Atak na nieboszczyka

Opublikowano: poniedziałek, 15, luty 2016 07:53
Pietras Sławomir

Trzeba uważać, co się opowiada zgłaszającym się młodym talentom dziennikarskim, chcącym napisać coś do czytania o zgasłej właśnie gwieździe. W tym wypadku chodzi o Bogusława Kaczyńskiego. Taki właśnie tytuł „Zawsze chciał być gwiazdą” dał swemu artykułowi w Newsweeku Jacek Tomczuk. Jego współpracownik Rafał Gębura zgłosił się do mnie z prośbą o wypowiedź. W przedpogrzebowej atmosferze emocji i smutku nagrałem sporą ilość tekstu, z którego w artykule znalazło się tylko niewiele. Głównie wspomnienia anegdotyczne, na jakie zapewne pozwoliłby słynący z poczucia humoru nieboszczyk.

Zapewne w podobnej sytuacji znalazły się inne osoby udzielające swych wypowiedzi: Ewa Łętowska, Wiesław Ochman, Janusz Rolicki, Zbigniew Napierała, Witold Matulka i Barbara Gola. Niektórzy z nas w swych relacjach balansowali na granicy powagi (niestety również i ja), ale przeważał łagodny tylko krytycyzm wobec niektórych obyczajów, poglądów i słabości Bogusia.

Z grubej rury strzelił natomiast Jacek Marczyński. Oto fragment jego ataku na nieboszczyka: „W 1994 r. obejmuje dogorywającą z braku widzów Operetkę Warszawską. Zmienia profil sceny oraz nazwę na Teatr Muzyczny Roma. To miała być pokazowa dyrekcja i trampolina do Opery Narodowej, chciał udowodnić, że jest sprawnym menedżerem, a prowadzenie opery mu się po prostu należy. Tyle że zakończyło się spektakularną klęską: Kaczyński postawił teatr na nogi, ale narobił długów”.

To był czas, gdy operą zajął się Mariusz Treliński. – „I wtedy zaczął się zmierzch Kaczyńskiego jako operowego autorytetu. Melomani zaczęli podróżować, pojawiły się płyty z nagraniami, kasety video z inscenizacjami, okazało się, że w swoich sądach zastygł dekady temu. Nie nadążał za nowymi trendami w inscenizacji, dla młodszych ludzi, którzy za swojego idola przyjęli Trelińskiego, stał się całkowicie nieautentyczny. Pozostali mu starzy widzowie”.


Jakiekolwiek mówienie o zmierzchu Kaczyńskiego jako operowego autorytetu po tym, jak operą zajął się Treliński nie ma żadnego sensu i jest przykrym nadużyciem. Według recenzenta Rzeczpospolitej przed Trelińskim melomani nigdzie nie jeździli, nie było płyt z nagraniami i kaset video z inscenizacjami. W takim razie skąd Treliński produkował te fragmenty swych spektakli, które – jako żywo – przypominają prace Boba Wilsona, Federico Felliniego, czy Larsa von Triera, będące zresztą najlepszymi momentami jego scenicznego procederu. Nazywanie Trelińskiego idolem młodych ludzi jest próbą koronowania operowego króla Ubu, mającego na swym sumieniu pokiereszowanie i zbezczeszczenie szeregu arcydzieł sztuki lirycznej, że wymienię tylko Damę pikową, Borysa Godunowa, Oniegina, Manon Lescaut, Turandot, Cyganerię, Traviatę, Don Giovaniego, Latającego holendra oraz Orfeusza i Eurydykę.

Wielokrotnie protestował przeciwko temu Bogusław Kaczyński, mając za sobą tłumy odbiorców sztuki operowej wszystkich pokoleń, którzy – owszem – nadążają za „nowymi trendami w inscenizacji”, ale bez nikiforyzmu, ignorancji, nieuctwa, cwaniactwa i braku szacunku dla hierarchii w systemie wartości sztuki lirycznej. W tych protestach był szczery, odważny, bezkompromisowy i autentyczny. Wreszcie przestał bywać na spektaklach Teatru Wielkiego, zresztą nie tylko tych, które włożono w łapki Mariusza Trelińskiego. Ale zdania nie zmienił.

„Całkiem nieautentyczny” jest natomiast Jacek Marczyński, którego zdecydowanie wolę jako autora „Przewodnika operowego”, czy „Dziewięciu tańczących facetów”, niż krytyka natrząsającego się z postaci, która dla percepcji sztuki operowej w Polsce uczyniła więcej w każdym sezonie, niż recenzent Rzeczpospolitej (z pełnym szacunkiem!) w całym dotychczasowym życiu.

Znaczenie i dorobek Bogusława Kaczyńskiego – wydaje się – docenił wreszcie dyr. Waldemar Dąbrowski, mówiąc o tym pięknie w swym przemówieniu nad grobem. A przecież nieboszczyk za życia często piętnował jego politykę i rządy w Operze Narodowej. Raz nawet (mówiąc o poczynaniach Trelińskiego) wykrzykiwał, że pod rządami Dąbrowskiego Teatr Wielki został zniszczony bardziej, niż w czasie ostatniej wojny światowej.

Śpij spokojnie, Bogusiu. Nie przejmuj się tymi atakami. Niech Ci ziemia – w Alei Zasłużonych Cmentarza na Starych Powązkach – lekką będzie!

                                                                                         Sławomir Pietras