

































Galeria
Wydarzenia |
Szukaj w Maestro |
||
|
|
|
||
Ręce opadają…
Strona 2 z 2
Używanych w celach prześmiewczych chrześcijańskich symboli religijnych było znacznie więcej, jak choćby „aureole” nad głowami chórzystów, czy ubiory zakonnic, w które odziano śpiewaczki. Na te praktyki zwracali już wielokrotnie uwagę widzowie i publicyści, ale widocznie dyrekcja Teatru Wielkiego czeka, aż zajmie się tym poznańska Kuria Archidiecezjalna, Episkopat, a może nawet Watykan.
Między widzami błądzącymi po płaszczyźnie, na której zwykle mają miejsce rozgrywki sportowe biegali młodzi ludzie, nazywani tu – nie wiedzieć czemu – aktorami, trzymając w dłoniach napisy, których zapamiętałem kilka: bluźnierca, szajbus, poroniona, radykał, egoistka, homo, feministka. Potem jeszcze dużo się działo: pochody, przemarsze, korowody, Dominik Sutowicz jeżdżący na autentycznej armacie w mundurze polskiego oficera z sowieckimi medalami i balet na jakimś festynie, następnie umoczony w zainstalowanym basenie. Wszystko to w imię „nowego odczytania” tragedii Casymire’a Delavigne’a o walce braminów z pariasami z librettem Jana Chęcińskiego, nad którą Stanisław Moniuszko pochylał się już w 17. roku życia, a pracę zakończył 3 lata przed śmiercią.
Były wszak również pozytywy tego pandemonium, czczącego 200-lecie urodzin patrona Teatru Wielkiego w Poznaniu. Widowisko to zaprezentowano tylko dwukrotnie i już więcej go nie będzie. Na każdym spektaklu zgromadzono niewiele ponad 300 osób, więc kompromitacja i wstyd mają zakres ograniczony. Natomiast poniesione koszty mogłyby wystarczyć na kilka nowych produkcji w przyszłym sezonie. Niestety Gmach pod Pegazem idzie właśnie na 2 lata do remontu. Nie daj Boże, aby podążając za ciosem nie „odkryto na nowo” Aidy na Malcie, Latającego Holendra w basenie przy ul. Chwiałkowskiego, Madame Butterfly w antykwariacie na Gwarnej czy Cossi fan tutte wprost w szaletach miejskich.
Za nim ręce do końca opadną, należy z szacunkiem przeprosić cienie Stanisława Moniuszki w 200-lecie urodzin ojca polskiej opery narodowej, Marię Mokrzycką – wielką odtwórczynię partii Neali z przed ubiegłego stulecia, Jerzego Gardę – najwybitniejszego Dżaresa w historii realizacji Parii, Włodzimierza Ormickiego, który tę piękną operę przywrócił po wojnie do naszego repertuaru, oraz Krystynę Jamroz i Janinę Rozelównę, dwie fascynujące poznańskie Neale z poprzedniej realizacji.
Niech spoczywają w spokoju, nie oglądając tego, co dzieje się dzisiaj w ich niegdysiejszym, wspaniałym Teatrze.
Sławomir Pietras |
|||
|
Maestro jest tytułem jakim honoruje się najwybitniejszych muzyków wirtuozów dyrygentów śpiewaków i nauczycieli. Właśnie im oraz podążającym za ich przykładem artystom poświęcona jest ta strona |
|||
| 2006 Copyright © Wiesław Sornat (R) All rights reserved MULTART | |||