Seriale aktorami stoją

Opublikowano: poniedziałek, 20, lipiec 2026 06:33
Pietras Sławomir

Są wakacje, urlopy i ma się więcej czasu. telewizyjne seriale kradną go w sezonie, ale teraz ma się częściej okazje, aby zastanowić się, dlaczego chętniej oglądamy Ojca Mateusza, Rodzinkę, czy Na dobre i na złe, niż na przykład… tu się wstrzymam… są wakacje! 

 

Podstawą w odbiorze fabuły każdego serialu jest jego scenariusz. Ale czy na pewno? Już nieraz byliśmy świadkami, jak skądinąd interesującą fabułę kładła na łopatki mierna gra aktorska, czy nietrafna obsada poszczególnych postaci. Ale powstrzymujmy się od krytyki… Są wakacje! 

 

Jeśli chodzi o mnie, to najwięcej uznania, szacunku, a nawet podziwu dla obsady aktorskiej wzbudza już obecnie wieloobsadowy Ojciec Mateusz. Dotyczy to nie tylko postaci tytułowej, którą gra Artur Żmijewski, jednocześnie reżyserując niektóre odcinki, czym kręci sobie bicz na przebieg dalszej - długiej jeszcze i owocnej - kariery. Bo cokolwiek zagra w przyszłości, zawsze będziemy kojarzyć: - O ! Ojciec Mateusz. 

 

Artura Żmijewskiego zawsze będę pamiętać jako Bardosa we wrocławskich Krakowiakach i Góralach (1989), kiedy to reżyser tego spektaklu Krzysztof Kolberger, zamiast samemu zagrać tę rolę, wymusił na mnie interwencję u dyr. Macieja Englerta, aby dał zgodę swemu początkującemu aktorowi na śpiewaną rolę u nas w Operze Wrocławskiej. Żmijewski był świetnym Bardosem. Jest zresztą świetny we wszystkim , czego się podejmuje.

 

W obsadzie serialu o Ojcu Mateuszu jest takich więcej. Piotr Polak jako Orest Możejko wyraźnie sugeruje, że jest obecnie najlepszym czynnym polskim aktorem. Jako postacie charakterystyczne brylują Michał Piela (Nocul ) i Rafał Cieszyński (Gibalski), a Aleksandra Górska (Babcia), to wielki mój sentyment, ponieważ pamiętam ją z młodości w Teatrze Śląskim jako jedną z przyzwoitych aktorek, a teraz w tym serialu jest po prostu wybitna. Taką samą jawi się Hanna Śleszyńska (matka Dziubaka).  

 

Do obsypania następnymi pochwałami wybieram sobie wykonawców telewizyjnej Rodzinki. Nie Kożuchowską, za bardzo krzykliwą i Karolaka (przeciętnego), ale ich serialowe potomstwo: Macieja Musiała (Tomek), Adama Zdrójkowskiego (Kuba) i Mateusza Pawłowskiego (Kacperek).


Pierwszemu wróżę karierę, bo najdojrzalszy i - jeśli mu się w głowie nie przewróci od reklam - amant z idealnymi warunkami przed kamerą i na scenie. Natomiast tego Zdrójkowskiego to pamiętam od dziecka, bo mieszkaliśmy przez pewien czas w sąsiedztwie w podwarszawskich Włochach. Ale żeby z tego malca wyrósł tak wspaniały talent aktorski? No, no! Tak trzymać i - broń Boże nie zbaczać! 

 

Trzeci z braci to zaledwie kilkuletni (ale wraz z serialem rośnie) fenomenalny artystycznie i postaciowo Mateusz Pawłowski. Wraz z przebiegiem seriali możemy obserwować dorastanie malców przed kamerami. Jest ich dwóch: Dominik - syn Możejki w Ojcu Mateuszu uroczy w pierwszych latach, coraz mniej aktorsko interesujący w miarę dorastania. I ten najmłodszy brat z Rodzinki ze swym intuicyjnym aktorstwem i chłopięcym urokiem. 

 

Aby nie popaść w recenzencką manierę przynajmniej na razie daruję sobie komentowanie aktorskich kreacji w innych oglądanych serialach. Nie mogę tylko powstrzymać się od przypomnienia aktorskiego mistrzostwa Anny Seniuk i Andrzeja Kopiczyńskiego w powtarzanym właśnie Czterdziestolatku z niezrównanym Romanem Kłosowskim jako Maliniakiem, a zwłaszcza Ireną Kwiatkowską (Kobieta pracująca), która przed śmiercią obiecała mi sprezentować nagranie na jedną taśmę wszystkich jej scen z Czterdziestolatka, stworzone przez super duet scenariuszowy Gruza - Toeplitz. Niestety nie zdążyła, swym odejściem osierocając polskie aktorstwo z komediowego mistrzostwa. 

 

Czytelnicy uważnie śledzący moją felietonową działalność mają prawo spytać, dlaczego nie wspominam o roli gospodyni Księdza w Ojcu Mateuszu, na której przecież opiera się fabuła tego cenionego przeze mnie serialu. Powierzono ją Kindze Preis uważając, że tak utalentowana, pracowita i inteligentna aktorka wywiąże się z tego karkołomnego dla niej zadania w sposób zadowalający ją samą i satysfakcjonujący widzów. 

 

Niestety rola ta została skonstruowana i napisana co najmniej wadliwie. Kinga nie jest aktorką charakterystyczną, więc częściej udaje Natalię Borowik, niż jest nią rzeczywiście. Nie wszystkie aktorskie chwyty można zaakceptować. Przynajmniej ja mam z tym problemy zwłaszcza, że towarzyszę drodze artystycznej Kingi od dzieciństwa, współpracując z jej rodziną, jako że kiedyś wszyscy byliśmy w Operze Wrocławskiej. Nie będę opisywał, co przeżywa przyjaciel rodziny, której najbardziej eksponowana artystka „zasuwa” w telewizji postać lekko kopniętej gospodyni księdza, zamiast odgrywać postacie szekspirowskie, fredrowskie, lub role tworzone specjalnie dla niej, bo jest tego warta.

                                                                        Sławomir Pietras