Co dalej z Polskim Teatrem Tańca

Opublikowano: poniedziałek, 01, czerwiec 2026 06:32
Pietras Sławomir

Żyje jeszcze tylko grupka szczęśliwców, którzy u boku Conrada Drzewieckiego zakładali przed pół wiekiem (1973) Polski Teatr Tańca - Balet Poznański. Oprócz mnie i Piotra Voelkela byli to ówcześni czołowi soliści. 

 

Piszę o tym dlatego, że w ich obecności i licząc na ich pamięć pragnę przypomnieć jak powstało PTT, czym kierowali się ojcowie - założyciele, Jaką formę organizacyjną przyjęto i jak sformułowano cele, działania. To właśnie ja znalazłem się u boku Conrada Drzewieckiego, gdy podjęto decyzję o powstaniu PTT. Stało się tak dlatego, że ówcześni decydenci zapamiętali moje publikacje w „Gazecie Poznańskiej” jeszcze z roku 1967, kiedy to postulowałem, aby sztuka choreograficzna Conrada Drzewieckiego osiągnęła pełnię rozwoju, a jego utalentowany zespół mógł swobodnie interpretować tę twórczość, potrzebne jest stworzenie odrębnej instytucji, wydzielonej z baletu operowego. 

 

Stworzenie stosownych dokumentów, regulaminów, podstaw prawnych i organizacyjnych powierzono mnie, ponieważ zrobiono wszystko, aby Conrad zajmował się przede wszystkim sprawami artystycznymi i kadrowymi, a problemy organizacyjne, impresaryjne i promocyjne powierzono mnie. Od ówczesnych władz usłyszałem wtedy: - Filmować wszystko i odnosić sukcesy ma Conrad Drzewiecki. Ale za całą działalność Polskiego Teatru Tańca - Baletu Poznańskiego odpowiadać będziecie przed nami Wy - Pietras! 

 

I tak się stało. Przy czym najdrobniejsze swe poczynania referowałem Conradowi (nie bardzo cierpliwie to znosił), a podejmowane decyzje zawsze były wzajemnie konsultowane. 

 

Pierwszym współpracownikiem w charakterze kierownika technicznego został absolwent Politechniki Wrocławskiej Piotr Voelkel, który właśnie obronił pracę dyplomową dotyczącą scenicznych urządzeń teatralnych, którą napisał podczas stażu w dziale technicznym Opery Wrocławskiej. To on skompletował optymalną wówczas pierwszą ekipę techniczną PTT, ustalił mądrą i bezkonfliktową współpracę z działem technicznym Opery i od pierwszych chwil wykazywał się talentem, energią i kompetencją, której inni nabywali dopiero po wielu latach. 

 

Z punktu widzenia celowości powstanie PTT było potrzebą zapewnienia Conradowi Drzewieckiemu maksymalnych warunków uprawiania twórczości choreograficznej w Poznaniu, gdzie się urodził, wychował, przeżył wojnę, właściwie samodzielnie wyuczył się profesji tanecznej, stąd wyemigrował i tutaj powrócił po sukcesach zagranicznych, objął kierownictwo baletu Opery Poznańskiej, stworzył i wyszkolił znakomitą ekipę tancerek i tancerzy, z którymi wykonywał swe wybitne dzieła choreograficzne. 


Wszyscy po cichu żywiliśmy nadzieję, że u boku Conrada wyrośnie nowe pokolenie choreografów. Jego asystentem był Emil Wesołowski niestety często skonfliktowany z Mistrzem, a sygnalizujący swe predylekcje choreograficzne Przemysław Śliwa dyplomatycznie został usunięty z zespołu przy pierwszej nadarzającej się okazji. Conrad wyraźnie nie miał ochoty, zamiaru i potrzeby kształcenia swych następców. W tym sensie Polski Teatr Tańca - Balet Poznański był przedsięwzięciem autorskim. 

 

Obecnie, kiedy znowu grozi mu ten jakże niefortunny konkurs, należy z naciskiem podkreślić, że jego kolejnym dyrektorem powinien zostać - tak, jak Drzewiecki i Wycichowska, również choreograf, ale wyłoniony nie w drodze konkursu, a indywidualnych rozmów, pertraktacji i zasięgania profesjonalnych opinii przez organizatorów, w kontakcie z upatrzonymi kandydatami. Należy bez wahania przywrócić człon nazwy Balet Poznański przypominający, że obok wspaniałej tradycji poznańskiej chóralistyki wyrosła coraz bogatsza w twórczość i wykonawstwo sztuka baletowa. 

 

Gdyby mnie zapytano, kto powinien znaleźć się w gronie wybrańców na przyszłego dyrektora PTT (ale jak dotąd nikt mnie nie pyta) odpowiedziałbym niepytany: należałoby się zwrócić do Sławomira Woźniaka i jego rodziny, którzy z wielkim sukcesem, prowadzą Akademię Tańca w Phoenix. Zadać pytanie, aby wybitny tancerz, a potem pedagog i manager nie zechciał rozwinąć swych talentów choreograficznych, czego próbkę dawał już przed laty.

 

Pilnie obserwować poczynania Filipa Barankiewicza, po zakończeniu kontraktu w Pradze. Mój zawodowy instynkt podpowiada, że w tym soliście o europejskiej karierze i doświadczeniach w kierowaniu baletem czeskim drzemie instynkt i talent choreograficzny. Należy uważnie przeanalizować dotychczasowy dorobek w tej dziedzinie warszawskiej artystki Anny Hop, której ambicje i zamiary twórcze są dokładnie zbieżne z sensem istnienia Teatru Tańca. 

 

Wreszcie należy poważnie potraktować talent, umiejętności i możliwości twórcze Roberta Bondary, który na kierownika baletu przyoperowego nie bardzo się nadaje, natomiast na przywódcę twórczej grupy sztuki tańca - jak najbardziej!

 

Mógłbym tak jeszcze wymieniać potencjalnych kandydatów na przyszłego dyrektora organizowanego przeze mnie przed wielu laty teatru. Ale może by zwrócić się do Iwony Pasińskiej z prośbą o wycofanie rezygnacji, co byłoby najmądrzejsze, najuczciwsze i najbardziej sprawiedliwe.

                                                                           Sławomir Pietras