Przed dwudziestu laty Juliusz Multarzyński (fotochemik i fotografik) i Wiesław Sornat (elektronik), absolwenci Politechniki Wrocławskiej wpadli na pomysł założenia Portalu MAESTRO. Dla melomanów po raz pierwszy otworzył się w lipcu 2006 roku. I od tego czasu cieszy się nie tylko dużą popularnością w polskim środowisku muzycznym, ale również w wielu polskich środowiskach polonijnych.
A więc jubileusz! Niestety bez uroczystych obchodów, odznaczeń i podziękowań. Bowiem dotychczasowe prośby do instytucji państwowych zajmujących się kulturą o pomoc i wsparcie, jak dotąd nie znalazły właściwego zrozumienia.
Od początku swego istnienia spełnia on nie tylko rolę informacyjną, ale również edukacyjną, ponieważ autorzy w swych tekstach bardzo często sięgają do ciekawostek, faktów historycznych, wywiadów z artystami, a nawet fragmentów książek o operze i balecie.
Wiem o tym dobrze, bo od wielu lat moje felietony z jednotygodniowym opóźnieniem publikowane są na portalu MAESTRO, dla tych czytelników, którzy nie zdążą przeczytać ich w Angorze. Cieszę się z tego, że moje teksty umieszczane są wśród wielu znakomitych piór piszących o operze i balecie. Pozwólcie, że przy jubileuszowej okazji wymienię nazwiska tylko tych, którzy odeszli już z tego świata: Wacław Panek, Karol Bula, Witold Sadowy, Eugeniusz Ratajczyk i Jacek Chodorowski. Przy okazji obiecuję, że w przyszłości również wymieniać będę nieżyjących autorów tekstów, zamieszczanych na łamach MAESTRO pro publico bono. Żyjący niech wymieniają się sami!
A wśród nich są głowy i pióra doprawdy nie od parady, z prof. Małgorzatą Komorowską na czele (szkice o karierach najwybitniejszych polskich śpiewaków XX wieku), Adamem Rozlachem, Joanną Tumiłowicz, Leszkiem Bernatem, Lesławem Czaplińskim, Adamem Czopkiem, Wilfridem Górnym, Mariuszem Grudniem, Agnieszką Kreiner i Tomaszem Pasternakiem.
W atmosferze rozmyślania o przeszłości, a więc o ludziach z nią związanych, wkradła się moja rozmowa telefoniczna z Edwardem Kulczykiem, tenorem lirycznym z którym współpracowałem wiele sezonów w Operze Wrocławskiej. Przy okazji informacji o śmierci wieloletniego tamtejszego solisty Wiktora Gorelikowa, mój liryczny Edward wymienił mi całą listę moich byłych współpracowników, którzy jeszcze niedawno byli, ale już ich nie ma.
Jacek Ryś (inteligentny baryton i działacz związkowy), Andrzej Kalinin (pięknogłosy tenor i urodziwy amant), Ewa Czermak (wartościowy sopran liryczny, a ostatnio ceniony pedagog), obaj bracia Krzysztyniakowie, Wojciech i Maciej (każdy na swój sposób wielce utalentowany baryton), Marian Szpak (jeden z najlepszych basowych chórzystów, ozdoba wrocławskiego chóru), Feliks Tarnawski (kiedyś obiecujący tenor, potem trochę reżyser i szef artystyczny wrocławskich tournée).
Niemożliwość spotkania z tymi artystami to prawdziwe zasmucenie. Pogłębia je myśl o losie dyrektora teatru, gdy zejdzie z tego świata jeszcze w czasie pełnienia stanowiska. Wtedy prastary obyczaj operowy nakazuje wystawić doczesne szczątki w westibulu, aby publiczność miała sposobność oddać ostatnie pożegnanie. Na honorowej warcie należy postawić czołowe gwiazdy, których dodatkowym zadaniem powinno być ustalenie i potwierdzenie, że pan dyrektor naprawdę nie żyje. Pozostała część zespołu powinna już pośpiesznie zbierać się po kątach, aby ustalić, kto ma szansę zostać następcą. Dziatwa szkolna niechby przyniosła i złożyła kwiatki…
Przecież pan dyrektor nie raz wystawiał spektakle dla dzieci, co często ratowało frekwencję po nieudanych spektaklach dla dorosłych.
Tak więc pośmiertny los dyrektora kończącego swe panowanie na stanowisku, w ten sposób jest przesądzony. Ale co zrobić z dyrektorami – emerytami, którzy tez przecież kiedyś muszą umrzeć?
W imieniu tej grupy zawodowej proszę o chociaż krótkie wspomnienie na portalu MAESTRO.
Sławomir Pietras