego uczucia królowej. I to właśnie bezlitosna konfrontacja pomiędzy tymi kobietami stała się dla Donizettiego pretekstem do skomponowania porywających nas popisów wokalnych ucieleśniających je śpiewaczek. Wszakże w swojej przygotowanej dla teatru w Genewie inscenizacji reżyserka Mariame Clément przedstawia obie królowe nie tyle jako rywalki, co raczej jako postaci zabiegające o budowanie swojego publicznego wizerunku, diametralnie się od siebie różniące, a przecież zarazem nawzajem uzupełniające. 


Chodzi tutaj zatem o odmienne oblicza kreowania obrazu władzy, przejawiające się też na płaszczyźnie sposobu bycia i ubierania. Elżbieta jest jeszcze w trakcie poszukiwania własnego stylu, a tymczasem obiera sobie za wzór swojego ojca, czyli Henryka VIII, którego sylwetka pojawi się na moment na scenie. Reżyserka pokazuje ją w jakimś biurze, którego wystrój (stół ze współczesnym telefonem) kontrastuje z ogólną estetyką scenografii Julii Hansen. To biuro symbolizuje jednocześnie przestrzeń realną i mentalną, sygnalizuje też, że Elżbieta pozostaje w tym samym czasie w środku historii i poza nią.

 

Maria Stuarda,Genewa 6

 

Fakt, że - jako się rzekło - naśladuje ojca znajduje odzwierciedlenie w jej wyglądzie, przyciągającym wzrok krótko ostrzyżonymi włosami czy męskimi spodniami. Widać, że w tym przypominającym rodzaj zbroi stroju nie czuje się swobodnie i naturalnie. W ujęciu Clément Elżbieta jawi się jednak także jako kobieta opanowana trudną do powstrzymania żądzą cielesną, manifestującą się na przykład w scenie intymnego zbliżenia z Leicesterem.

 

Maria Stuarda,Genewa 4

  

Co ciekawe, Maria Stuarda zostaje nam najpierw pokazana jako osoba widziana oczami Elżbiety, będąca jakby ucieleśnieniem jej własnych kompleksów, fantazmów i braków w zakresie kobiecości, zmysłowości, macierzyństwa i naturalnej elegancji. To dlatego Maria pojawia się w środku wypełniającego przestrzeń i zanurzonego w tajemniczej poświacie (reżyseria świateł Ulrik Gad) lasu, pozostając w pełnej harmonii z otaczającą ją idylliczną i emanującą spokojem przyrodą. Następnie Mariame Clément oddala się od punktu widzenia Elżbiety i uświadamia nam, że Maria wykorzystuje przyrodę do kreowania swego wizerunku, próbując się pokazać jako osoba skromna i zupełnie niezainteresowana zdobyciem władzy. 


O ten wymyślony przez samą siebie pozytywny i wzbudzający współczucie - chociaż fałszywy - wizerunek niewinnej ofiary i męczennicy dba nawet w scenie śmierci, filmowanej na jej życzenie przez dwóch kręcących się po scenie kamerzystów.  W swojej wizji reżyserka mniej uwagi poświęca postaciom męskim, z jednym wszakże wyjątkiem, dotyczącym Leicestera. Wbrew jego dość banalnemu portretowi, nakreślonemu w libretcie, w omawianej inscenizacji staje się on rodzajem pewnego siebie utrzymanka, ryzykującego popadnięcie w niełaskę, ale zarazem świadomego siły swego erotycznego oddziaływania na Elżbietę.

 

Maria Stuarda,Genewa 5

 

Wyraźnie owej siły nadużywa i testuje granicę, której nie powinien już przekraczać. Widać też, że rola faworyta przestaje mu odpowiadać i dlatego zwraca się w stronę Marii, która może mu pomóc odnaleźć sens życia. W omawianej operze Donizettiego walka o władzę zostaje sprowadzona do miłosnych intryg, ale Clément stara się w swojej inscenizacji wykazać, że obie te sfery nieustannie się przenikają.

 

Maria Stuarda,Genewa 3

 

Nie brakuje tutaj zatem ciekawych tropów interpretacyjnych (jak choćby wyreżyserowanie przez Marię sceny swojej egzekucji), ale nie są one zawsze konsekwentnie rozwijane. W dodatku ich często niepotrzebne zagmatwanie nie ułatwia widzowi odczytania intencji inscenizatorki. Poważne wątpliwości budzi też poziom muzyczny nowej realizacji, począwszy od zdecydowanie nietrafionej obsady wykonawczej.  Jeśli nawet bowiem kreująca tytułową rolę francuska mezzosopranistka Stéphanie d’Oustrac wzbudza uznanie scenicznym zaangażowaniem i wzorową artykulacją, to już sama partia Marii nastręcza jej poważne trudności. 


Brak precyzji i plastyczności w wokalizach, jakby uwięziony i bezbarwnie brzmiący głos, krótki oddech i pozbawiona swobody góra skali oraz liczne nieczystości w zakresie intonacji przynoszą duże rozczarowanie. Wielka to szkoda, albowiem w repertuarze barokowym artystka ta jest niekwestionowaną i jasno świecącą gwiazdą. Poważne zastrzeżenia budzi też występ w roli Elżbiety francusko-duńskiej sopranistki Elsy Dresig, pozbawionej scenicznej osobowości oraz irytującej brakiem jakiejkolwiek próby niuansowania kolejnych fraz.


Maria Stuarda,Genewa 8

 

Wydaje się, że obie artystki mają duże problemy z odnalezieniem się w nie dla wszystkich śpiewaków dostępnej estetyce stylu belcanto. Nieco lepiej sobie w tym zakresie radzi ucieleśniający Leicestera Edgardo Rocha, nawet jeśli jego ujmującemu atrakcyjną barwą tenorowi brakuje nieraz odpowiedniej mocy.

 

Maria Stuarda,Genewa 7

 

W tym kontekście paradoksalnie najlepiej wypadają wykonawcy ról drugoplanowych: Simone Savio (Cecil), Nicolas Ulivieri (Talbot) i Ena Pongrac (Anna). Tradycyjnie już świetnie prezentuje się spójnie, gęsto i soczyście brzmiący chór. Niestety nie można powiedzieć tego samego o Orchestre de la Suisse Romande. Pod batutą młodego dyrygenta Andrea Sanguinetiego brzmi ona nieprzyjemnie płasko, bez tak bardzo tu oczekiwanego wigoru i pod względem technicznym wyjątkowo nieprecyzyjnie. Trudno w tej „pustej” grze dostrzec jakikolwiek zamysł interpretacyjny, zarys idei muzycznych czy chęć wspierania na ogół pozostawionych samym sobie solistów. Doprawdy trudno wpisać tę realizację na listę sukcesów, do których genewska placówka od tak wielu lat zdążyła już przyzwyczaić swoją wierną publiczność.

                                                                             Leszek Bernat