Wśród rozlicznych korespondencji z czytelnikami znalazł się list Pani Stanisławy Pachole, której teść przyjaźnił się we Lwowie ze śpiewakiem Michałem Hołyńskim, który po powrocie z Berlina (zapewne po występach) ofiarował teściowi piękną fotografię z dedykacją, którą Pani Pachole załączyła do uprzejmego listu.
Pani Stanisławo, dotąd, nie udało mi się trafić na ślady lwowskiego śpiewaka Hołyńskiego. Będę nadal poszukiwał, tak jak mnie Pani poprosiła, a może czytelnicy pomogą? Tymczasem piękną fotografię z dedykacją umieszczam nad biurkiem, gdzie powstają moje felietony i pozdrawiam Panią serdecznie.
Ostatnio melomani z Łodzi donoszą mi, że ich ulubiona gwiazda operowa Joanna Woś otworzyła Salon Muzyczny, w którym co miesiąc występuje i zaprasza do koncertowania zaprzyjaźnionych śpiewaków i muzyków. Obiecuję odwiedzić tę cenną inicjatywę ufając, że oprócz muzyki znajdzie się miejsce na żywe słowo i spotkanie z łódzkimi melomanami, za którymi tęsknię.
Oni właśnie napisali do mnie, że wreszcie po sensownych decyzjach władz marszałkowskich (pal diabli te konkursy) zaświtała nadzieja na zażegnanie sytuacji w Teatrze Wielkim, nazywanej uprzejmie kryzysem. Nowy dyrektor Rafał Kłoczko zwrócił się do Joanny Woś, ostatniej wielkiej gwiazdy łódzkiej sceny, wyrzuconej za burtę tego tonącego przecież operowego okrętu, aby natychmiast wróciła do macierzystego Teatru. Ona przecież posłuchała, mimo że dumna i pamiętliwa. Ale powinna – podpowiadam – zażądać chłosty, lub obdarcia ze skóry tego, który jej to uczynił. Bogata historia Opery zna takie przypadki.
Nowy dyrektor pierwsze spektakle Wosiówny zaplanował dopiero na styczeń. W międzyczasie czeka go rozeznanie sytuacji, zaprowadzenie porządku, poczynienie korekty kadrowej i zaplanowanie przyszłości. Będziemy trzymać kciuki, aby się udało. A z powrotem na scenę Wosiówny zaczął dobrze, na co wszyscy czekaliśmy.
Przy okazji informuję, pytany wielokrotnie w listach o sprawach łódzkich, że moje przewodnictwo zawieszone w operowych podróżach organizowanych przez Agencję Grand Tour będzie trwało jedynie do czasu, aż zupełnie wyzdrowieję. Obecnie zastępuje mnie Sylwester Kostecki, który nie tylko świetnie śpiewa ale – okazało się – równie interesująco – opowiada i zabawia operowych podróżników.
Proponuję, aby po moim powrocie nie rezygnować ze współpracy z tym wybitnym i wiernym synem miasta Łodzi, Aby powiększyć liczbę operowych ekip pod Egidą Grand Touru podróżujących na spektakle operowe po całym świecie, a my z Sylwkiem już się nimi podzielimy.
Od lat zaprzyjaźnieni z Piotrem Nardellim nie piszemy do siebie listów, a tylko dzwonimy. Jeszcze jak kierowałem Teatrem Wielkim w Poznaniu namawiałem go, aby przygotował dla nas premierę La Vie parisienne (Życia paryskiego) z muzyką Offenbacha i choreografią Maurice Bejarta. Nardelli posiadał na to licencję, przyznaną mu przez samego twórcę. Nie zdążyłem doprowadzić tego pomysłu do realizacji, aż tu po latach Nardelli mówi, że otrzymał taką propozycję od dyrektora jednego z polskich teatrów operowych. Na razie nie wolno mi zdradzić którego, bo pertraktacje jeszcze trwają. Modlę się za ich pozytywny rezultat, a w dziedzinie sztuki baletowej niezależnie od tego o los Polskiego Teatru Tańca po ostatnim konkursie na jego dyrektora, oraz zmiany na stanowisku kierownika baletu w poznańskim Teatrze Wielkim. W jednym z listów gorliwy telewidz prosi mnie, abym coś napisał o nowym talencie telewizyjnym, Radosławie Kotarskim, który prowadząc różne programy i konkursy potoczyście mówi z pamięci, bez kartki z elementami aktorstwa, a nawet inscenizacji. Ostatnio szczególnie podobał mi się w audycji o kopalni soli w Wieliczce. Jest indywidualnością telewizyjną na miarę Radomira Wita, tylko nie zajmuje się polityką.
Baletomanów wspominających w listach postać i działalność Pawła Chynowskiego muszę zmartwić wiadomością o jego rezygnacji z kierowania wspólnie z Krzysztofem Pastorem w Polskim Balecie Narodowym i przejście na emeryturę z początkiem rozpoczętego właśnie sezonu. Zarówno jego dorobek twórczy w dziedzinie spraw literackich związanych ze sztuką baletową jak i wiedza teoretyczna i historyczna w dziedzinie tańca, aż się proszą o opasłe pamiętniki i wspomnienia, zwłaszcza z wybitnymi reprezentantami tej sztuki.
Ponieważ znamy się i przyjaźnimy conajmniej od pół wieku, znalazłoby się chyba również coś o moich działaniach w tej dziedzinie, bo z poglądami Pawła, jego prawością i kompetencją zwłaszcza w publicystyce liczyłem się zawsze, mając do niego pełne zaufanie. Pawle, bierz się do roboty i … wszystkiego najlepszego na druga połowę życia!
Sławomir Pietras