Koncert podszyty entuzjazmem

Opublikowano: poniedziałek, 08, marzec 2021 10:09
Pietras Sławomir

Poznańska Akademia Muzyczna zaprosiła na koncert symfoniczny w wykonaniu własnej orkiestry, grającej na filharmonicznym poziomie europejskim, z solistami będącymi profesorami tej Uczelni. Taka w Poznaniu jest tradycja. Niegdyś, nie przerywając kariery mieli tutaj swe klasy śpiewu Antonina Kawecka, Irena Winiarska, Krystyna Pakulska, Stanisław Romański, Albin Fechner, Henryk Łukaszek, że wspomnę tylko najwybitniejszych.

 

Teraz finalizując swój bogaty dorobek wokalny młodzieńczą arię AchPerfido Ludwiga van Beethovena zaśpiewała Barbara Kubiak. Po przedwojennych poznańskich gwiazdach operowych Irenie Cywińskiej, Marii Bojar-Przemienieckiej, Stani Zawadzkiej, a powojennych Antoninie Kaweckiej, Alicji Dankowskiej i Krystynie Kujawińskiej jest to jedyny sopran dramatyczny, który dzieło to wykonuje po mistrzowsku, imponując w piano i zachwycając w forte swego pięknego głosu. Zaśpiewanie Ach ! Perfido tak doskonale, stanowiło wręcz artystyczny obowiązek tej wybitnej śpiewaczki i obiecującego pedagoga. Wywiązała się z tego imponująco.

 

Cztery sonety miłosne Tadeusza Bairda wykonał Jarosław Bręk. Zaśpiewał doskonale, kontynuując interpretacje tego dzieła po legendarnych już kreacjach Andrzeja Hiolskiego i Jerzego Artysza (nota bene profesora i artystycznego mentora Bręka). Ale uczeń Mistrza, sam zresztą podejmujący działalność pedagogiczną, dołożył do świetności wykonania tego utworu piękne brzmienie swego basowo-barytonowego głosu. Sobie samemu mam za złe, że nie skłoniłem tego wspaniałego śpiewaka do podjęcia repertuaru operowego na scenie poznańskiego Teatru Wielkiego, kiedy mogłem i miałem na to wpływ. Próbowałem, ale wówczas bez skutku. Ciekawe, czy teraz chociaż w tej kwestii znajdą się kontynuatorzy mojego zaniedbania.

 

Słowo o muzyce wygłosił prorektor Uczelni dr hab. Mikołaj Rykowski. Zrobił to kompetentnie, konkretnie, w sposób zwarty i klarowny, dając przykład dobrego muzycznego komentarza na poziomie uniwersyteckim.

 

Mój entuzjazm tonowała nieobecność (poza Jakubem Chrenowiczem) licznych pedagogów dyrygentury, których zatrudnia poznańska Akademia. Postuluję, aby wpisać im w zakresy obowiązków dawanie przykładu studiującej młodzieży swą obecnością, zwłaszcza gdy zjawia się przy pulpicie dyrygenckim kilkakrotnie doskonalszy od nich mistrz batuty.


Koncertem dyrygował Antoni Wit, jeden z najwybitniejszych polskich dyrygentów przełomu XX i XXI wieku. Jego interpretacja VII Symfonii Ludwiga van Beethovena zostanie zapamiętana w Poznaniu jako przedsięwzięcie porywające, jednoczące mistrzostwo dyrygenta z talentami i umiejętnościami grającej młodzieży.

 

Słuchając tego wykonania myślałem o ciągłości polskiej tradycji wykonawczej w dziedzinie symfoniki. Na początku ubiegłego stulecia Walerian Bierdiajew ukończył w Lipsku studia dyrygenckie u Artura Nikischa, który wpoił mu kult do klasycznej symfoniki. W latach pięćdziesiątych w Poznaniu ulubionym studentem Bierdiajewa był Henryk Czyż, wybitny interpretator – zwłaszcza w młodości – beethovenowskiego repertuaru.

 

Na początku lat sześćdziesiątych rozpoczynałem na Uniwersytecie Jagiellońskim studia prawnicze, spotykając co piątek w krakowskiej Filharmonii tego samego kolegę z roku. Sądząc, że mam do czynienia z bratnią duszą, zagadnąłem go kiedyś: – Popatrz, z całego roku prawniczego tylko my dwaj chodzimy co tydzień do Filharmonii. – Nie wiem jak ty – odparł, ale ja studiuje dyrygenturę u Henryka Czyża i dlatego spotykamy się tu tak często. Był to Antoni Wit. Stał się pierwszym absolwentem dyrygentury, któremu Henryk Czyż podpisał dyplom. Po wielu latach zadzwonił do mnie już jako profesor dyrygentury po wspaniałym okresie kierowania Filharmonią Narodową, rekomendując talent i umiejętności swej pierwszej absolwentki Agnieszki Nagórki. Natychmiast ją zaangażowałem, czego do dziś nie żałuję. Dziwię się jednak, że nie spotkałem jej na tym niezwykłym koncercie.

 

Akademicki koncert symfoniczny pod batutą Antoniego Wita przy obecności entuzjastycznej, zasłuchanej i rzęsiście oklaskującej mistrza batuty i śpiewających pedagogów publiczności dał odpowiedź na pytanie, czy w Poznaniu potrzebna jest budowa nowego gmachu Filharmonii. Słynąca w całej Europie z doskonałej akustyki Aula Uniwersytecka, którą uwielbia i uwielbiało szereg pokoleń poznańskich melomanów, Aula Nova Akademii Muzycznej, gdzie tak wspaniale zabrzmiał omawiany koncert, Aula Artis w Collegium Da Vinci mająca nieco ponad 500 miejsc (a więc tyle , ile potrzeba dla kompletu poznańskich melomanów) – oto miejsca w których muzyka, jej wykonawcy i słuchacze czują się doprawdy doskonale.

 

Natomiast najpilniejszą potrzebą jest budowa w Poznaniu nowego gmachu Teatru Muzycznego, o czym jeszcze nieraz będę pisał i wypowiadał się publicznie w trosce o losy muzyki nad Wartą.

                                                                   Sławomir Pietras